Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:RUDY. PRAWO DO ŻYCIA

RED. RIGHT TO LIFE

RUDY. PRAWO DO ŻYCIA

ocena:7
Autor:Jack Ketchum
Tłumaczenie:Bartosz Czartoryski Marcin Kiszela
Wydanie oryginalne:1995
Wydanie polskie:2012
Wydawnictwo:Papierowy Księżyc
Ilość stron:324
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Czytelnik uważnie śledzący sytuację na zagranicznym rynku grozy mógłby cynicznie zauważyć, że najlepsze powieści Ketchuma zostały już w Polsce wydane – a teraz wydawcy zjeżdżają z równi pochyłej, wybierając coraz mniej interesujące tytuły, by tylko wykorzystać trwającą popularność autora. Jednak mimo iż „Dziewczyny z sąsiedztwa” nie da się wydać jeszcze raz z takim samym efektem, a kontynuacje „Poza sezonem” to już nie to samo, co część pierwsza, śmiem twierdzić, iż Ketchum wciąż ma polskim czytelnikom niejedno do zaoferowania. Chwila wydawniczej ciszy, która zapadła po publikacji „Potomstwa”, została właśnie przerwana przez wydawnictwo Papierowy Księżyc: oto przed Wami zbiorcze wydanie dwóch krótkich powieści, „Rudy” oraz „Prawo do życia”.

„Rudy” zaczyna się sennie i niespiesznie, tak jak wiele z najlepszych książek Ketchuma. Avery Ludlow łowi ryby w towarzystwie psa, tytułowego Rudego. Choć z początku nie wiadomo zbyt wiele o owym zwierzęciu, wkrótce staje się jasne, że jest on jednym z ostatnich jasnych światełek w życiu Ludlowa, który starzeje się w samotności, na uboczu małego miasteczka. Niemalże sielankowa, nasycona sentymentalnym tonem scena opisana na pierwszych stronach zostaje brutalnie przerwana przez nadejście trzech uzbrojonych wyrostków, którzy dla zabawy postanawiają okraść Ludlowa. Gdy staje się jasne, że starszy człowiek nie posiada przy sobie nic wartościowego, dzieciaki wyżywają się na psie – i pozbawiają Rudego życia.

Wbrew hasłom reklamowym z zagranicznych wydawnictw i krwawoczerwonej okładce, „Rudy” nie jest opowieścią o bezsensownej zemście; to pełna smutku opowieść o człowieku usiłującym dojść swoich praw w świecie, który wcale ich nie szanuje. Ludlow z podniesionym czołem pokonuje kolejne przeciwności losu, a czytelnik zadaje sobie pytanie: jak długo bohater będzie szukał sprawiedliwości? Czy nie lepiej byłoby zwyczajnie się poddać? Od początku jasne jest, że prawo nie stoi po stronie Ludlowa, a także że nikt nie będzie w stanie mu pomóc – nawet jeśli w odróżnieniu od innych książek Ketchuma, w tym dość podobnego tematycznie „Jedynego dziecka”, nie brakuje tutaj dobrych przyjaciół i współczujących postaci pobocznych.

Ludlow przywodzi na myśl archetyp męskiego bohatera westernów; również niemal cała powieść zbudowana jest na motywach znanych z tego rodzaju literatury. Mamy tu typowy obraz odwagi, walki z przeciwnościami losu, upartości i sprawiedliwości niesionej przeciw bezprawiu. Wszystko to zostało napisane bez zbędnego patosu, za to w sposób chwytający za serce i niepozwalający oderwać się od lektury. W odróżnieniu od innych, otoczonych złą sławą utworów Ketchuma, „Rudy” jest książką stonowaną, pozbawioną naturalistycznych opisów przemocy, wręcz „grzeczną”. Z drugiej strony posiada mocne, ironiczne zakończenie, które z pewnością spodoba się fanom autora. Nie jest to może największe osiągnięcie literackie w jego karierze, ale z pewnością nie jest to też powieść, którą bez namysłu odkłada się na półkę i zapomina.

„Prawo do życia” to zupełnie inna kategoria niż „Rudy”. Miłośnicy rzeźnickich zapędów Ketchuma otrzymują tu istny festiwal okrucieństwa: podobnie jak w sławnej „Dziewczynie z sąsiedztwa”, centralny wątek utworu skupia się wokół kobiety zamkniętej w piwnicy i poddawanej torturom. Tym razem sytuacja jest jednak skrajnie różna: Sara, czterdziestolatka planująca usunąć ciążę, wpada w ręce maniaka sado-maso Stephena i jego żony Kath. Dwójka szaleńców nader wszystko pragnie jej bólu i cierpienia, które zaspokajają zwierzęce potrzeby Stephena, a w następnej kolejności chce także posiąść jej dziecko. Zanim jednak to nastąpi, Sara zostaje poddana masie poniżających i bolesnych zabiegów, od zamykania w przypominającym trumnę pudle, przez biczowanie i zatykanie wszystkich otworów w ciele kneblami, zatyczkami i seks-zabawkami, po znakowanie rozżarzonym metalem.

„Prawo do życia” ma w sobie mniej więcej tyle finezji co walec drogowy – jest to powieść skupiająca się na bezsensownym zwyrodnialstwie, nie starająca się nawet sięgać po żadne ważkie tematy czy przemyślenia. Przewijający się w tle wątek zasadności aborcji potraktowany został bardzo po macoszemu. Choć jest to temat aktualny, zwłaszcza w świetle ostatnich zdarzeń politycznych z kraju, Ketchum najwyraźniej nie miał nam nic odkrywczego do powiedzenia. Nie jest to bardzo poważny grzech, szkoda jednak, że wszystkie pozostałe okazje do namysłu również zostały przez autora zbyte i zignorowane – zamiast tego mamy nieprzekonujący dramat głównej bohaterki, która irytuje swoją bezczynnością i brakiem woli walki, oraz opisy powtarzających się aktów przemocy, które po lekturze poprzednich książek Ketchuma nie będą już ani tak szokujące, ani tak dramatyczne.

Chociaż druga mini powieść ze zbioru jest mniej angażująca emocjonalnie od „Rudego”, wciąż da się ją czytać bez bólu, jeżeli jesteście miłośnikami mocnych wrażeń. Jak na Ketchuma napisana jest przeciętnie, bez polotu, ale z uwagi na niewielką objętość tekstu jest to lektura bardzo przystępna i nadająca się do autobusu, jeżeli akurat codzienne podróże komunikacją miejską wydawały Wam się za mało mroczne i zwyrodniałe. „Prawo do życia” może okazać się problemem dla miłośników lżejszej fikcji, gdyż do „Rudego” pasuje jak pięść do nosa i stawia pod znakiem zapytania owo wydawnicze zestawienie. Rozumiem, że twórcy chcieli zaspokoić obydwa typy miłośników Ketchuma – i tych spragnionych psychologicznego dramatu, i tych żądnych krwi – ale nie jestem pewien, czy następujące połączenie było rozsądnym wyjściem.

Samo polskie wydanie zawiera wszystko to, do czego przyzwyczaił nas Papierowy Księżyc – dobra literatura okraszona jest przyzwoitym wizualnie wydaniem (tym razem dla odmiany z gustowną okładką), porządnym drukiem i tłumaczeniem Bartka Czartoryskiego oraz Marcina Kiszeli. Trudne do wybaczenia jest to, że po raz kolejny mamy tu do czynienia z dość mierną redakcją: już po paru chwilach kontaktu z książką rzucają się w oczy wszelakie błędy w tekście, które wrażliwemu na technikalia czytelnikowi mogą popsuć przyjemność z lektury. Przynajmniej tym razem udało się uniknąć tragedii, jaką stanowi tłumaczenie „Dziewczyny…”. Chociaż wciąż stoję murem za doborem książek Papierowego Księżyca, uważam, że następnym razem przydałoby się bardziej popracować nad tą kwestią. Dobra redakcja i zwykła staranność nie mogą być traktowane jako rarytas, to absolutna podstawa dla każdego wydawcy…

Czego by jednak nie mówić o wydaniu, „Rudy. Prawo do życia” wciąż jest pozycją godną uwagi, zwłaszcza z uwagi na pierwszy z dwóch tekstów, ukazujący nam nieco inne oblicze Ketchuma niż zazwyczaj. Druga mini powieść, choć pozbawiona głębi i ciekawych postaci, również może się podobać, a przynajmniej stanowić znośny dodatek do głównego dania: wszystko zależy od Waszego nastawienia.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ ironiczne zakończenie „Rudego”
+ wciągający dramat Ludlowa
+ smutny, poruszający wydźwięk pierwszej opowieści
+ szybkie tempo „Prawa do życia”

Minusy:

- brak głębi w drugiej mini powieści
- irytująca postawa Sary
- problematyczne polskie wydanie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -