Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:Pokuta

DET SOM SKA SONAS

Pokuta

ocena:7
Autor:Olle Lönnaeus
Tłumaczenie:Ewa Wojciechowska
Wydanie oryginalne:2009
Wydanie polskie:2011
Wydawnictwo:REA
Ilość stron:380
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Małe miasteczka to siedliska wszelkiego zła. Gdyby przyjąć, że wszyscy pisarze współczesnej literatury popularnej mają rację, należałoby każdą taką mieścinę otoczyć drutem kolczastym bądź ogrodzeniem pod napięciem i pozwolić jej pożreć własne wnętrzności. Możecie być pewni, że jej mieszkańcy to albo faszyzujący idioci, albo podstępni spiskowcy. Jeśli sami nie wykończą siebie nawzajem, na szczęście wkrótce i tak zrobi to za nich demoniczny klaun, morderca w masce, inwazja kosmitów bądź czające się w lesie zmutowane zwierzęta. Gdy to nastąpi, możemy zdjąć ogrodzenie, spalić pozostałości i posiać świeżą trawę. A potem w to miejsce postawić drapacze chmur i zasiedlić je znacznie większą populacją. Weźcie to sobie do serca, moi drodzy – jeśli chcecie żyć, trzymajcie się metropolii.

Pamiętajcie też, że jeśli już jesteście skazani na życie w małym miasteczku, najlepiej trzymać się w cieniu. Bo najgorzej mają zawsze protagoniści. Weźmy na przykład Konrada, bohatera „Pokuty”. Wydawało mu się, że uciekł z Tomelilla wiele lat temu, ale trudno nie zauważyć, że nad jego życiem ciąży klątwa małomiasteczkowej fikcji – jego małżeństwo to ruina, sama myśl o porzuconej córeczce rani jak chlaśnięcie nożem, a na dodatek nie może wyzwolić się od wspomnień o zaginionej matce.

Co więcej, Konrad jest dziennikarzem po przejściach, który w momencie rozpoczęcia fabuły z trudem wygrzebuje się z pijackiego widu, w którym naiwnie usiłował napisać powieść (jak sam przyznaje, przez ostatnie dni zajmował się głównie topieniem smutków – nic więc dziwnego, że na pisanie nie starczyło mu czasu). Wydawałoby się, że w jego życiu nie znajdzie się już ani krztyna sensu. Aż tu nagle przychodzi wiadomość o śmierci jego rodziców adopcyjnych. Zostali zamordowani w rodzinnym Tomelilla, sennej mieścinie, do której Konrad nigdy nie zamierzał powrócić. Teraz oczywiście zmienia zdanie, przez co wplątuje się w aferę, która łączy ponure wątki z jego przeszłości z teraźniejszą ponurą rzeczywistością.

Początek dłuży się niemiłosiernie. Postać Konrada przypomina dziesiątki zranionych przez życie facetów o złotym sercu, którzy przewijali się przez karty literatury na przestrzeni wielu wieków. Autor pisze dobrze i umiejętnie posługuje się flashbackami – a teraz, gdy jest to chwyt do bólu ograny, to naprawdę cenna umiejętność – ale zbyt wiele czasu traci na opisy Tomelilla i wprowadzanie w detale małomiasteczkowego życia. Owocuje to co prawda dość interesującym klimatem, ale można go było zapewne osiągnąć mniej inwazyjnymi środkami. Smuci fakt, że cierpi na tym tempo akcji, która z początku wlecze się jak zombie z urwanymi kończynami.

Na szczęście po tym przydługim wstępie coś zaczyna się wreszcie dziać. Nie mam tu na myśli prawdziwej eksplozji – nie znajdziecie tu pościgów, wybuchów, rozlewu krwi, efektownych strzelanin. Tempo powieści generalnie jest dość niespieszne, ale w pewnym momencie staje się w końcu przyjemne w odbiorze. Autor przechodzi do sedna, kreśląc obraz miejscowości zżeranej od środka przez konflikty z mniejszościami społecznymi. Ludzie z Tomelilla nie są gotowi do współegzystowania z odmiennością w wielokulturowej społeczności. Odzywają się w nich uprzedzenia, rasizm, ksenofobia, homofobia i wszystko, co tylko chcecie. Nikt nie ma tutaj lekko – Turcy, Żydzi, homoseksualiści, a nawet Polacy. Matka Konrada była Polką, przez co on sam również uważany jest za gatunek podrzędny w stosunku do człowieka.

Wątki tolerancji i bezsensownej niechęci dla jakiejkolwiek odmienności to zdecydowanie najlepsza część powieści. Zasmucają, zadziwiają, wprawiają w przerażenie – bo przecież takie zachowania wciąż są na porządku dziennym na całym świecie. Autor podchodzi do tematu niezwykle poważnie. Cieszy też to, z jakim zaangażowaniem kreśli obraz ciemniejszej strony Szwecji – gdzie ludzie zwracają się przeciwko obcym, gdzie pochodzenie okazuje się ważniejsze od intencji czy uczynków. Małe, senne Tomelilla robi wrażenie toczonego przez chorobę, chylącego się ku upadkowi. Nie jest to jednak wizja czarnobiała czy jednoznacznie negatywna. Autor znajduje miejsce dla promyków nadziei, nie zapominając o istnieniu ludzi takich jak Konrad, a także innych otwartych i tolerancyjnych postaci.

Sama intryga kryminalna, która stanowi oś powieści, trochę zawodzi. Jest niezbyt ciekawa, mało skomplikowana (do pokrętnych łamigłówek chociażby Agathy Christie jej daleko), ale z drugiej strony pozwala przełożyć środek ciężkości na wątki obyczajowe. Tak, „Pokuta” sprawdza się o wiele lepiej właśnie jako powieść obyczajowa lub dramat. I pomimo moich dotychczasowych przytyków i narzekań, jest to dramat wciągający i skłaniający do namysłu. Jeśli akurat szukacie książki stonowanej, która nie przeciąża umysłu szybką akcją czy zawiłą intrygą, to może być strzał w dziesiątkę. Tylko przygotujcie się, że w zamian „Pokuta” będzie od Was wymagała nieco cierpliwości.

Kup książkę Pokuta – Olle Lonnaeus
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ ciekawe wątki tolerancji i wielokulturowości
+ kilka interesujących postaci
+ bardzo udane i wciągające flashbacki
+ sprawdza się jako powieść obyczajowa

Minusy:

- intryga kryminalna ma niewiele do zaoferowania
- na początku akcja rozwija się niemożliwie powoli

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -