Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WIECZORY BADEŃSKIE

powieści o strachach i upiorach

WIECZORY BADEŃSKIE

ocena:4
Autor:Józef Maksymilian Ossoliński
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:1970
Wydawnictwo:Czytelnik
Ilość stron:144
Autor recenzji:Haxan
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:


Przed laty mamki i piastunki straszyły dzieci diabłami. Dziś diabli służą za lalki, którymi się i starzy bawią; dziś też nie mamki i piastunki o nich plotą, ale księgi piszą […].
Choćbym i tylko ten skutek sprawił, że mamki przestaną topielcami niemowlęta straszyć, […] że ktoś za egzorcyzm złotówki nie wydrwi, że się jednego diabła nie ulęknie w nocy rycerz[…].

Autora Wieczorów bodeńskich… chyba nie trzeba bliżej prezentować. Każdy bowiem, kto para się literaturą zapewne trzymał nie jedną książkę z Zakładu im. Ossolińskich [Józef M. Ossoliński był fundatorem Biblioteki Publicznej Narodowej].
Tłumacz, który wybitne osiągnięcia miał również w dziedzinie heraldyki, istotną rolę odegrał w tworzeniu Słownika Lindego, a także zasłynął jako wybitny twórca Oświecenia. Jednak jego życie, choć interesujące i pełne dynamizmu, nie jest nawet w połowie tak fascynujące jak życie samotnika z Providence, czy chociażby Poego bądź Goethego…

Nie można jednak w czasach, kiedy dominował kult rozumu i empirycznego poznania; w czasach wszechobecności wzorca człowieka rozumnego, człowieka - oświeconego, doszukiwać się aury tajemniczości czy cienia irracjonalizmu, bądź zabobonów, które były albo tępione, albo rozumowo tłumaczone. Dlatego też dzieło omawiane nie należy porównywać z żadnymi klasykami literatury grozy. A raczej można porównać do innych pisarzy takich jak Krasicki, Fielding i wielu innych.

Wieczory badeńskie… to zbiór kilkunastu opowiastek, które stanowią zupełnie odrębną część dorobku literackiego pisarza. Spisywał on je w ostatnich latach XVIII wieku i do końca życia korygował. Książka nie została przyjęta dość życzliwie, zresztą autor wypowiedział ostrą walkę z wszelkimi postaciami zabobonu.
Właściwie ciężko jest streścić zbiór opowiadań, które - z racji stylizacji na gawędę i język gminu - czyta się jak opowieści z szynku. Zapewne wiele tu inspiracji do scenariuszy filmowych, czy literackich opowieści z dreszczykiem, za mało zaś grozy, aury niesamowitości, której czytelnik mógłby dać się ponieść. Trzeba jednak zrozumieć, iż nie to było zamysłem autora.
Wiek Oświecenia był czasem laickości i walki z zabobonem, dlatego też nie stawiajcie autora z innymi twórcami, zwłaszcza z następnej epoki, która uczyniła z Upiora bohatera.
W Wieczorach badeńskich… nie znajdziemy romantycznych zjaw, duchów, które tańczą wśród starych borów ani dziwadeł - straszydeł. Czarownicą okazuje się stara kobiecina, która pragnie się nawrócić; potępieniec - olbrzym to człowiek, który także pragnie się nawrócić i poprzez te swoje pragnienie staje się nagle jakby uczłowieczony.
Lektura przypomina trochę nasze stare podania, klechdy, w których to nie raz bohater przechytrzył samego diabła [który wcale nie jest taki straszny] tak jak np. w opowiadaniu Póki żyję, gdzie przechytrzył go i okazał się sprytniejszy od sił nieczystych.

Oczywiście nie można zapomnieć o języku i stylu powiastek, który zbliżony jest do gawędy. Język jest bardzo prosty, dostosowany do różnych warstw społecznych [jak wiemy w Oświeceniu następuje gwałtowny rozwój szkolnictwa]. Nie można też nie wspomnieć, iż w książce tej dominuje ton dydaktyczno - moralizatorski.

Pomimo mieszanych uczuć po przeczytaniu książki, polecam Wieczory badeńskie… jako dosyć ciekawy suplement grozy przed zaśnięciem.

SPIS OPOWIADAŃ:

1. Trafił swój na swego.
2. Nieboszczyk i nieboszczyk.
3. Cerograf.
4. Póki żyje.
5. Wróćmy się do pierwszego.
6. Jakiś diabeł.
7. Widziałem to na oczy.
8. Czarownica.
9. Mara.
10. Dwaj misjonarze.
11. Nie użyje, nie zje, nie spije…diabeł przyleci i porwie.
12. Dobra dusza.
13. Fraszka diabeł: - Co diablica zarwie, tego i diabeł nie wydrze; - Jeszcze z onegdajszego ostatek.
14. Umieraj jeszcze raz, jeślić życie korci!
15. Powiem dziś, com miał wczoraj na języku.
16. Upiór.
17. Nieboszczka prosi o głos.
18. Historia Łukasza Słupeckiego. Za Długoszem: - Kto to był Słupecki?; - Wszyscy diabli;- Nieodżałowana strata folwarcznego koguta; - Jest lekarz na lekarza; - Główna bitwa; - Cofnienie bieglejsze od Xenofontowego; - Żałosna przygoda kozaczka; - Objawienie; - Co się prędko wznieci, niedługo się świeci; - Pożal się, Boże, próżnej pracy; - Trafi się i mądremu poszkapić; - Diabli zmądrzeli; - Diabeł przy konającym; - Śmierć Słupeckiego i żałoba jejmości; - Złe nowiny; - Widzenie księdza Kazimierskiego; - Próżne krzątanie się; - Gore! Gore!; - Potępieniec; - Wnet już będzie koniec; - Dawano kurowi grzędę, a on chciał wyżej; - Otóż i koniec.
19. Historia pewnego klasztoru. Wypisana z rękopismu: Część pierwsza - Rycerska; Część druga - Mnisza.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ mimo intrygującego tytułu nic z horroru, poza tematyką, raczej nie odnajdziemy; duchy, upiory, czarownice są raczej wciśnięte w butlę zabobonu, którą trzeba rozbić i ukazać, że nie taki diabeł straszny…
+ walory literackie ratują tę książkę: stylizacja na gawędę, prosty, zrozumiały język; chwilami wręcz lapidarnie opowiedziana historia sprawia wrażenie niedosytu [Ossoliński porównywany jest przez niektórych badaczy do Potockiego, notabene swojego kuzyna, ale każdy kto przeczytał Rękopis znaleziony w Saragossie zauważy ogromne różnice].

Minusy:

Na forum:

Podyskutuj o książce tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -