Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DZIEDZICTWO LOVECRAFTA

Lovecraft’s Legacy

DZIEDZICTWO LOVECRAFTA

ocena:4
Autor: Antologia
Tłumaczenie:Sławomir Studniarz
Wydanie oryginalne:1991
Wydanie polskie:1992
Wydawnictwo:Rebis
Ilość stron:376
Autor recenzji:Alchemik
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:5
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

Lovecraft pozostawił po sobie ogromną spuściznę, która fascynuje wielu współczesnych twórców grozy. Nie dziwi zatem fakt, że pisarze sięgają niejednokrotnie do bogatej prozy Samotnika z Providence, aby czytelnik odnalazł w ich utworach tę samą tajemnicę i mrożącą krew w żyłach opowieść o świecie, przy której chrześcijańskie piekło wydaje się przyjemnym miejscem.

Nikogo nie zdziwi fakt, że sięgnęłam po tę antologię. Bardziej zaskakujące jest to że w ogóle ją skończyłam. Tytuł „Dziedzictwo Lovecrafta” brzmi dumnie i zobowiązuje podpisujących się pod nim twórców do zaprezentowania utworów może nie wybitnych, lecz przynajmniej trzymających dobry poziom. Niestety, w przypadku tej książki mamy do czynienia z pusto brzmiącym tytułem, może nawet lekko ironicznym, jeśli jego znaczenie porównamy do zawartości zbiorku.

„Dziedzictwo…” składa się z trzynastu opowiadań różnych autorów. „Inny człowiek” Ray Gartona to jedyny w tym zbiorku utwór naprawdę wyśmienity. Głównego bohatera, Jima, niepokoją zainteresowania jego żony. Ta dotychczas spokojna i racjonalna osoba zaczęła zgłębiać tajniki astralnej podróży: opuszczania przez ludzi ciała podczas snu. Pewnej nocy Jim z przerażeniem stwierdza, że ciało Sharon jest zimne, jakby martwe. Gdy przychodzi ranek kobieta budzi się jednak cała i zdrowa. Cóż takiego robi żona Jima? Gdzie ucieka jej dusza podczas snu? Główny bohater postanawia się tego dowiedzieć i pewnej nocy wyrusza za żoną do astralnej krainy, gdzie na podróżników czyha nieznane, tajemnicze zło...

Fabuła „Innego człowieka” jest skonstruowana w sposób logiczny i jasny. Bardzo dobrze dawkowane napięcie, nagłe zwroty akcji sprawiają, że to opowiadanie wciąga czytelnika od pierwszego zdania.

Ktoś jednak mógłby zapytać, czy nawiązuje ono do twórczości Lovecrafta i nie byłoby to pytanie niesłuszne. Na pierwszy rzut oka utwór Gartona wydaje się pozbawiony motywów, charakterystycznych dla prozy Samotnika z Providence, a przynajmniej brak bezpośrednich nawiązań do mitologii Wielkich Przedwiecznych. Osoby bardziej obeznane z utworami Lovecrafta, zauważą jednak w „Innym człowieku” motywy lovecraftowskie – mianowicie miejsce akcji: krainę snów. Niewątpliwie na myśl przychodzi jeden z utworów Samotnika pt. „Hypnos”. (Tytułowy Hypnos ma, wbrew pozorom, niewiele wspólnego z greckim bożkiem, wszak ten ostatni był bardzo przyjazny ludziom, a Lovecraft bardzo go zdemonizował). Kto go czytał pamięta, jak dla głównego bohatera i jego mentora, skończyło się zbyt wnikliwe badanie domeny boga snu. Wydaje się, że Hypnos mógł być także owym „tajemniczym złem” z „Innego człowieka”, lecz tu wchodzimy w zbyt szczegółową interpretację.

Pozostałe opowiadanie są zdecydowanie słabsze. „Sekret serca” Mort’a Castle’a to historia irytującego osobnika, nazywającego siebie Williamem Roderickiem. Główny bohater tego, jakże nużącego utworu, posiada dar nieśmiertelności i przez 32 strony chwali się tym niemiłosiernie.

Głębią psychologiczną William nas nie zaskoczy, co najwyżej jej brak mógłby zdumiewać, gdyby nie inny fakt – mianowicie śmiesznie niska cena, jaką Roserick zapłacił za dar wiecznego życia (stracił jedno oko). Nie trzeba znać Lovecrafta, aby wyobrazić sobie, jak krwawą zapłatę musiałby uiścić bohater z jego opowiadań, aby uzyskać nieśmiertelność. „Sekret serca” nie jest nawet przeciętny, niestety tego rodzaju utwory wypełniają strony „Dziedzictwa..”.

Kolejne dwa opowiadania z „Dziedzictwa…”: „Willy” i „Duże R”, zaciekawiają z powodu ich autorów: Mastertona i Lumpey’a. Opowiadanie tego ostatniego jest napisane ciekawiej, lecz przez cały czas zastanawiałam się, co ono robi w tej antologii, gdyż nawiązań do Lovecrafta nie ma właściwie żadnych. Już sam fakt, że akcja utworu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, bardzo zaawansowanej technologicznie, oddala skojarzenia z twórczością Samotnika. Poza tym fabuła (trzeba się dobrze wczytać, aby nie pogubić się w przebiegu zdarzeń) bardziej zbliża to opowiadanie do apokaliptycznego science – fiction; horroru jest tu naprawdę niewiele.

Inny charakter ma „Willy” Mastertona. Podczas archeologicznych wykopalisk przy teatrze „Globe” odnaleziono zagadkowe zwłoki. Szybko okazuje się, że pochodzą one z czasów Szekspira, być może z roku 1613, gdy wielki pożar zniszczył teatr. Tajemnica ciała zainteresowała Holmana, który prowadząc śledztwo, ujawnia zaskakujące fakty: miejsce najświetniejszych spektakli Szekspira stało się przyczyną jego największej, życiowej tragedii.

Pomysł na fabułę „Williego” jest naprawdę dobry, niestety gorzej z realizacją. Brak tu wciągającej, dobrze zarysowanej intrygi, trudno jednak oczekiwać jej po zaledwie dwudziestostronicowym opowiadaniu. Poza tym głównemu bohaterowi zbyt często w śledztwie pomaga zwykły przypadek. Ma się wrażenie, że Masterton wpadł na dobry, fabularny pomysł, zabrakło mu jednak go na resztę utworu.

Następne trzy opowiadania: „Brzydki”; „Ostrze i pazur”; „Nadzorca dusz” są bardzo przeciętne. Charakteryzują się wszystkie schematyczną fabułą i słabymi zakończeniami. Pisanie o każdym szczegółowo nie ma sensu, gdyż prawdopodobnie zamęczyłabym czytelnika tej recenzji paroma nudnymi, niemal identycznymi w treści, akapitami. Wspomnę jedynie o tym, że nie warto zawracać sobie nimi głowy i przejdę do utworu wartego „głębszej” analizy. Myślę o „dziele” C. Williamson’a „Z dziennika Helmuta Heckera”.

Byłoby to opowiadanie z pewnością niezwykle śmieszne, gdyby absurdalna i żenująca fabuła wzbudzała podobne emocje. Tytułowy bohater to zadufany w sobie pisarz, przekonany o własnej wspaniałości. Pewnego dnia, jakiś fan porównuje jego książki do utworów Lovecrafta, na co Helmut reaguje gniewem. Jakiś czas później zatrzymuje się jednak w Providence, gdzie zaczyna pracę nad nowym dziełem. Towarzyszy mu, podczas procesu tworzenia, kot Hecker. Gdy Helmut kończy swoją książkę, posyła ją do redakcji. Szybko okazuje się, że jest ona żywą kopią „Zewu Cthulhu”, którego Helmut nigdy nie czytał. Jakim więc cudem zdołał tak dokładnie skopiować dzieło Samotnika i uznać je za swoje? Okazuje się, że inspirował go kot, który... jest reinkarnacją Lovecrafta. Ogólne wrażenia po lekturze, chyba nie wymagają komentarza.

Innym „równie” udanym utworem jest „Meryplillia”, o którym trudno napisać cokolwiek konkretnego. Opowiada on historię dziewczyny, która stała się wampirzycą. Jednak mroczne życie nieśmiertelnej, jedzącej zwłoki i śpiącej w grobach, nie wystarcza jej do szczęścia. Zakochuje się ona w mrocznym poecie. Ten zaś również jest nieszczęśliwie zakochany...

Fabuła jest naprawdę nieskładna, dlatego nie będę przybliżać jej bardziej. (Już to, co napisałam raczej nie zachęca do lektury). „Meryphillia” miała być parodią typowego widzenia wampirów, popularnego dzięki „Wywiadowi z wampirem”. To opowiadanie ani jednak śmieszy ani straszy. Brianowi McNaughton “udało się” ono pod jednym względem: jest to niewątpliwie najgorszy utwór „Dziedzictwa”.

Ostatnie opowiadanie w antologii to „Sosnowe Pustkowie”. Główna bohaterka (właściwie jedyna kobieta, która gra pierwsze skrzypce w tej antologii) Kathleen Mc Kelston spotyka dawnego przyjaciela i kochanka, Jonathana Creightona. Ten etnolog prosi ją o przysługę; chce wraz z nią pojechać do Sosnowego Pustkowia, aby zebrać materiały do swojej nowej książki. Domyślny czytelnik szybko zauważy, że nie jest to jego prawdziwy cel...

„Sosnowe Pustkowie” jest dobrze napisane, a pomimo słabego zakończenia, trzeba przyznać, że trzyma całkiem przyzwoity poziom. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że na tle tej antologii wypada naprawdę dobrze.

W tym miejscu powinno nastąpić pewne podsumowanie. Zamiast niego przytoczę rozmowę z koleżanką, która czytała zarówno tę antologię jak i jej recenzję. Spytała mnie, dlaczego zmarnowałam tyle słów na ocenę tak marnej lektury, skoro recenzjom dużo lepszych książek poświęcałam mniej uwagi. Po krótkiej chwili zastanowienia, odparłam, że od bardzo dawna żadna lektura tak mnie nie rozczarowała. Z ulgą stwierdziłam również, że Lovecraft pozostawił nam zupełnie inne dziedzictwo.

Zawartość zbiorku:

- Robert Bloch: Wprowadzenie: List owarty do H.P. Lovecrafta (Introduction: An Open Letter to H.P. Lovecraft)
- Mort Castle: Sekret serca (A Secret of the Heart)
- Ray Garton: Inny człowiek (The Other Man)
- Graham Masterton: Willy (Willy)
- Brian Lumley: Duże "R" (Big "C")
- Gary Brandner: Brzydki (Ugly)
- Hugh B. Cave: Ostrze i pazur (The Blade and the Claw)
- Joseph A. Citro: Nadzorca dusz (Soul Keeper)
- Chet Williamson: Z dziennika Helmuta Heckera (From the Papers of Helmut Hecker)
- Brian McNaughton: Meryphillia (Meryphillia)
- Gene Wolfe: Pan krainy (Lord of the Land)
- Gahan Wilson: H.P.L. (H.P.L.)
- Ed Gorman: Boski rozkaz (The Order of Things Unknown)
- F. Paul Wilson: Sosnowe pustkowie (The Barrens)
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+”Inny człowiek” i „Sosnowe Pustkowie”

Minusy:

- Wszystko inne
- Większość opowiadań jest zaledwie przeciętna (lub gorzej)
- Nuda
- Gdzie te nawiązania do Lovecrafta?
- Nielogiczna, nudna fabuła
- Dawno tak się nie rozczarowałam
- I wiele, wiele innych

Na forum:

Podyskutuj o książce tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -