Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KSIĘGA STRACHU TOM 1

KSIĘGA STRACHU TOM 1

ocena:5
Autor:zbiór opowiadań
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2007
Wydawnictwo:Runa
Ilość stron:491
Autor recenzji:mihaugal
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:7
Głosów:1
Inne oceny redakcji:

„Na Księgę strachu składają się nie tyle czyste horrory, co — znacznie częściej — „opowieści niesamowite”. Historie, które nie tyle straszą, ile próbują oswoić grozę i strach życia codziennego.[…] Im bliżej autorzy trafiają tego, czego naprawdę się lękamy, tym większe ciary chodzą po plecach i tym chętniej przewracamy stronę, by dowiedzieć się jak skończyły się losy postaci, które za nas przeżywają nasze lęki, w czasie, gdy my spokojnie i bezpiecznie delektujemy się lekturą.[…]”

Kamil Śmiałkowski

Dla miłośników prawdziwej grozy mam życzliwą podpowiedź: po zaznajomieniu się z obietnicami na tylnej stronie okładki (”Księga strachu to raport z pola bitwy, z miejsc, w których kryją się bestie. Wilkołaki, wróżki, wampiry, diabły, płanetnicy – a także ludzie.”) przeczytajcie uważnie zacytowane powyżej słowa pana Śmiałkowskiego, bo zawarta jest w nich niezwykle ważna informacja. Brzmi ona: w „Księdze strachu” raczej trudno będzie o grozę. A przynajmniej w pierwszym tomie. Oczywiście granica, za którą znajduje się strach dla każdego jest inna. Jednego wystraszy opis szmeru za plecami bohatera, innego „dopiero” brutalne sceny konających w męczarniach ciał.

Do rąk dostajemy całkiem ładne wydanie – uwagę zwraca grafika na okładce pierwszego (drugiego zresztą także) tomu, na pozór infantylna, ale jednak przykuwająca uwagę i ciekawa. Dla wielu osób atutem będzie też zapewne przejrzystość tekstu – nie mamy bowiem do czynienia z wydaniem pocket, w którym wszystkie strony usiane są drobnym maczkiem, a wiersze niemal pozbawione są odstępów – w przypadku „Księgi strachu” czytanie jako czynność jest dla czytelnika przyjemnością i odpoczynkiem dla oczu. Trochę gorzej wygląda strona ergonomiczna wydania – niestandardowy, stosunkowo duży format jest najzwyczajniej w świecie nieporęczny i niewygodny. Z pewnością nie sprawdzi się jako lektura towarzysząca, poza domem (np. w autobusie, w drodze do pracy – wiem, bo przetestowałem taki wariant). Rozczarowują niestety ilustracje wewnątrz tomu, a żeby być bliżej prawdy, należałoby raczej powiedzieć: „ilustracja”, bowiem każde z dwunastu opowiadań opatrzone jest na swojej stronie tytułowej dokładnie tym samym rysunkiem.

Jak prezentuje się zawartość pierwszego tomu „Księgi Strachu”, postaram się pokrótce streścić:
„Drzwi do...” – Ewa Białołęcka
Bohater wynajmuje mieszkanie, w którym znajduje wymalowane na ścianie drzwi. W nocy drzwi otwierają mu drogę do innego wymiaru...
Jako opowiadanie otwierające zbiór opowieści grozy – zupełne zaskoczenie. Forpoczta opowiadań zawartych w antologii grozy winna bić po pysku, zachęcać do dalszej lektury, stanowić słuszną reklamę, a przynajmniej obiecać tytułowy strach. Tymczasem opowiadanie jest nijakie. Jest w nim klimat zagadki – owszem, ale nic poza tym. Zaczyna się nieciekawie, nieciekawie kontynuuje i niestety w takim samym tonie kończy. Nie pomaga palona przez bohatera marihuana, ani nutka surrealizmu.
Zawartość grozy oscyluje blisko zera.


„Krew na ich rękach” – Jakub Ćwiek
Mortimer Botwell opowiada młodemu pisarzowi o swoich przeżyciach podczas wojny w Wietnamie, między innymi o przerażającej przygodzie, jakiej doświadczył w podziemnych tunelach żołnierzy Vietcongu.
Sprawnie i z polotem napisana historyjka, która jednak traci swój urok w miejscu, w którym autor zdecydował się na grozę. Może dlatego, że w realiach wojennych najbardziej przerażające jest jednak okrucieństwo samego człowieka? Idąc dalej – do tekstu poruszającego tematykę konfliktu w Wietnamie, napisanego przez młodego polskiego pisarza, można mieć co najmniej ambiwalentny stosunek, bo to realia zupełnie obce polskim czytelnikom. Chyba, że wiedzę o tej wojnie opiera się na seansach amerykańskich filmów – wtedy można przełknąć opowiadanie Ćwieka bez specjalnych obiekcji.
Zawartość grozy podskakuje do połowy skali.


„Adwent” – Maciej Guzek
Paweł Świetlicki – bohater opowieści, jest policjantem, który prowadzi dochodzenie w sprawie wydarzeń, które miały miejsce w siedzibie tajemniczej sekty. Jej członkowie zostali zwerbowani w ramach eksperymentu psychologicznego, lecz wszystko potoczyło się w zupełnie innym kierunku, niż zakładali to naukowcy. Zagadka tajemniczych wydarzeń wciąga detektywa do reszty i prowadzi do zaskakującego rozwiązania.
Pierwsza perełka w zbiorze. Świetnie nakreślony klimat, powodujący autentyczne ciarki na plecach, umiejętnie zbudowana atmosfera i narastające napięcie. Zdecydowany pretendent do najlepszego opowiadania „Księgi Strachu”. Jeśli dostaniecie w swoje ręce pierwszy tom – koniecznie przeczytajcie ten właśnie tekst! Zapewniam, że nie zawiedziecie się na nim ani trochę i na długo zostanie w Waszej pamięci.
Zawartość grozy – wysmakowane 10/10.


„Bracia Strachy” – Witold Jabłoński
Bohater – podstarzały recenzent muzyczny, poznaje młodą i urokliwą wiolonczelistkę. Na jedną z randek daje się zaprosić do osobliwego lokalu nocnego o nazwie „Nekropolo”, należącego do trzęsących całym miastem braci Strach. Przypadkowo zostaje tam świadkiem okrutnych scen, nagrywanych zimnym okiem kamery wideo.
Opowiadanie całkiem sympatyczne, lecz w zasadzie całkowicie pozbawione nastroju grozy. Autor najbardziej postarał się o wyeksponowanie swoich refleksji i spostrzeżeń na temat życia codziennego, zmieniających się obyczajów i trendów, jednocześnie zabarwiając tekst aluzjami do współczesnego świata polityki. W rezultacie wyszła słodko-gorzka opowieść, którą czyta się z lekkim uśmieszkiem, ale bardzo szybko ulatuje z głowy.
Zawartość grozy z trudem dźwiga się na 2/10.


”Ciasteczko dla Lorelei” – Aleksandra Janusz
Na bezludnej, tropikalnej wyspie odkryty zostaje nowy gatunek świata zwierząt – elf. Za sprawą atrakcyjnego wyglądu i pięknego śpiewu bardzo szybko staje się ulubionym zwierzątkiem domowym, obecnym dosłownie w każdym mieszkaniu. Kłopoty z nim zaczynają się, kiedy nadchodzi zima i w zwierzęciu budzi się instynkt samozachowawczy, nakazujący mu zmianę diety.
Opowiadanie z ciekawą fabułą, aczkolwiek zdecydowanie należy do niego podchodzić z przymrużeniem oka. Dlaczego? Dlatego, że elfopodobne wrózie nijak się mają do klimatu zagrożenia i strachu, przywołując z pamięci sceny z „Piotrusia Pana” z udziałem Dzwoneczka.
Zawartość grozy wzrasta, niemal ocierając się o 3/10.


„Przerwana lekcja” – Mariusz Kaszyński
Nagła zapaść nauczycielki przerywa lekcję języka rumuńskiego. Karetka pogotowia zabiera kobietę w bardzo ciężkim stanie do szpitala. Uczniowie uczęszczający na zajęcia z panią Ionete giną w tajemniczych okolicznościach, podczas gdy z każdą kolejną śmiercią nauczycielka ma się coraz lepiej.
Kuriozum w zbiorze. Tekst przeznaczony co najwyżej dla strachliwych gimnazjalistów. Zbyt prosty, infantylny i w rezultacie rozbrajający. Jakościowo bardzo daleko zostaje w tyle za pozostałymi opowiadaniami w zbiorze.
Zawartość grozy 1/10 (w przypadku strachliwych gimnazjalistów możliwe 5/10)


„Pan” – Kazimierz Kyrcz Jr, Łukasz Radecki
Mała Paulinka poznaje tajemniczego jegomościa, który oferuje jej spełnienie jednego życzenia. Dziewczynka oddaje życzenie swojej matce, kobiecie niezadowolonej z tego, że za sprawą dziecka, które urodziła w zbyt młodym wieku, jej życie nie wygląda tak, jakby sobie tego życzyła.
Powiew świeższego powietrza w zbiorze. Ciekawa historia napisana konkretnym, żywym językiem, czytelnikom naszego portalu z pewnością dobrze znanym. Obydwaj autorzy pojawiali się bowiem na łamach Horror Online ze swoimi opowiadaniami, a w zeszłym roku ich inne wspólne opowiadanie pt.: „Hipopotam” ukazało się w Magazynie Fantastycznym (nr 1[10]/2007). Poza tym Kyrcza nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać, do tej pory pojawiły się na rynku dwa zbiory jego opowiadań, pisanych w duecie z Dawidem Kainem, obydwa wnoszące nową jakość do polskiej współczesnej literatury horroru.
Zawartość grozy gdzieś w okolicach 5/10.


„Kto sieje wiatr” – Dariusz Łowczynowski
Podczas gwałtownej burzy znika Jasiek, o którym we wsi rozpowiadają, że jego matka – Jadwiga spłodziła do z... diabłem. Antoni, mąż kobiety, nie może jej wybaczyć tamtego „romansu” i brutalnie odreagowuje na niej swoją złość. Pewnego dnia, w czasie burzy, podobnie jak podczas zniknięcia, Jasiek powraca do wsi pod upiorną postacią płanetnika...
Kolejny debiut w „Księdze Strachu”obok Łukasza Radeckiego i, co warte podkreślenia – kolejny z grona osób związanych z portalem Horror Online. Oryginalna, pomysłowa opowieść, bogata w dialogi udanie stylizowane na chłopską gwarę. Niebanalny pomysł na fabułę zrealizowany w prosty, acz ciekawy sposób. Niestety bardziej wpisuje się w nurt opowieści niesamowitych, z dreszczykiem, niż pełnoprawnego klimatu grozy.
Zawartość grozy szybuje z wiatrem na 5/10


„Strzeż się gwiazd, w dymie się kryj” – Łukasz Orbitowski
Bohaterka opowiadania – młoda dziewczyna w ciąży, trafia do dziwnego szpitala, w którym poznaje dwóch doktorów: Krew i Ciało. Za ich sprawą odbywa podróż przez czas, poznając losy swoje i swojego dziecka na różnych etapach życia.
Opowiadanie z bardzo ciekawym, „zakręconym” klimatem. Oniryczne sceny, które równie dobrze mogą być rzeczywistością, jak też jedynie projekcjami w umyśle bohaterki. Podobnie, jak w przypadku poprzednika – bardziej pasuje do kategorii opowieści niesamowitych
Zawartość grozy 3/10


„Mój przyjaciel Kaligula” – Jacek Piekara
Krótka opowieść Marka Wibiusza o dniach, które spędził u boku Kaliguli i o tym, jak z łatwością manipulował poczynaniami i myślami niespełna rozumu rzymskim cesarzem.
Jak to u Piekary – napisane atrakcyjnie, starannie i soczyście. Fabularnie wyszła z tego jednak próba napisania Roberta Gravesa po polsku, z tym że Gravesowi opowieści o starożytnym Rzymie wychodziły o niebo lepiej.
Zawartość grozy ociera się o 4/10


„Złamani” – Krzysztof Piskorski
Kapitan Tyc i pułkownik Karwiński otrzymują od Stanisława Poniatowskiego rozkaz rozprawienia się z demonicznym Woronienką, którego kozacki oddział sieje postrach i spustoszenie w szeregach wojsk cesarza Napoleona Bonaparte, wycofujących się po nieudanej ofensywie na Rosję. Wygłodzonym, pozbawionym zapału bojowego i przemarzniętym żołnierzom przyjdzie się zmierzyć z prawdziwym koszmarem, bo wszystko wskazuje na to, że Woronienko jest wcielonym diabłem.
Po „Adwencie” Guzka - druga perełka w zbiorze. Opowiadanie niezwykle plastyczne, żywe. Wypełnione soczystą akcją, ubrane w przemawiający do wyobraźni klimat. Podczas lektury można wczuć się w położenie żołnierzy Tyca – pozbawionych zaopatrzenia, morale, zmrożonych surowym klimatem rosyjskiej zimy. W pierwszym tomie „Księgi Strachu” pozycja obowiązkowa!
Zawartość grozy – zasłużone 9/10


„Szkic w czerni i szkarłacie” – Iwona Surmik
Nastoletnia Majka wypoczywa na wakacjach w małym miasteczku. Nudzi się niemiłosiernie, przyzwyczajona do atrakcji wielkiego miasta. Ożywienie przynosi dopiero poznanie przystojnego Adama Nawrota -syna lokalnego bogacza. Podczas imprezy w jego willi młodzi ludzie wpadają na pomysł wycieczki na cmentarz i otwarcia krypty dziadka Majki, o którym miejscowi ludzie powiadali, że był wampirem.
Opowiadanie powinno spodobać się młodym gotkom, kreującym swój wizerunek w oparciu o wampiryczne wzorce, patrzącym na świat przez przydymione okulary. Miłośnikom grozy zapewne średnio przypadnie do gustu, głównie ze względu na mało atrakcyjną formę, brak ciekawej narracji i pretensjonalność.
Zawartość grozy z zadyszką dobija do 3/10


Jak w podsumowaniu wypada pierwszy tom „Księgi strachu”? Cóż, mógł wyglądać dobrze, a wyszło raczej średnio. Teksty dobrane bez absolutnie żadnego „klucza”, jakby z łapanki, albo z konieczności pisania na zadany temat pt. „napiszmy opowieść grozy”. Wprowadzający w błąd tytuł zbioru – groza pojawia się okazyjnie, choć, gdy już się pojawia, to trzeba przyznać, że jest pierwszej wody (teksty Piskorskiego i Guzka). Udany debiut Łowczynowskiego i Radeckiego (Kyrcza nie wymieniam, bo żaden już z niego debiutant). A „zawodowcy”? Poza wspomnianymi tekstami („Złamani” i „Adwent”) wypadli średnio, lub nawet słabo.
Księga? Zapewne, w końcu sam format wydania jest nietypowy, o rozmiarach raczej niespotykanych na księgarskich półkach, bardziej pasujący do wydań kolekcjonerskich (gdyby jeszcze dodać twarda okładkę), z przejrzystym tekstem, ale też pozbawiony urozmaiconej grafiki – na kolejnych kartach powtarza się wciąż ten sam, niezmieniony rysunek (czyżby deficyt pomysłów w głowie ilustratora?).
Księga Strachu? Raczej nie. Moim zdaniem otrzymaliśmy przerost formy nad treścią – z jednej strony staranne wydanie i deklaracja jakości opowiadań grozy poparta znanymi nazwiskami, a z drugiej – zdecydowany deficyt grozy, bo i poza kilkoma wyjątkami owe nazwiska najwidoczniej niewiele z taką literaturą mają na codzień wspólnego.
Zresztą – przekonajcie się o tym sami.

Kup książkę Księga strachu - antologia
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ opowiadania Macieja Guzka i Krzysztofa Piskorskiego
+ ładne wydanie
+ próba wyjścia naprzeciw miłośnikom prozy horroru

Minusy:

- zdecydowany deficyt grozy
- nierówny dobór opowiadań
- nietrafiony tytuł zbioru, wprowadzający w błąd miłośników grozy
- niewygodny format książki
- monotonna grafika

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -