Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:POPULATION ZERO

POPULATION ZERO

POPULATION ZERO

ocena:6
Autor:Wrath James White
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2009
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Deadite Press
Ilość stron:105
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

O istnieniu Wratha Jamesa White’a dowiedziałem się poniekąd przez przypadek, przeglądając na Amazonie propozycje książek wyskakujące w łańcuszku autorów rozpoczętym od nazwiska Jack Ketchum. Na samym początku był Edward Lee, potem zaś szereg tytułów sygnowanych całkiem obcymi mi nazwiskami. Odnosiłem przyjemne wrażenie schodzenia do bardzo dobrze ukrytej niszy, gdzie sadowili się ludzie nadający horrorowi najbardziej ekstremalne oblicze. Wrath James White rzucał się w oczy, rekomendowali go bowiem wspomniani już wcześniej Edward Lee i Jack Ketchum. W ten sposób dowiedziałem się o istnieniu „Population Zero”.

Książka dostała ponoć jakieś nagrody – nie chcę jednak wnikać w szczegóły, skupię się na osobistych wrażeniach z lektury. Historia dotyczy niejakiego Todda, faceta pracującego dla opieki społecznej, który ma dość patrzenia jak dilerzy, prostytutki i oszuści starają się za wszelką cenę oszukać system. Tym, co zniesmacza go szczególnie, są kobiety nieodpowiedzialnie zachodzące w ciążę. Jak się okazuje, Todd jest zwolennikiem organizacji Population Zero, której ideologia opiera się na założeniu, że światu grozi skrajne przeludnienie, a każdy przychodzący na świat człowiek staje się przyczyną wyginięcia licznych gatunków zwierząt i destrukcji całych połaci lasów równikowych. Wściekłość Todda doprowadza go do tego, że zaczyna proponować aplikantom zasiłek w zamian za aborcję i sterylizację.

Nie pytajcie jak, ale wkrótce nasz antybohater płynnie przechodzi do dokonywania wspomnianych zabiegów chirurgicznych własnoręcznie, chałupniczymi metodami. Na zaledwie około stu stronach będziemy świadkami rozlewu krwi, jakiego nie podsunęłyby nam najstraszniejsze koszmary. Todd bierze się do pracy – wykonuje wazektomie na związanych mężczyznach, sterylizuje kobiety przy pomocy skalpela, dusi płody pępowiną, usuwa ciąże drucianym wieszakiem, miażdży butem głowy niemowlaków i przez cały ten czas zastanawia się z lekkim zaniepokojeniem, czy nie przesadził lekko w realizacji swych planów. Rozważania nad własną poczytalnością w żadnym razie nie przeszkadzają mu w ćwiartowaniu ciała przypadkowej ofiary i wywożeniu go w bagażniku samochodu.

Trudno powiedzieć, czy książka jest dobrze napisana. Styl autora niczym się nie wyróżnia, niczym też nie wadzi. Pojawiają się błędy stylistyczne spowodowane kiepską redakcją, ale przez większość czasu nie zastanawiamy się nawet nad warsztatem pisarskim. Powiedziałbym jednak, że w opisywaniu scen gore Wrath James White zmienia się nie do poznania. Nagle jego proza zaczyna bezczelnie walić nas po twarzy, co zresztą jest też specjalnością autora w bardziej dosłownym znaczeniu – White jest bowiem profesjonalnym kickbokserem. Ta brutalność wylewa się z każdej stronicy krótkiej książeczki. Czasami staje się boleśnie nie do zniesienia, czuję więc, że mogę tylko być wdzięczny za taką a nie inną długość utworu.

Zaznaczam to wyraźnie, jeśli ktoś nie domyślił się po paru poprzednich akapitach – „Population Zero” nie jest książką dla ludzi o słabych żołądkach i zbyt bujnej wyobraźni. Ba, ta książka nie nadaje się nawet dla osób o żołądkach nieźle wytrenowanych. Przyznaję, że chyba tylko wcześniejsza znajomość z książkami Edwarda Lee przygotowała mnie na to, co dzieje się w „Population Zero”. Znajdziecie tu sceny, których naprawdę nie macie ochoty czytać. Przynajmniej 90% z Was, mam nadzieję. Kiedy jednak już raz się zabierzecie do lektury, podejrzewam, że większość doczyta do końca. Na tę książkę nie trafia się przypadkiem na półce księgarskiej – to prawdziwe literackie podziemie. Nic też dziwnego, że autor nie krępował się sięgać po ekstrema.

Jednak czy cała ta masakra ma jakikolwiek sens? Czy przekazuje coś pod płaszczykiem szokującej formy, tak jak robiła to choćby „Dziewczyna z sąsiedztwa” Ketchuma? No cóż, na upartego coś tam nawet uda się znaleźć… Bohater ma dużo przemyśleń na tle ekologicznym i moralnym, poza tym cała powieść stawia wielki znak zapytania nad praktykowaniem aborcji i sterylizacji. Czy są to zabiegi równoznaczne z morderstwem? A może są niezbędne, by świat mógł normalnie funkcjonować? Autor nie zajmuje się jednak szukaniem odpowiedzi. White rzuca czytelnikowi gołą, odartą z filozofii tezę, po czym podnosi tasak i zabiera się za mordowanie postaci pobocznych. Ostatni ślad przesłania ginie za rozbryzgami krwi i latającymi wnętrznościami. Nie ma też mowy o rozbudowanej psychologii, choć muszę przyznać, że realia, główny bohater i cała sytuacja zostały nakreślona w miarę realistycznie. Piszę „w miarę”, bo już sam pomysł dokonywania operacji chirurgicznych w domu, bez znieczulenia, bez sprzętu medycznego i tylko w oparciu o wydrukowane z internetu obrazki z podręczników do anatomii – zakrawa na ponury żart.

Jak można podsumować „Population Zero”? To bezczelna próba zaszokowania czytelnika w sposób pozbawiony jakiejkolwiek finezji. Podejrzewam, że gdyby powieść jakimś dziwacznym cudem trafiła do mainstreamu, autor zostałby publicznie ukrzyżowany. Zbędny to wysiłek, bo nie posądzam pana White’a o chęć zamienienia czytelników w żądnych krwi morderców. Sądzę raczej, że jest to zwykły skok na kasę, a nie próba wgniecenia w ziemię paru słabszych umysłów. Nie ma nad czym łamać rąk. Książkę da się czytać, nie obraża inteligencji odbiorcy, pozostawia po sobie wspomnienia bardzo mrocznego klimatu i obcowania z naprawdę chorym umysłem. Ludzie głodni takich wrażeń mogą spróbować. Inni lepiej niech nie podejmują wyzwania.

W naszym kraju raczej nie wydaje się książek przeznaczonych tylko dla wąskiego grona odbiorców, rozprowadzanych w niskich nakładach, często w postaci limitowanych edycji kolekcjonerskich. Na nasz rynek trafiają głównie autorzy sprawdzeni, zaakceptowani przez czytelników za granicą i uznani za „bezpiecznych” dla potencjalnego wydawcy. Z tego pewnie powodu „Population Zero” nigdy nie ujrzy światła dziennego w tłumaczeniu na polski. Z drugiej strony, skoro na rynek polski wkroczył ostatnio niepostrzeżenie Edward Lee, weteran literackiej rzezi i zniszczenia – nie wiadomo, co stanie się dalej. Jeżeli kiedyś zobaczycie na półkach księgarskich króciutką powieść o tym tytule, pamiętajcie moje ostrzeżenie. Bardzo prawdopodobne, że wcale nie chcecie jej czytać.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ zwięzła, wartko poprowadzona
+ trzymająca w niepewności
+ dość zaskakujące zakończenie
+ interesująco zarysowana postać głównego bohatera

Minusy:

- naładowana przemocą aż do przesady
- większość scen gore zbędna i niczym nie uzasadniona
- szokująca na siłę, pozbawiona dobrego smaku
- płytka
- męcząca

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -