Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DRZWI DO GRUDNIA

Door to December

DRZWI DO GRUDNIA

ocena:6
Autor:Dean R. Koontz
Tłumaczenie:Danuta Górska
Wydanie oryginalne:1985
Wydanie polskie:1999
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Ilość stron:360
Autor recenzji:Kamiko
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:4.38
Głosów:8
Inne oceny redakcji:

Nie miałam pojęcia co to znaczy "porządna produkcja", dopóki nie obejrzałam filmu "It's all about Benjamins". Dotychczas dzieliłam filmy, na dobre i słabe, wyśmienite i nędzne, godne polecenia i nie warte uwagi. Teraz jednak wiem, że istnieje nowa kategoria, zwana po prostu "porządnym wykonaniem". Jej przykładem może być książka "Drzwi do grudnia".

Co to znaczy "porządna produkcja?" Nic więcej poza solidną realizacją. Wyżej wspomniany film należy do kategorii "sensacyjne" i nie ma w sobie nic, co wyróżniałoby go na tle innych przedstawicieli tego gatunku. Nie ma w nim ani zbyt wyszukanej fabuły, ani zaskakujących zwrotów akcji, słowem, nie wnosi do sztuki nic, czego byśmy nie znali. Historia jest bardziej przewidywalna niż wciągająca, postaci powielają stare schematy, humor i sceny też są już nam znane. Nie jest to film, który wpisze się na listę prywatnych faworytów, nie będzie też pewnie przychodził nam na myśl, gdy ktoś poprosi nas o polecenie czegoś wartego obejrzenia. A jednak film ten zasługuje na szacunek z tego właśnie względu, że jest solidnie wykonany. Akcja jest tam, gdzie powinna, ani zbyt spokojna, ani zbyt przeładowana zdarzeniami, humor trzyma poziom, aktorzy są wyśmienici, zdjęcia bardzo dobre... Ogólnie ma się wrażenie, że wszyscy, łącznie z kamerzystami, makijażystkami, nagłośnieniowcami i sprzątaczkami zebrali się pewnego dnia w celu realizacji ustalonego zadania i każdy wykonał swoją porcję z godną szacunku rzetelnością. Nic więcej, nic mniej. Uczciwie zapracowali na swoje wynagrodzenie. Dzięki temu, chociaż nic w tej produkcji nowego i zaskakującego, jeśli masz akurat ochotę na dobry film sensacyjny, po którym nie będziesz czuł niedosytu, możesz śmiało złapać za pilota i nacisnąć przycisk play. Odbiorca nie czuje niezadowolenia, mimo, że coś podobnego widział już dziesiątki, a może nawet setki razy. Otrzymuje bowiem to wszystko, czego wymaga gatunek, wyreżyserowane i odegrane przez ludzi, którzy robią to, za co im się płaci i robią to solidnie.

Ten film nieodparcie kojarzy mi się z powieścią Koontz'a "Drzwi do grudnia". Czytałam kiedyś krótki wywiad z tym autorem, który przyznał, że pisze dlatego, bo taki jest jego zawód. Z tego powodu musiał się liczyć z tym, że czasem będzie musiał napisać to, na co nie będzie miał ochoty - jak na przykład zaadaptować scenariusz niezbyt udanego filmu grozy, bo wydawca tak sobie życzy. "Drzwi do grudnia" są właśnie rzetelnie wykonaną pracą, utworem napisanym po to, by się sprzedał, kajzerką wypieczoną przez piekarza, czy ogrodzeniem postawionym przez murarza. Porządna, fachowa robota. Nic poza tym.

Porządna, a więc zachowująca wszystkie wymogi gatunku, które pozwolą umieścić wydrukowaną książkę w dziale "horror". Fabuła jest prosta i nadzwyczaj przewidywalna, nie ma w niej miejsca na zaskoczenie, nic w niej nowego ani porywającego. Mamy więc całkiem przystojną kobietę poszukującą porwanej przez jej szalonego męża córeczki, mamy grupę naukowców i ich sponsorów śniących o władzy i potędze, mamy dziewczynkę obdarzoną paranormalnymi zdolnościami i młodego junaka, czyli prawego i szlachetnego policjanta z wyrzutami sumienia, którzy marzy o lepszym świecie dla całej rasy ludzkiej, gdzie nikt nie musiałby strzelać i chronić innych za tak wysoką cenę jak ludzkie życie, a w końcu mamy jego despotycznego, surowego i zakompleksionego szefa, z którym nasz chojrak ciągle ma na pieńku. Banał? Tak. Nie trzeba być geniuszem, żeby już po takim wstępie stwierdzić, jak to wszystko się skończy, kto się w kim zakocha, kto kogo będzie ratował, a kto zapała żądzą zemsty i zniszczenia.

W tej książce nie ma nic, czego byście już nie przeczytali albo nie obejrzeli. Stare motywy, stare pomysły, stare schematy. A jednak ta powieść to właśnie solidnie wykonana robota. I nawet pomimo przewidywalności i powtarzalności motywów i wątków, czytelnik nie czuje się zawiedziony - otrzymuje dokładnie tego, czego mógłby się spodziewać. Nic nadzwyczajnego, a jednak zbyt dobrze wykonanego, by mówić, że jest do niczego.

Solidny opis sytuacji, dość dobry portret psychologiczny - z naciskiem na naszego dzielnego policjanta, wartka akcja, prosty język, oto główne zalety tej książki. Koontz odwalił kawał dobrej roboty. Narzucił szybkie tempo i dał naszemu bohaterowi krótki czas na uratowanie tych, na którym mu zależy, co sprawia, że książkę po prostu dobrze się czyta i nie chce się przerywać aż do łatwo przewidywalnego końca. To trzeba podkreślić, akcja jest poprowadzona gładko i sprawnie, nie ma w niej zbędnych przedłużeń ani niepotrzebnych postojów.

Język prosty, niewyszukany, ale też nie najgorszy, co sprawia, że tekst chłonie się szybko i gładko. W opisach nie ma ani nic specjalnie rażącego, ani nazbyt oszczędnego, podobnie dialogi są dobrze skonstruowane, a nasz junak bywa miejscami nawet zabawny w swym zaciętym sarkazmie. Jeśli już do czegoś się przyczepić to do postaci naszej małej esperki, która miejscami nie wypada zbyt przekonująco. Autor miał pisać o zmuszanym do eksperymentów z własną mocą dziecku, popadającym w stan swoistego autyzmu, ale nie wyszło mu to zbyt dobrze. Dziewczynka nie przypomina zwykłego dziecka w jej wieku, co akurat jest logiczne, gorzej, że nie zachowuje się zupełnie tak, jak można by się spodziewać po istocie, która przeszła przez takie piekło. Nie zbyt to dobrze, że właściwie najważniejsza persona w tej historii wypada tak mdło i nierealnie. A już kompletnie nie pasuje do niej krzyk: "Jezu, mamo!", pojawiający się w momencie jej wielkiego strachu. Może ja przesadzam, ale nie widziałam nigdy kilkuletniego dziecka, które w momencie zagrożenia, krzyczałoby: "Jezu! Jezu!", zamiast po prostu wołać na pomoc mamę. Tym bardziej kiedy uświadomimy sobie, jak to twardo i sztucznie brzmi po angielsku, scena traci na swej autentyczności. Gdybym nie wiedziała, kto napisał tę książkę, wystarczyłoby tylko dotrzeć do tej sceny, by upewnić się, że autorem jest mężczyzna, a nie kobieta. Kobieta bowiem, nawet niezbyt uzdolniona literacko, nie obeszłaby się z dzieckiem tak szorstko, nie używałaby go tylko jako aktora do odegrania wyznaczonej roli, ale wiedziona wrodzonym instynktem nadałaby mu jakąś głębię, posmak fizyczności.


Pomimo mojego marudzenia, można bez obaw sięgać po tę pozycję. Niczym nie zaskoczy i raczej wątpliwie, by kogokolwiek przestraszyła, ale po prostu trzyma fason, spełnia wymogi i niczym większym nie rozczarowuje. Na pytanie czytać, czy nie czytać, odpowiadam: jeśli masz ze dwie, trzy godzinki wolnego czasu, czytać. Nie powali na kolana, ale pozwoli miło spędzić wieczór.

Chcesz poznać dobre książki - odwiedź nakanapie.pl
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ porządnie wykonana robota
+ złośliwości głównego bohatera pod adresem szefa
+ ładne wydanie

Minusy:

- kolejna dziewczynka z "mocami"
- nihil novi sub sole

Na forum:

Podyskutuj o książce tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -