Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CIENIE SPOZA CZASU

CIENIE SPOZA CZASU

CIENIE SPOZA CZASU

ocena:7
Autor: Antologia
Tłumaczenie:Jakub Wiśniewski i inni
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2012
Wydawnictwo:Dobre Historie
Ilość stron:344
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Lovecraft to błogosławieństwo i przekleństwo współczesnego horroru: z jednej strony jego twórczość otwarła nieznane wcześniej szlaki i wytyczyła nowe kierunki dla literackiej grozy, z drugiej strony zaś sprawiła, że mało kto spośród dzisiejszych pisarzy gatunku jest w stanie uciec od stworzonej przez pisarza z Providence recepty na dobry nadprzyrodzony horror. Jak twierdzi Mort Castle w krótkim posłowiu do jednego z opowiadań, „jeżeli piszesz dobrą grozę, to piszesz jak Lovecraft – albo starasz się nie pisać jak Lovecraft”. Niniejsza antologia jest poświęcona dziełom twórców, którzy sięgają po pierwszą z tych dwu możliwości.

„Cienie spoza czasu” to inicjatywa wydawnictwa Dobre Historie, odpowiedzialnego za interesujące czasopismo „Coś na progu” (tytułem również nawiązujące do Lovecrafta). Jest to zbiór opowiadań wybranych z różnych woluminów poświęconych Lovecraftowi. Wydawca może się poszczycić tym, że kompilacja jest całkowicie unikalna i dostępna jedynie w Polsce. Choć co prawda część tekstów z „Cieni spoza czasu” wyszła już w naszym kraju na łamach innej antologii, a mianowicie „Dziedzictwa Lovecrafta”, nie ma co tego rozdrapywać. Tak czy inaczej dostajemy produkt względnie świeży i pracowicie złożony w konsekwentną, trzymającą poziom całość.

Za wstęp służy tu artykuł S.T. Joshiego, najważniejszego z badaczy twórczości Lovecrafta. Joshi to człowiek, który w kwestiach związanych z prozą posępnego pana z Providence zawsze ma ostateczny głos – nie bez powodu zresztą. Jednak umieszczenie owego artykułu na początku zbioru można by porównać do strzału w stopę, gdyż Joshi średnio pochlebnie wyraża się o tak zwanych „imitacjach” Lovecrafta. Jego zdaniem aby można było mówić o dobrym tekście osadzonym w uniwersum i klimatach znanych z opowiadań pisarza, współczesny twórca musi rozwinąć bądź rozszerzyć oryginalną koncepcję. Szlachetna idea, ale ilu tak naprawdę autorów z poniższej antologii zdołało osiągnąć ten cel…?

Otwierający zestawienie „Dziedziniec” Alana Moore’a to niewątpliwie odważna próba literacka, która zbliża się do ideału Joshiego. Tekst jest oryginalny, ciekawy i tętniący zwrotami akcji, jego finał zaś trudno będzie mi zapomnieć. To udane połączenie współczesności z pradawną, kosmiczną grozą, na dodatek w sprytny sposób wykorzystujące pewne ograne motywy z opowiadań Mistrza i sprawnie łączące je z otoczką kryminału i dreszczowca. Zaraz po „Dziedzińcu” czekają nas „Pustkowia” F. Paula Wilsona, jednego z moich ulubionych pisarzy horroru. To długie i trzymające w napięciu opowiadanie w żadnym razie nie rozwija ani nie przekształca podstaw mitologii Lovecrafta, za to bardzo skutecznie podrabia jego ton i sposób stopniowania napięcia. Gdybym miał wskazać najbardziej wiernego spośród współczesnych spadkobierców Mistrza, Wilson byłby jednym z pierwszych na mojej liście.

Kim Newman z kolei popełnił ciekawą mieszankę stylów, krzyżując Lovecraftiańską stylistykę z nader ironicznym, noirowym stylem Raymonda Chandlera. Jeżeli zastanawia Was, co wyszłoby z połączenia „Widma nad Innsmouth” i „Żegnaj, laleczko”, to opowiadanie Newmana „Gruba ryba” stanowi poniekąd odpowiedź na to pytanie. Tekst jest napisany sprawnie i nie bez szczególnego klimatu, ale wydał mi się odrobinę zbyt długi. Dla kontrastu „Will” Grahama Mastertona to krótka jazda bez trzymanki, niestety przy tym głupia i naciągana do granic absurdu. Masterton nigdy nie należał do prawdziwych mistrzów horroru, ale dla ludzi, którzy wychowali się w latach 90-tych na powieściach w rodzaju „Manitou” opowiadanie to może okazać się sporym zawodem. Krok za Mastertonem podąża Edward Lee, od niedawna jaśniejąca na polskim rynku gwiazda literackiego ekstremum, który na kartach „Pierwiastka zła” raczy nas do bólu banalną i bezmyślną historyjką, stanowiącą pretekst dla kilku scen wyuzdanego seksu, krwawej przemocy i epatowania fekaliami. Nie jest to ani najgorsza rzecz, jaką Lee napisał, ani też najbardziej szokująca. Ale miłośnicy pisarza i tak raczej nie przepuszczą tej okazji.

Ian Watson z kolei zabił mi niezłego ćwieka swoim „W labiryncie Cthulhu” (ktoś nieco się zagalopował z luźnym przekładem tytułu „The Walker in the Cemetery”). Tekst ten jest tak nieprawdopodobnie chaotyczny, nieskładny i pokręcony, że przy całym moim zniesmaczeniu dla fabularnych kretynizmów czerpałem z niego niemałą przyjemność. Pseudonaukowe brednie łączą się tu z konstrukcją rodem ze slashera napisanego przez nadgorliwego nastolatka, a po przeczytaniu całości czytelnik zostaje sam z pytaniem: „i o co tu właściwie chodziło? Po co to wszystko?”

Niesmak po opowiadaniu Watsona zabija Mort Castle, który jak zwykle dostarcza porcję bezbłędnej, mocnej literatury. „Sekret noszony w sercu” to poniekąd historia podobna do „Pustkowi” Wilsona, w żadnym razie nie starająca się rozwijać pomysłów Lovecrafta, za to znakomicie naśladująca klimat jego opowiadań. Castle pokusił się nawet o stylizację językową, która mimo moich obaw wyszła nadspodziewanie strawnie. Następny tekst jest dla kontrastu bardzo współczesny – Alan Dean Foster łączy w nim mitologię Cthulhu z realiami globalnej komunikacji. Pomysł wyjściowy na „Wystąpił błąd krytyczny pod adresem…” to dowcipne rozważania na temat tego, co stałoby się z Necronomiconem w dobie Internetu. Niestety dobre założenia przyćmiewa urwane zakończenie, które stawia na dość wątpliwy zwrot akcji.

Kolejne klasyczne podejście do Lovecrafta prezentuje Ramsey Campbell w „Przyciąganiu”, które jest też zarazem bodaj najbardziej klimatycznym tekstem w antologii. Następna historia, „Pan tej ziemi” Gene’a Wolfe’a, to całkiem dobre opowiadanie, które jednak w porównaniu z innymi zawiera bardzo mało oczywistych nawiązań do twórczości Mistrza. Wreszcie na deser dostajemy tekst Tomasza Drabarka, który dostał się na łamy „Cieni spoza czasu” dzięki konkursowi zorganizowanemu przez Dobre Historie. Tekst przeznaczony dla niezwykle wąskiego grona odbiorców, dodajmy. „Iran Political Fiction” niewtajemniczonym w szczegóły i realia historyczne czytać się będzie jak wyrwany z kontekstu fragment eseju historycznego, w który ktoś wplótł nienachlane odwołania do Lovecrafta. Radzę podchodzić do tego opowiadania z dużą ostrożnością, bo przy tej ilości przypisów i takim nagromadzeniu detali polityczno-historycznych można się łatwo zniechęcić – tak jak ja.

W ostatecznym rozrachunku „Cienie spoza czasu” to całkiem porządna antologia, która wywiązała się z pokładanych w niej oczekiwań. Mamy tu przeróżne podejścia do oryginalnego materiału, wiele mniej lub bardziej odkrywczych pomysłów, a także lepsze i gorsze teksty. Jak rzadko kiedy jednak jestem skłonny powiedzieć, że pomimo nierównego poziomu utworów antologia jako całość pozostawia pozytywne wrażenie. Mam nadzieję, że Dobre Historie nie poprzestaną na tej jednej książce – jak na tak niepozorne wydawnictwo jest to całkiem duże osiągnięcie.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ dużo ciekawych podejść do tematu
+ parę naprawdę nieźle napisanych tekstów
+ możliwość ocenienia, jak znani pisarze poradzili sobie z legendą Lovecrafta
+ sympatyczne wydanie

Minusy:

- rozmaite braki w redakcji, okazjonalnie wątpliwe tłumaczenie
- kilka opowiadań jednak odstaje od poziomu całości

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -