Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:LUDZIE Z BAGIEN

CREEKERS

LUDZIE Z BAGIEN

ocena:7
Autor:Edward Lee
Tłumaczenie:Maksymilian Tumidajewicz
Wydanie oryginalne:1994
Wydanie polskie:2012
Wydawnictwo:Replika
Ilość stron:400
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Po mocnym debiucie Edwarda Lee w naszym kraju, przyszedł czas na kolejną powieść, sygnowaną nazwiskiem Amerykanina. Tym razem wydawnictwo Replika postanowiło nam przybliżyć „Ludzi z bagien” (oryg. „Creekers”), jeden z najbardziej rozpoznawalnych tytułów pisarza w Stanach Zjednoczonych. Czego można się tym razem spodziewać? Jak zwykle… penetrowania każdego otworu ciała, obdzierania ze skóry i ogólnej, choć bardziej subtelnej rzezi, a przy tym większej dawki dramatyzmu, lepiej skrojonych postaci i więcej B-klasowości. Oto „Ludzie z bagien” w pigułce!

Phil Straker to wzorowy policjant, którego życie zawodowe zdobi pasmo sukcesów i awansów. Jednak któregoś dnia, wszystko to upada, niczym domek z kart. Mężczyzna zostaje zmuszony do odejścia z pracy, a prestiżową posadę porucznika wydziału do walki z narkotykami zamienia na stróżowanie w fabryce. Tymczasem, zupełnie nieoczekiwanie, w jego życiu pojawia się niejaki Mullins, stróż prawa z zapyziałego Crick City, rodzinnego miasteczka Strakera, który składa mu propozycję zostania oficerem policji w tej mieścinie. Phil jeszcze nie wie, że powrót do Crick City okaże się trudniejszy niż można by przypuszczać. Będzie się tu musiał zmierzyć nie tylko z lokalnymi szumowinami i zdeformowanymi ludźmi z bagien, ale także z własną przeszłością oraz przeznaczeniem.

„Ludzie z bagien” to druga pozycja w dorobku Edwarda Lee, która została wydana w naszym kraju i jednocześnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych i najcieplej przyjętych powieści pisarza za Oceanem. W Stanach Zjednoczonych, przez wiele lat niewznawiana, książka urosła niemal do rangi białego kruka, a ceny używanych egzemplarzy osiągały na portalach sprzedażowych prawdziwe wyżyny. Autor wykorzystuje tu podobne rekwizyty grozy, co w wydanym wcześniej „Sukkubie”. Mamy zatem małe miasteczko, tajemniczą społeczność i zakazany kult. Jest i protagonista, który zawieszony jest pomiędzy przestrzenią swoją i obcą (lecz chyba bliżej mu do tej drugiej kategorii) oraz dwójka zdegenerowanych, szalonych oprychów. Z drugiej strony, bohaterowie zdecydowanie mocniej stoją na nogach, psychologia postaci lepiej skreślona, a cała powieść jest znacznie bardziej introspektywna niż „Sukkub”. Nieco wbrew oczekiwaniom, „Ludzie z bagien” wydają mi się książką o wiele subtelniejszą niż przywoływany wcześniej polski debiut pisarza. Przemoc jest tu bardziej groteskowa, ale nie poraża aż tak wyobraźni, jak w przypadku „Sukkuba”. Choć trzeba też pamiętać, że przy pierwotnym wydaniu „Creekers” nie obyło się bez zmagań z cenzurą - Lee musiał usunąć jedną scenę, bo w oczach wydawcy okazała się zbyt dosadna.

„Ludzie z bagien” zdominowani są przez wątek dramatyczny Phila Strakera, który nieco przysłania to, na co chyba większość czytelników czekało w tej książce: ostrej jazdy, przyobleczonej w szaty wyśmienitego warsztatu pisarskiego, firmujących prozę Edwarda Lee. Owszem, Lee rzuca tu mięsem o ścianę, ale raczej w B-klasowym wydaniu. I o ile w „Sukkubie” można było wyczuć Campbellowskiego i Lovecraftowskiego ducha, który ładnie się uzupełniał z serwowaną pornografią i przemocą, o tyle „Ludzie z bagien” chyba bardziej przypominają prozę Mastertona, czy Eversona, a wykorzystana estetyka już nie współgra tak dobrze ze sobą. Paradoksalnie, to właśnie „uczłowieczenie” tytułowych ludzi z bagien powoduje, że bliżej im raczej do Kingowskiej kategorii „bezimiennej istoty”, która budzi bardziej litość i żal niż budzących zniesmaczenie monstrów. Co więcej, Lee w bardziej świadomy lub nie sposób, każe nam im współczuć – a to przez pryzmat bagnowych z Szalonej Sallee, a to dziewczynki Dawnee. I mimo że na końcu książki próbuje się z tego wycofać, trudno wymazać wcześniejsze wrażenia z pamięci. Rozwiązanie akcji i sam finał, mimo zgrabnie zawiązanej intrygi, umykają zbyt szybko. Rekompensuje to nieco otwarte zakończenie, pozwalające dopisać oczyma wyobraźni własny ciąg dalszy. A wierzę, że każdy, kto sięga po prozę Edwarda Lee, potrafi tworzyć w myślach wyjątkowo plastyczne obrazy.

„Ludzie z bagien” to książka, którą czyta się niesamowicie szybko, a przy tym wciąga, jak ruchome piaski. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie wytrzymuje próby porównania z wydanym wcześniej „Sukkubem”. Nie wiem, czy moje odczucia byłyby takie same bez uprzedniej lektury polskiego debiutu Edwarda Lee, ale gdzieś w głębi mnie żarzy się lekki niedosyt po „Creekers”. Nie znaczy to, że odradzam lekturę „Ludzi z bagien”. Bynajmniej! „Sukkuba” jakiś czas temu określiłem mianem jednej z najlepszych premier 2011 roku, dlatego nie tak łatwo jest przebić książkę, którą uznałem niemal za powieść idealną. „Ludzie z bagien” to po prostu rzecz jakby z innej półki. Wciąż słychać tu obłąkańczy chichot Edwarda Lee, a fani makabry i transgresji z pewnością odnajdą wiele radości, zagłębiając się w brudny, cuchnący i odrażający świat Crick City.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ dobry warsztat
+ niesamowicie wciąga
+ brutalna
+ otwarte zakończenie
+ psychologia postaci

Minusy:

- nie wytrzymuje próby porównania z "Sukkubem"
- wykorzystana estetyka nie zawsze współgra ze sobą
- zbyt rozciągnięty wątek dramatyczny głównego bohatera

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -