Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:THE WOODS ARE DARK

THE WOODS ARE DARK

THE WOODS ARE DARK

ocena:6
Autor:Richard Laymon
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2008
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Leisure Books
Ilość stron:215
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wydawać by się mogło, że nad horrorami o kanibalach ciążyła w latach osiemdziesiątych jakaś solidna klątwa. Jack Ketchum miał nieszczęście patrzeć, jak pierwszy wydawca bez cienia litości szlachtuje jego debiutanckie dzieło, „Poza sezonem”, odbierając oryginalnemu manuskryptowi całą bezkompromisowość i brutalny wydźwięk. Jeszcze większego pecha miał Richard Laymon, który obwiniał wykastrowaną wersję „The Woods Are Dark” o zniszczenie jego dobrze zapowiadającej się kariery.

Tytuł owej powieści przetłumaczyłbym litościwie na „Strasznie ciemne te lasy”, co i tak nie brzmi nawet w połowie tak głupio jak oryginał. Powiedzmy sobie szczerze, pod względem fabularnym i ideowym powieść Laymona prezentuje mniej więcej taką wartość, jak sześćset osiemdziesiąta dziewiąta odsłona Piątku Trzynastego. Mamy kilka grup nieszczególnie zróżnicowanych postaci, z których większość brata się z każdym możliwym stereotypem; mamy bandę nieludzkich kanibali o rzekomo pradawnym pochodzeniu, małomiasteczkowy spisek, kobiety biegające bez ubrań przy byle jakim pretekście (w niektórych chwilach trudno nie wybuchnąć śmiechem na łatwość, z jaką dziewoje wyskakują ze swoich strojów), a do tego dużą dawkę przemocy. Zatem można powiedzieć, że „The Woods Are Dark” zawiera wszystkie znaki szczególne dobrego slashera.

Co takiego może się jednak w tej krótkiej książce podobać? Cóż, Richard Laymon bez dwóch zdań posiada pewien specyficzny dar – pomimo prowadzenia chaotycznej i nieskładnej fabuły z udziałem totalnie obojętnych czytelnikowi postaci, jest w stanie trzymać za gardło do ostatniej strony. Tutaj ciężko powiedzieć, kto przeżyje, a kto zginie za parę stron. Niby to samo zrobił Jack Ketchum w „Poza sezonem”, jednak trudno o bardziej sensowne porównania. Tam, gdzie Ketchum z wystudiowaną starannością opisywał krwawe ekscesy swych antybohaterów, tam Richard Laymon bez zadyszki gna od jednego mordu do drugiego, kompletnie ignorując przeżycia wewnętrzne postaci czy opisy przyrody.

Tempo powieści jest dzikie i z początku nieco dezorientujące. Jeśli szybko nie połapiemy się, kto jest kim, to już wkrótce nie będziemy mieli szans nadążyć za imionami i nazwiskami postaci. Nie pomaga nawet to, że trup ścieli się gęsto, a kolejne puste nazwiska szybko znikają ze stron. Książkę czyta się jak pospiesznie napisane dzieło nadaktywnego nastolatka. Richard Laymon nie wie, kiedy przestać, ale najwyraźniej czuje się z tym doskonale, czyniąc swą opowieść szybkim rajdem po trupach do równie szybkiego i średnio satysfakcjonującego zakończenia.

Poza zabójczym tempem i wszechobecną aurą B-klasowego horroru z lat osiemdziesiątych, „The Woods Are Dark” ma nam do zaoferowania także masę mniej lub bardziej absurdalnych wątków i pomysłów. Pierwsze dwie strony powieści to scena, w której dwie dziewczyny jadą samochodem, a jakaś pozbawiona nóg kreatura wypełza im pod koła i wrzuca do auta odciętą rękę. Potem jesteśmy świadkami horroru, jaki sprawiają pewnej rodzinie właściciel motelu i starsza pani, ochoczo wywijająca maczetą. Jeszcze dalej pojawia się wątek matki i córki, który jest chyba moim ulubionym – nastoletnia dziewczynka prowadząca swoją rodzicielkę za rączkę, zabijając wszystko, co stanie jej na drodze, to z pewnością jeden z najdziwniejszych i najbardziej odjechanych motywów w książce.

Od absurdu jest tu gęsto, ale paradoksalnie wszystko to przyczynia się do tego, że książka zaczyna niebezpiecznie wciągać. „The Woods Are Dark” z początku wydawało mi się bardzo kiepską lekturą, ale po kilkudziesięciu stronach doceniłem jej grindhouse’owy, tandetny czar. Richard Laymon bije na głowę wszystkich pisarzy klasy B, których czytałem. To po prostu mistrz na swoim polu.

Pierwsza wersja powieści, która ukazała się na półkach księgarskich, została skrócona o kilka wątków. W przypadku historii tak krótkiej były to cięcia dosyć znaczące – pozostały po nich luki fabularne i ogólne wrażenie niesmaku. Ofiarą zapędów cenzorskich padły przede wszystkim rozdziały z Landerem Dillsem, kochającym ojcem i mężem, który pozostawiony samemu sobie w ciemnym lesie wyrasta na prawdziwą bestię. Ta przemiana człowieka w żądne krwi zwierzę to jeden z jaśniejszych punktów powieści Laymona, i całe szczęście, że wreszcie ujrzał światło dzienne. Dobrze też, że zmianie uległo uładzone i kompletnie idiotyczne zakończenie. Finał wciąż jest zbyt szybki i pozostawia wiele do życzenia, ale taki już widać jego urok.

W ogólnym rozrachunku „The Woods Are Dark” to kiczowata i absurdalna powieść, której po prostu nie da się nie lubić. Błyskawiczna akcja, wiadra krwi i niezwykle intensywne emocje to więcej, niż mogłem oczekiwać po utworze tej klasy. Jestem wzruszony bezpretensjonalnością prozy Richarda Laymona i z radością sięgnę po jego późniejsze, podobno znacznie lepsze powieści. Prawdę mówiąc, nie mogę się doczekać.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ dzika jazda bez trzymanki
+ absurd i szaleństwo
+ niektóre wątki szczerze bawią
+ atmosfera slasherów lat osiemdziesiątych

Minusy:

- jeżeli akceptujecie tylko literaturę wysokich lotów, posłuchajcie mojej rady – uciekajcie!
- straszliwy bałagan i chaos fabularny

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -