Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ZAJAZD

ZAJAZD

ZAJAZD

ocena:2
Autor:Sebastian Kossak
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2012
Wydawnictwo:Warszawska Firma Wydawnicza
Ilość stron:398
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:2
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Odrąbał sobie jeszcze ręce w ramionach, a na koniec głowę, jednak nie do końca, bo trzymała się tylko na rdzeniu kręgowym i kilku głównych tętnicach i mimo iż była już odrąbana, słyszał wciąż drwiący śmiech dziewczyny. Poczuł jeszcze, jak ostrze siekiery wpycha mu się w dupę, rozrywając jego odbyt.”

Powyższy fragment to idealny przykład niezwykle finezyjnego i niemal poetyckiego stylu Sebastiana Kossaka. Widać tu charakterystyczne cechy, które wyróżniają powieść „Zajazd” spośród innych polskich powieści grozy; a więc przede wszystkim dbałość o szczegóły, także anatomiczne. Autor nader pomysłowo miesza styl wysoki z potocznym, tworząc tak uderzające sformułowania jak „ostrze siekiery wpycha mu się w dupę”. Drobne detale, takie jak nadużycie zaimków osobowych, czy też totalnie żenujące dialogi, koszmarna interpunkcyjna samowola i zdumiewające błędy językowe (takie jak występujące chwilę przed zacytowanym fragmentem „wybebeszając ciecia z trzewi”) nie wpływają przecież negatywnie na odbiór dzieła tego formatu.

„Zajazd”, oprócz poruszających scen przemocy, posiada także niezwykle rozbudowaną i przemyślaną warstwę fabularną. Idąc śladem Stephena Kinga, Kossak wprowadza liczne wątki i postaci, stopniowo tworząc sieć wzajemnych relacji, często naciąganych do granic wiarygodności. Akcja toczy się niemal tak wartko jak wyschnięty strumień, co podkreśla budzącą się niespiesznie grozę. Napięcie jednak nigdy nie osiąga poziomu, który przerwałby czytelnikowi ziewnięcie, co uważam za umiejętny i dość przebiegły zamysł autora.

Kossak jest nieprzewidywalny na wielu płaszczyznach: jeżeli bowiem sądzicie, że zawarty w książce wątek terapii seksuologicznej potoczy się zgodnie z prawidłami, których nauczają znani profesorowie psychologii, mylicie się. Kossak jest zbyt zręcznym pisarzem, by sięgać do podręczników: dlatego też na własną rękę tworzy przełomową nazwę terapii „coming out attack”, która zapewne powinna pojawić się już wkrótce wśród najważniejszych odkryć z dziedziny seksuologii. Luźne traktowanie nauk nie dotyczy jednak mechaniki samochodowej – ledwie któremuś z bohaterów przydarzy się wypadek bądź awaria, czytelnik raczony jest błyskotliwymi uwagami na temat działania silników, czasami ukrytą ciekawostką lub niespodziewanym szczegółem. Te zupełnie niepasujące do reszty powieści fragmenty zostały dodane nie bez przyczyny, choć wyżej podpisany skromny recenzent nie zdołał tym razem przejrzeć tęgiego zamysłu, który stał za takowym rozwiązaniem. Cóż, nieznane są ścieżki twórcy.

Jak już mówiłem, „Zajazd” jest powieścią wielowątkową. Ale o co w niej tak naprawdę chodzi? Jeżeli wziąć pod uwagę wyczerpującą informację z tyłu okładki, mamy tu do czynienia z „medytacją nad kondycją współczesnego człowieka, jego seksualnością i miejscem we wszechświecie”. Miarą potęgi pióra Kossaka jest to, iż owo przyciężkie przesłanie podane jest niezwykle lekko, by nie powiedzieć: niezauważalnie. Przez 400 stron powieści właściwie nie napotkałem niczego, co przypominałoby medytację. Ale to pewnie tylko moje niewprawne oko, bo na co dzień mam przecież do czynienia głównie z literaturą popularną, w której zazwyczaj duch/potwór/szaleniec ordynarnie zabija ludzi, a medytacje pozostawia się tybetańskim mnichom albo Paulo Coelho.

Jeżeli jednak przyjąć proste podejście – a zapewne niewprawni czytelnicy właśnie tego ode mnie oczekują – „Zajazd” jest powieścią o dziwnych wydarzeniach rozgrywających się dookoła siedziby hrabiowskiego rodu Denhoffów. Młody policjant, pełen niewiary ksiądz i nader frywolnie ubierająca się pani seksuolog będą musieli stawić czoła koszmarowi, o jakim nie śniło się filozofom. To ostatnie to tylko moja spekulacja – idiotyczne sny zdarzają się każdemu, więc w sumie dlaczego miałyby ominąć, dajmy na to, Platona.

W ogólnym rozrachunku powieść Kossaka – i wybaczcie, że tym razem pożegnam się z ironią – to tragicznie napisane, źle zredagowane, kiczowate i w każdym fabularnym aspekcie durne dzieło, które nie powinno nigdy pojawić się w druku. Z szacunku do słowa pisanego (i z braku ogródka) nie zakopię owej książki za domem, ani też (z braku pieca) jej nie spalę, ale z pewnością nie zamierzam oddać jej do antykwariatu ani biblioteki – nie chcielibyśmy przecież, by literatura takich lotów krążyła w kraju, dając przykład początkującym pisarzom.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ kiedyś się kończy
+ od lektury włosy nie stanęły mi w ogniu (ani nie wyłysiałem, na dobrą sprawę)
+ niezamierzony element komiczny nadaje zakończeniu wyjątkową moc

Minusy:

- …ale tak serio, to szkoda gadać

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -