Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:UMARŁE DUSZE

DEAD SOULS

UMARŁE DUSZE

ocena:3
Autor:Michael Laimo
Tłumaczenie:Marta Czub
Wydanie oryginalne:2007
Wydanie polskie:2009
Wydawnictwo:Amber
Ilość stron:287
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Tym razem obejdzie się bez wstępów, bo też nie ma się nad czym rozpisywać. Amerykański pisarz Michael Laimo, który polskiemu czytelnikowi może być znany z całkiem przyzwoitej powieści „Głębia Ciemności”, tym razem zaliczył naprawdę poważną wpadkę. Choć trudno jest oprzeć się wrażeniu, że to właśnie poprzednie jego dzieło było wypadkiem przy pracy. „Umarłe Dusze” bowiem to powieść niewiarygodnie słaba, wydzielająca nieprzyjemną aurę kiczu i tandety.

Trudne są złego początki – tak sparafrazowane przysłowie znakomicie oddaje emocje mojego pierwszego spotkania z tą książką. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron autor zanudza nas dość szczegółowymi opisami rytuałów, w zamierzeniu chyba tajemniczych i złowrogich, jednak tak naprawdę po prostu obojętnych czytelnikowi i niepotrzebnych. Brakuje więzi z którymś – którymkolwiek – z bohaterów, nie ma śladu napięcia, wreszcie należy całkowicie zapomnieć o grozie, tej bowiem na początku w ogóle nie uświadczycie.

Później akcja nabiera tempa, a trup zaczyna słać się gęsto. Nie mam nic przeciwko temu, bo znane powiedzenie głosi, że nic tak nie ożywia fabuły jak zmarły nagłą śmiercią nieboszczyk. Musi to być prawda, bo od momentu pierwszego nienaturalnego zgonu „Umarłe Dusze” stają się zupełnie inną powieścią. Z przynudzającej szmiry zmieniają się w tandetną, kiczowatą powieść klasy B, w której potoki krwi i stosy wyprutych wnętrzności zastępują logikę oraz sens.

Bo w sumie w książce tej nie chodzi o nic. Nie tylko pozbawiona jest przesłania, ale również nie sprawdza się jako utwór o charakterze rozrywkowym. W pewnym momencie krwawa jatka także zaczyna usypiać, a czytelnik czeka, aż coś wreszcie popchnie fabułę do przodu. Autor tymczasem z upodobaniem chwyta w swoje ręce znane i oklepane motywy i wcale nie zamierza ich wypuścić. Ożywione umrzyki atakują żywych, stare rytuały bez trudu przywołują starożytnych bogów, a dzielni bohaterowie przełamują strach i z podniesioną głową dążą do zwycięstwa.

Fabuła w „Umarłych Duszach” to najwyraźniej zbędny przerywnik, o którym autor szybko na szczęście zapomina. Zamiast tego skupia się na nieustającej rzezi, i to z dobrym skutkiem, bo sceny gore wychodzą mu o wiele lepiej niż konstruowanie postaci czy budowanie napięcia. Pod koniec poziom kiczu jest tak wysoki, że powieść zaczyna wywoływać nerwowy chichot i łagodne ataki czkawki. Bez wątpienia ważną rolę odgrywają tu dialogi, które bezbłędnie rozbijają jakąkolwiek próbę stworzenia pozorów realności. Są tak drętwe i idiotyczne, że nie pasują nawet do horroru klasy B. O wiele lepiej sprawdziłyby się w telewizyjnej telenoweli.

Wreszcie docieram do tego, co całkowicie pogrążyło książkę w moich oczach. Oczywiście nie każdy dostrzeże w niej te same „subtelne” (argh!) podobieństwa, co ja, a jednak przez cały czas nie mogłem przestać o nich myśleć. Młody chłopiec otrzymuje list od kogoś, kto znał jego zmarłych rodziców, i dowiaduje się tym samym, że w istocie jest zupełnie kim innym, niż się spodziewał. Ucieka więc z domu ciotki i wuja, niezbyt przyjemnych typów, którzy aż dotąd dawali mu dach nad głową, i rozpoczyna podróż ku nieznanemu… Co to przypomina? Tak, na sali znają już poprawną odpowiedź… Proszę państwa, oto pierwsze w historii horroru nawiązanie do serii o Harrym Potterze! Robi wrażenie? No to uważajcie… Jedna z postaci odkrywa, że w Biblii ukryty jest kod, dzięki któremu Jezus przed swoją śmiercią wezwał na pomoc starożytnego boga Ozyrysa i zapewnił sobie zmartwychwstanie. Hmm, czyż to nie teoria spiskowa trącąca „Kodem Leonarda Da Vinci”?

Oczywiście wcale nie twierdzę, że „Umarłe Dusze” w jakikolwiek sposób rozbudowują te drobne podobieństwa. Cóż, są zdecydowanie zbyt słabe, by móc w ogóle wytrzymać takie porównanie. Możliwe, że to po prostu moje przeczulenie, i że nie wszyscy czytelnicy zwrócą na to uwagę, ale tak czy inaczej nie mogłem się powstrzymać przed ukuciem takiej teorii.

Na koniec czuję się w obowiązku ostrzec Was przed tą powieścią. To nie żart, ona naprawdę jest aż tak tragiczna, i trudno znaleźć jakikolwiek powód, by po nią sięgnąć. Jeżeli jesteście fanami horrorów klasy B, możecie spróbować, ale lepiej chyba sięgnąć po Shauna Hutsona czy inną gwiazdę tego typu literatury – oni przynajmniej gwarantują dobrą rozrywkę, tutaj natomiast kicz i tandeta idą w parze z nudą i przewidywalnością. Ogólnie rzecz ujmując, jeśli macie wrogów, którzy narazili Wam się czymś lub w jakikolwiek sposób zasłużyli na Waszą niechęć, polecajcie im tę książkę. Pożałują.


Kup książkę Umarłe dusze - Michael Laimo

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ gore, gore, gore, a potem jeszcze więcej krwawej jatki
+ niezamierzone elementy komiczne
+ miłośnicy horroru klasy B poczują się jak w domu

Minusy:

- głupawa fabuła
- zero oryginalności
- przewidywalność, banał, nuda
- idiotyczne dialogi
- emocje na poziomie telewizyjnej telenoweli
- podobieństwa do „Kodu Da Vinci” i „Harry’ego Pottera”, które może i nie były zamierzone, ale i tak irytowały
- pod koniec poziom kiczu i absurdu staje się nie do wytrzymania

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -