Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:EFEMERYDA

Efemeryda

EFEMERYDA

ocena:7
Autor:Rober Cichowlas Kazimierz Kyrcz Jr
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2011
Wydawnictwo:Oficynka
Ilość stron:267
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Najtrudniej jest ocenić książkę, która przekroczyła nasze oczekiwania. Nie mam tu na myśli tego, że okazała się lepsza, niż z początku sądziliśmy. Po prostu jej fabuła w pewnej chwili rozwinęła się w kierunku tak innym, tak różnym, tak zaskakującym, że z trudem można było to zaakceptować. Miłośnicy filmów prawdopodobnie znają to uczucie – przypomnijcie sobie, jak zmieniał się bieg akcji w połowie „Psychozy” Hitchcocka, albo jak zadziwiający zwrot zaprezentował nam Robert Rodriguez po około 50 minutach seansu „Od zmierzchu do świtu”. Rozumiecie już, o czym mówię?

„Efemeryda” zaczyna się jak typowy horror, do którego przyzwyczaili nas Cichowlas i Kyrcz – bardzo mastertonowski, toczący się niespiesznie, ale za to konsekwentnie budujący napięcie i mniej lub bardziej starannie wprowadzający nas w losy bohaterów. Główną personą dramatu jest tutaj Artur Gałecki, pilot samolotu pasażerskiego, który zaczyna doświadczać dziwnych i niewytłumaczalnych zdarzeń. Ktoś przestawia rzeczy w jego mieszkaniu, nieuzasadnione stany lękowe pojawiają się praktycznie znikąd, koszmary senne wydają się bardziej realne niż rzeczywistość. Gałecki walczy ze zwidami, starając się zapanować nad swoim życiem.

Powieść jest napisana lekkim, miejscami dowcipnym językiem. Czasem nie mogłem jednak powstrzymać wrażenia, że opisy są nieco zbyt rozbuchane. Styl nie rzuca na kolana, to samo można także powiedzieć o okazjonalnych momentach humorystycznych czy też nie do końca poważnych dialogach – robią wrażenie sztucznych, wymuszonych. Te braki pojawiają się jednak tylko okazjonalnie. Jeśli damy się wciągnąć historii, szybko przestaniemy zwracać na nie uwagę. A opowieść toczy się z każdą stroną coraz szybciej. Z przyjemnością śledziłem, jak sytuacja Gałeckiego robiła się coraz bardziej dramatyczna, a kryjąca się za wydarzeniami tajemnica szybko nabierała rumieńców. Do postaci – zarówno głównego bohatera, jaki i paru innych osób, które zostają wprowadzone do fabuły nieco później – trudno się przywiązać, ale autorzy zadbali o to, byśmy przynajmniej każdą z nich potrafili zrozumieć. Ich zachowania oraz reakcje na nieoczekiwane zdarzenia są dość wiarygodne, a przynajmniej aż do pewnego momentu – ale o tym za chwilę.

Napięcie budowane jest tu starannie i z pietyzmem, choć twórcy pilnują, by mroczny klimat nie stał się dla czytelnika zbyt ciężki, a lektura pozostała przez cały czas lekka, przyjemna, nie wymagająca wiele wysiłku umysłowego. Ponownie godzi się powiedzieć – do pewnego momentu. Akcja szybko mknie do przodu, tajemnice nawarstwiają się, a żadne wyjaśnienie nie pokazuje się na horyzoncie. W połowie każdy czytelnik będzie już najprawdopodobniej miał jakąś hipotezę dotyczącą fabuły, podejrzewam jednak, że większość pomysłów obróci się w pył wraz z rozpoczęciem drugiej połowy książki. Przyznam nieskromnie, że osobiście byłem stosunkowo bliski rozwiązania zagadki. Gdy dotarłem do momentu, w którym nasz bohater zostaje zmuszony do lądowania na nieprzyjaznym, zapuszczonym lotnisku, po głowie chodziły mi rewelacje rodem z „Langolierów” Stephena Kinga. I rzeczywiście, podobieństwa między tymi dwoma tekstami istnieją, ale nie są dość wyraźne, żeby można było posądzać autorów o poważniejsze inspiracje. Historia od początku do końca należy tylko do nich i zostaje wykorzystana, by podjąć zabawę z czytelnikiem.

Teraz docieramy do najważniejszego punktu w opisywaniu „Efemerydy”. Punktu zwrotnego, można wręcz powiedzieć. Widzicie, Cichowlas i Kyrcz przyzwyczaili czytelników do pewnej formy, stylu, do swoich charakterystycznych rozwiązań fabularnych, które działały doskonale w „Siedlisku” i „Koszmarze na miarę”. W „Efemerydzie” także się z nimi spotkamy – przez pierwsze sto stron. Potem zaczyna robić się dziwnie, tajemniczo, interesująco. A potem nagle powieść eksploduje z siłą bomby, zalewając czytelnika takimi potokami niesamowitości oraz dziwacznych wizji, że z trudem można uwierzyć, iż czytamy tę samą książkę. Z realistycznej, osadzonej w znanym każdemu z nas świecie opowieści, „Efemeryda” zmienia się w koszmar surrealisty, absurdalny i wypaczony, pozornie pozbawiony reguł i celu. Z początku stylistyka sennej mary bawi, później możemy zacząć odczuwać przesyt szaleństw i dziwaczności.

Od razu widać, że Cichowlas i Kyrcz postanowili odejść od sprawdzonej konwencji. Zrobili krok dalej, tylko czy w stronę światła? Szalony pomysł na powieść rzeczywiście zaskakuje, ale nie zostaje wykorzystany do samego końca. Zbyt wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, zaś podane wytłumaczenie wydaje się naciągane, a przynajmniej zbyt niejasno wyłożone, byśmy mogli całkowicie mu zaufać. Brak tu jakiegokolwiek uzasadnienia: czemu właśnie tak, co się właściwie stało? Powieść można oczywiście interpretować w sposób symboliczny, ale są to próby dość karkołomne. Ostatecznie dochodzimy do wniosku, że wyjaśnienie jest z jednej strony zbyt proste, z drugiej – zbyt abstrakcyjne, pozbawione celu.

Po skończonej lekturze wiele razy zastanawiałem się, jak na powieść zareagują ci, którym podobały się poprzednie osiągnięcia obu pisarzy. Przedtem panowie Cichowlas i Kyrcz jawili się jako spadkobiercy Mastertona, krajowe wcielenie klasycznego horroru. Tutaj najwyraźniej postanowili przesunąć się w stronę surrealizmu i abstrakcji. Chwała im za odwagę i chęć odmiany, obawiam się jednak, że fani mogą poczuć się zawiedzeni ich nowymi odkryciami. Ja jednak mimo wszystkich wad – których książka ma wcale niemało – oceniam ją w moim mniemaniu wysoko. Lektura upłynęła mi błyskawicznie, a ostatnie sceny powieści wprawiły mnie w zdziwienie i powątpiewanie – lecz mimo to uważam tę przygodę za udaną.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ zaskakująca fabuła
+ dobrze stopniowane napięcie
+ atmosfera sennego koszmaru w drugiej połowie
+ powieść przyjemna i lekka w odbiorze
+ przełamuje konwencje typowego horroru
+ wciąga

Minusy:

- może sprawiać wrażenie niedopowiedzianej i niepełnej
- nie każdemu przypadnie do gustu fabularna zmiana w połowie książki
- miejscami zawodzą styl i klimat grozy
- nagła zmiana konwencji wydaje się jednak trochę niekonsekwentna

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -