Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:HOUSE OF LEAVES

HOUSE OF LEAVES

HOUSE OF LEAVES

ocena:10
Autor:Mark Danielewski
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2000
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Random House
Ilość stron:709
Autor recenzji:gościnnie: Łukasz Respondek
Ocena autora:10
Ocena użytkowników:10
Głosów:1
Inne oceny redakcji:


Navidson Record to film dokumentalny wydany przez Miramax w 1993 roku. Nikt nigdy nie stwierdził, czy wydarzenia w nim ukazane miały miejsce naprawdę czy były jedynie fikcją pozorująca rzeczywistość. Wiadomo tylko, że jego autor – Navidson, laureat Pulitzera – nigdy już nie był taki jak przed zamieszkaniem w domu przy Ash Tree Lane. Jak to nie widzieliście? Przecież ten film wywołał burzę kontrowersji i krytyki która trwała jeszcze długo po jego wydaniu. Mówił o nim King, mówił o nim Derrida, Anne Rice czy Stanley Kubrick – właściwie, to wszyscy o nim mówili, lecz gdy komuś uda się dotrzeć choćby jednego z powyższych to z pewnością temu zaprzeczy...

House of Leaves to powieść Marka Z. Danielewskiego którą trudno jest w jakikolwiek sposób zaszufladkować. Tak formą, jak i treścią stanowi postmodernistyczny melanż bliski duchem filmom Lyncha, czy książkom Joyce'a. Rzeczywistość miesza się w niej z fikcją, tak że czytelnik, podobnie jak i jeden z głównych bohaterów powieści będzie miał problemy z jednoznacznym stwierdzeniem co jest prawdą a co jedynie wymysłem autora.

Książka dzieli się na kilka warstw, z których każda ma swojego autora lub do niego się bezpośrednio odnosi. Można przyjąć, że główną osią powieści, która łączy wszystkie pozostałe wątki (czy aby na pewno?) jest wspomniany wcześniej film Navidson Record, a konkretnie przeżycia samego Willa Navidsona który wraz z rodziną sprowadza się na wieś, aby odpocząć od ciągłych wyjazdów i poprawić stosunki między nim, jego żoną i ich dwójką dzieci. Jednak Will i tu chce realizować swoje pasje i filmować poczynania jego rodzinki, choć może w ciut niekonwencjonalny sposób. W całym domu zostają rozwieszone sterowane czujnikami ruchu kamery, które mają filmować wszystko, co dzieje się w domu. Po przeprowadzce i krótkim odpoczynku. Navidsonowie wyjeżdżają na tydzień do rodziny. Po powrocie okazuje się, że dom odrobinę się zmienił. Jeszcze przed wyjazdem, po wejściu na piętro, przechodziło się przez jedne z drzwi do pokoju dzieci, jednak teraz po ich otwarciu, oczom Navidsonów ukazuje niewielka wnęka wielkości szafki, o gładkich, czarnych jak smoła ścianach. Na przeciwległej ścianie znajdują się kolejne drzwi, a za nimi dopiero pokój dziecięcy. Czyżby ktoś się włamał do domu? Tylko po co? Żeby dobudować drzwi? Dobre sobie, zresztą kamery nic nie zarejestrowały, a włączone były przez cały czas nieobecności właścicieli. W końcu Navidson wykonuje odpowiednie pomiary i okazuje się, że dom jest większy wewnątrz niż na zewnątrz, dokładnie o wymiary nowo powstałej wnęki. A to tylko początek – po niedługim czasie, na parterze pojawia się korytarz prowadzący do spiralnych schodów....

Cała historia Navidsonów, przedstawiona jest opisami Zampano – ślepca (sic!) który wykonał dogłębną analizę filmu i przelał ją na papier. Po jego tajemniczej śmierci, zapiski te odnajduje Johnny Truant który, pierwszy raz słysząc o filmie Miramaxu, stawia sobie za cel uporządkowanie tych zapisków, lecz szybko dom, zaczyna i na niego wywierać swój destruktywny wpływ. To wszystko opatrzone jest dodatkowo przypisami wydawcy, które często prostują lub tłumaczą zawiłości złożonego przez Truanta tekstu.
Ktoś, gdzieś napisał w sieci, że Dom Liści to książka o książce, o książce, o filmie o domu który jest labiryntem, więc po złożeniu dostajemy książkę która jest labiryntem. I tak też jest w istocie; Fabuła jest przedstawiana warstwowo, lecz nie w sposób do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Danielewski miesza poszczególne wątki fabularne – czas teraźniejszy przeplata się z przeszłością, prawda z fikcją, przypisy, od których roi się w książce prowadzą donikąd, lub tworzą nieskończone pętle, aż w końcu sami już nie jesteśmy pewni co dzieje się na prawdę, a co jest jedynie wymysłem jednego z wielu narratorów.

Autor żongluje też specyfiką literatury samej w sobie – ustanawiając formę książki jako wspomagającą, a nawet równorzędną samej fabule. Wspomniane wcześniej przypisy często mają własne przypisy. Są strony prawie zupełnie puste, zawierające czasem jedno zdanie pisane stopniowo zmniejszającą się czcionką (Gdy Navidson zagłębia się w jeden z malejących korytarzy domu), są też strony zadrukowane w całości drobnym maczkiem. Teksty w odbiciu lustrzanym i wiadomości możliwe do odczytania jedynie przez zastosowanie odpowiedniego klucza (np. przypis w całości wypełniony nazwiskami fotografów ciągnący się przez 2,5 strony. Od pewnego miejsca, po odczytaniu pierwszych liter nazwisk można odszyfrować: „Powiedziała, że wspomnienia znaczą wszystko, ale one wszystkie są martwe"). Cała książka przypomina swą konstrukcją Barkerowską kostkę Lemarchanda, czytelnik będzie ją odwracał, kartkował, przystawiał do lustra, sporządzał notatki... Co czeka kogoś kto odkryje wszystkie jej tajemnice i znaczenia? Tego nie wie jeszcze nikt.

Gdzie tkwią jej wady? Z pewnością nie jest to książka którą polubi każdy – główny wątek fabularny jest wyraźny, lecz co po niektórych może zrazić swym pozornym chaosem i niestandardową formułą. Mało tu też typowego horroru – HoL bliższy jest psychologicznym łamańcom Zagubionej Autostrady czy Mullholland Drive. Z pewnością jednak zagłębienie się w ponad 700 stron labiryntu jakim jest Dom Liści zostanie wynagrodzone cierpliwym czytelnikom.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ Świetnie napisana
+ Masa smaczków, symboliki i ukrytych treści
+ Książka, do której chce się wracać wiele razy

Minusy:

- (dla niektórych) zbyt długa
- (dla niektórych) zbyt chaotyczna

Na forum:

Podyskutuj o książce tutaj: Forum HO

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -