Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:13 RAN

13 RAN

13 RAN

ocena:7
Autor: Antologia
Tłumaczenie:Agnieszka Brodzik Piotr Pocztarek
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2012
Wydawnictwo:Replika
Ilość stron:374
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wydawnictwo Replika wciąż plącze się w zeznaniach: najpierw zadało nam „11 cięć”, ale pozostawiło po nich aż „15 blizn”, a jakby mało było tej konfuzji, właśnie na nasze ręce oddana została trzecia antologia z tego cyklu, zatytułowana „13 ran”. Powiem szczerze, że po sukcesie ostatniego produktu Repliki czekałem na nią z zapałem i śledziłem wszystkie wiadomości, które szły w parze z nader urokliwą niebieską okładką, której poziom kiczu dorównuje z pewnością dumnym poprzedniczkom. Czy warto było czekać?

Całe napięcie umarłoby w zarodku, gdybym zdradził prawdę już teraz, czyż nie? Pozwolę sobie zatem skomentować wszystkie opowiadania po kolei – a niecierpliwi niech czują się uprawnieni do zerkania na koniec recenzji. Powiem tylko, że zgodnie z ideą poprzednich odsłon serii, „13 ran” stara się nam zaprezentować rozmaite odmiany horroru. Najbardziej rzuca się w oczy zróżnicowanie geograficzne: połowa nazwisk zdobiących okładkę brzmi swojsko, reszta zaś z anglosaska. To zresztą największa zaleta zbioru, bo historie w polskich realiach smakowicie przeplatają się z utworami zagranicznymi.
„13 ran” zaczyna się od opowiadania Jacka Ketchuma, amerykańskiego pisarza, który przyzwyczaił nas do mocnej – w niejednym znaczeniu tego słowa – i ponurej literatury. Choć łatwo nadużywać wobec twórczości Ketchuma wyrażeń „bezkompromisowy” bądź „ekstremalny”, to jednak tekstu zawartego w „13 ranach” nie da się sprowadzić do prostackiego spektaklu przemocy. Otrzymujemy typową ketchumową historię z pogranicza obyczaju i grozy, w dodatku tak smutną i depresyjną, jak można było tego oczekiwać. Ketchum nie zaskakuje, lecz za to dostarcza kolejny pierwszorzędny żyłochlast – jako miłośnikowi jego prozy pozostaje mi tylko uśmiechnąć się z gorzką rozkoszą.

Gdy przebrzmią ostatnie, niejednoznaczne zdania „Silniejszego” Ketchuma, zostaniemy uraczeni opowieścią o bardzo odmiennym klimacie. Dobrze znany uważnym czytelnikom duet Kazimierz Kyrcz Jr. i Robert Cichowlas tym razem firmuje tekst o tytule „Pragnienie”, który zawiera mnóstwo cech charakterystycznych dla ich wspólnej twórczości. Znajdziecie tu zatem seks i brudną, groźną stylistykę, a także niespodziewane zakończenie i trochę lekkich rozważań egzystencjalnych, podanych w formie jak najbardziej strawnej dla niecierpliwego czytelnika. Wszystko to sowicie podlane zatęchłym sosem klasy B, który dla jednych będzie zaletą, dla innych zaś drzazgą w oku.

Jeśli jednak dwaj rodzimi autorzy zdołają czytelnika zniesmaczyć, to strach pomyśleć, co zrobi z nim Edward Lee. „Pan Kadłubek” to opowiadanie, o którym nasłuchałem się tyle legend – lub raczej plotek forumowych i wszelakich internetowych komentarzy – że już zasiadając do lektury czułem nieprzyjemny dreszczyk. Po przygodach z powieścią „The Bighead” wiem, że Lee należy do wąskiego grona ludzi, którzy są w stanie zniechęcić mnie do dokończenia spożywanego posiłku. Cóż, przy takim nastawieniu „Pan Kadłubek” bynajmniej mną nie wstrząsnął – ale trzeźwo oceniając tematykę tego tekstu, lepiej zawsze zostawiać antologię na wysokiej półce, żeby przypadkiem nie sięgnęły po nią dzieci. Bądź też ludzie o słabych nerwach. Bądź czytelnicy, których łatwo urazić.

Co do bycia urażonym – od następnego opowiadania niejeden chrześcijanin odbije się z hukiem. Nie żartuję, tekst ten zawiera potencjał do skandalu, który jednak raczej nigdy nie będzie miał miejsca, gdyż… „Wszyscy nieświęci” to tylko horror klasy B. W dodatku mierny i stawiający wszystko na jedną kartę – czyli na łamiące religijne tabu zakończenie. Ja nie przeżyłem szoku ani się nie roześmiałem. (Poza tym trochę za dużo uzbierało się tej radosnej, tandetnej przemocy: trzy opowiadania pod rząd? Sam Edward Lee starczyłby na całą antologię…) Największą zagadką opowiadania „Wszyscy nieświęci” jest jego autor. Rob Kayman, mimo anglosasko brzmiącego nazwiska, najwyraźniej świetnie – no, może bez przesady – pisze o polsku. Czy to dźwięczny pseudonim, czy też może wschodząca gwiazda kiczowatej grozy, jak sugeruje opis? A w tym drugim przypadku, jak to się ma do obietnicy z tyłu okładki zbioru: „Najlepsi z najlepszych. Najbardziej rozpoznawalni”?

„Uszatek” Carltona Mellicka III wylądował w antologii zaraz po Kaymanie chyba po to, żeby mnie udobruchać. Mellick (a może powinienem zawsze pisać, Mellick III?) nie tylko pisze bardzo sprawnie, wciągająco i elektryzująco. Przede wszystkim dorasta do wyprzedzającej go sławy pierwszego twórcy bizarro. „Uszatek” to opowiadanie tak dziwne, klimatyczne i intrygujące, że kupiło mnie właściwie po pierwszej stronie, a im bliżej końca, tym bardziej byłem zachwycony. Zdradzę tylko, że całość toczy się w świecie pełnym ludzi chorych na agorafobię, a główna bohaterka prenumeruje… koty.

Po Mellicku robi się z kolei bardziej klasycznie. Stefan Darda dostarcza horror w dobrym guście, czyli klimatyczne i stonowane „Opowiem ci mroczną historię”. Mamy tu do czynienia z podwójną narracją, jako że główny bohater jest słuchaczem opowieści pewnego starszego pana, oczekującego końca swych dni w wiejskim domu starców. Całość utrzymana jest w niepokojącej atmosferze, jednakże budowane przez Dardę napięcie nie do końca zostaje rozładowane – czytelnik szykuje się na mocny cios, który nigdy nie nadchodzi. Na szczęście sprytne zakończenie szybko maskuje ten problem. Ja z pewnością nie mogę powiedzieć, bym kończąc czytać czuł się rozczarowany.

Graham Masterton z szeroko otwartymi ramionami zabiera nas z powrotem do kiczowatego świata seksu i przemocy, lecz robi to z charakterystycznym dla siebie wdziękiem. „Mechanik” zaczyna się jak rasowy pornos, a kończy się przeuroczym komicznym akcentem w stylu najlepszych filmów klasy B. Zwolennikom ambitniejszej literatury doradzam odwrócenie wzroku.

Aleksandra Zielińska to mój mały promień nadziei w szeregach polskich autorów grozy. Wszystkie dotychczas poznane przeze mnie utwory tej młodej pisarki zaskakiwały dojrzałym językiem i dobrymi pomysłami. Nie inaczej jest z „Lipcem w Coyoacán”, smutnej i przytłaczającej historii kobiety, której psychika rozpada się pod wpływem nagromadzenia wyjątkowo przykrych złośliwości losu. Utwór ma wyjątkowy, mroczny klimat, który trudno będzie mi zapomnieć.

W następnej kolejności zostajemy uraczeni opowiadaniem polskiej autorki, która ma na koncie o wiele więcej publikacji, a za sobą prawdopodobnie także znacznie więcej doświadczenia. Jednak Anna Klejzerowicz dostarcza nam opowiadanie niewyróżniające się, w dodatku momentami dziwnie proste i naiwne, jakby skierowane do młodszego czytelnika. „Kulka” opowiada o tym, jak mały, zaklęty przedmiot może zniszczyć życie szczęśliwej rodziny. Oryginalności nie ma tu za wiele, ale nikt też nie powinien podczas lektury cierpieć.

Tuż za polskimi autorkami podąża Rick Hautala, zupełnie mi nieznany pisarz zagraniczny. Jego opowiadanie „Kwiaty na wietrze” rozpatruje tematykę pilotów kamikadze… i to nie tylko w kulturze japońskiej. Opowiadanie napisano przyzwoicie, ale jego finał nie wszystkich porazi tak samo – trudno nie odnieść wrażenia, że tekst robiłby większe wrażenie parę lat temu…

Na kartach antologii straszy także Łukasz Radecki, redakcyjny kolega i recenzent. Jego „Imperium robali” wyróżnia się specyficznym klimatem, obrazowymi opisami i ryzykownym psychologicznym zwrotem akcji, który niestety nie do końca wypalił. Z drugiej strony już sam świat, w którym toczy się opowiadanie, przemawia na jego korzyść, warto więc przysiąść do lektury. Wrażliwców ostrzegam, że Łukasz nie szczędzi czytelnikowi obrzydliwości. Momentami wydaje się prawie, że naturalistycznymi opisami postanowił prześcignąć Edwarda Lee. Wulgarny, brukowy styl Amerykanina zastępują tutaj jednak nienajlepiej dopasowane dygresje i mało wiarygodne dialogi. Zakończenie niby to wszystko usprawiedliwia, ale uczucie nierealności pozostaje. Acz przecież całe opowiadanie stąpa po cienkiej granicy surrealizmu – dla miłośników tych klimatów nie ma chyba lepszej zachęty.

Jonathan Maberry, znany w Polsce z bardzo interesującej trylogii powieściowej, w opowiadaniu sięga po postać… Sherlocka Holmesa. Czy doktor Watson wierzy w duchy? Czy każda zagadka ma logiczne wyjaśnienie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w historii zatytułowanej „Duch z Greenbriar”, która choć nie jest zbyt odkrywcza, to jednak skutecznie umila czas. Trudno jednak powiedzieć, co na to prawdziwi miłośnicy przygód słynnego detektywa…

Na deser czeka nas zaś opowiadanie Magdaleny Marii Kałużyńskiej, „Niosący światło”. Nie zdradzę zbyt wiele z całkiem intrygującej fabuły, lepiej żebyście poznali ją sami. A warto, bo choć tekstowi brakuje co nieco do geniuszu, mimo to stanowi przyzwoite i efektowne zakończenie dla antologii.

Podsumowując swoje wrażenia, doszedłem do wniosku, że choć „13 ran” nie dorównuje swojej poprzedniczce, czyli „15 bliznom”, to jednak oferuje niezły kawałek rozrywkowej grozy. Tym razem więcej jest seksu i przemocy, więcej kiczu i B-klasowego szaleństwa, ale może czytelnicy potrzebowali takiej odmiany? Obok opowiadań przeciętnych pojawiło się kilka perełek, dla odważnych Replika zaserwowała prawdziwe ekstremum spod ręki Edwarda Lee, zaś zwolennicy grozy bardziej łagodnej, psychologicznej też powinni znaleźć tu coś dla siebie. Mimo wszystko „13 ran” faktycznie pozwala wyrobić sobie pogląd na temat kondycji światowego horroru: jest tu wszystkiego po trochu, tak zachwytów, jak i srogich rozczarowań. Na szczęście z dostateczną przewagą tych pierwszych.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ zróżnicowanie + ponownie teksty polskie i zagraniczne + przyjemne wydanie, niezależnie od „uroków” okładki + parę naprawdę dobrych tekstów…

Minusy:

- …ale też parę nienajlepszych - trochę za dużo grozy klasy B, ale może to tylko moja opinia

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -