Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WIDMA

WIDMA

WIDMA

ocena:10
Autor:Łukasz Orbitowski
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2012
Wydawnictwo:Wydawnictwo Literackie
Ilość stron:620
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:10
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Są w naszym kraju świętości, których się nie szarga. Są tematy, które na zawsze pozostaną drażliwe dla naszej pamięci narodowej, tym samym zawsze da się na nich zarobić. Na czele tej listy znajduje się Powstanie Warszawskie, kontrowersyjne, wstrząsające, ze swymi wiecznie niezabliźnionymi ranami. Mało kto odważyłby się na tak wywrotowe podejście do tematu jak Łukasz Orbitowski, zeszłoroczny stypendysta Ministra Kultury, a przede wszystkim jeden z najlepszych polskich pisarzy. „Widma” udowadniają, że już nie tylko horrorów. Polski król horroru powrócił i nie bierze jeńców.

Wywrotowość całego pomysłu polega na tym, że Powstanie nie wybucha. To nie tak, że nie dochodzi do skutku, ale po prostu nie dochodzi do eskalacji zbrodni. Za sprawą niezwykłej paczki, którą Basia otrzymuje od tajemniczego nieznajomego pistolety nie strzelają, granaty nie wybuchają, a walczący mogą rzucają się na siebie jedynie z pięściami. Nie dochodzi do zniszczenia stolicy, tysiące cywilów ocala życie, Polska otrzymuje nową szansę. Oczywiście z sierpem i młotem w tle... Akcja przenosi się dziesięć lat później, gdzie zagubiony Krzyś, mąż Basi, niespełniony poeta za wszelką cenę próbuje zostać literatem, tymczasem stacza się na dno upodlenia alkoholowego. Tam Janek, torturowany więzień polityczny cierpi nie mogąc odnaleźć się w społeczeństwie obrzydliwej Warszawy. Tam Wiktor, brutalny milicjant tępi wszelkie przejawy buntu wobec władzy, a przede wszystkim tych, którzy choćby wspominają o „cudzie dnia pierwszego”. Krzyś, Basia, Janek, Wiktor. Wszyscy oni powinni byli zginąć w roku 1944, tak jak cała Warszawa, która wytrącona z kolei historii nie może utrzymać równowagi. Czy to rzeczywiście szansa, a jeśli tak, to na co? Czy tylko odroczony wyrok?

Już od pierwszych zdań widać kto pisze i JAK pisze. Nie chcę bić czołem na cześć autora, wielokrotnie już bowiem zdarzało mi się wychwalać jego umiejętności do niezwykle pieczołowitego, skrupulatnego, a przy tym diabelnie precyzyjnego, misternego wręcz konstruowania zdań, pełnego ornamentów i ozdobników, a jednocześnie potrafiącego uderzyć gwałtownie w twarz. Podobnie wielkie wrażenie robił na mnie zawsze autentyzm opisów, klimat, dzięki któremu nieomal odczuwało się obcowanie z brudem, potem, krwią i złem. W „Widmach” doprowadził te opisy nieomal do granic absurdu i mistrzostwa. Warszawa z pijanym Baczyńskim, z obskurnymi ulicami, odpycha, każde zdanie, każde słowo podkreśla smutek i upadek miasta, które stacza się ku nieznanemu. Trudno o lepszą lekturę obrazującą bagno. „Widma” wciągają, osaczają swoim ciężkim klimatem, przytłaczają brudem i ponurym nastrojem. I nade wszystko zachwycają.

Pod jakim kątem zderzają się komórki myślowe w głowie autora, tego nie wiem i nigdy nie zrozumiem, dość powiedzieć, że pomysłów i lawirowania między gatunkami w krótkiej recenzji zamieścić nie sposób. Oto Krzysztof Kamil Baczyński, gdy nie ma okazji umrzeć jako przedstawiciel pokolenia kolumbów, okazuje się być kawałem drania, który nie dość, że zdradza żonę, zaniedbuje dziecko i chleje na umór, to jeszcze jest emocjonalnie niedojrzałym egocentrykiem. Sam autor go zresztą nie oszczędza. Przez cały czas pozostawia go Krzysiem. Dramat jego rodziny i pozostałych bohaterów rozwija się stopniowo, jednak wciąż wyczuwalne napięcie przypomina o pochodzeniu Orbitowskiego. A ten nie zawodzi i tutaj. Dawka horroru i makabry wybucha w sposób nad wyraz potężny i to w sposób dotąd nie spotykany w polskim horrorze. To co mnie jednak najbardziej zadziwia, to to, że mimo schematów estetyki typowej dla literatury klasy B, autor nie wpada w jej mielizny. Nie gubi się też w meandrach martyrologii narodowej, krocząc niczym czołg przez zgliszcza rozpadającej się Warszawy. Kpi pozwalając grabarzom śpiewać nienapisane utwory Baczyńskiego, a postaciom cytować Romana Kostrzewskiego z Kata. Dumnie dzierżąc koronę króla horroru gwałtem wdziera się w mainstream i pokazuje, że tam jego miejsce, a reszta polskiej grozy niech się kisi w swojej norce.

„Widma” nie jest powieścią genialną, ale na pewno wybitną, bo ze szczytu się tylko spada. Tak mniej więcej powiedziałem Łukaszowi Orbitowskiemu po lekturze. Wciąż moją ulubioną pozostaje „Tracę ciepło”. Jednak jest to subiektywna opinia, bo gdyby wskazać najlepszą powieść, będzie to właśnie historia Polski bez Powstania Warszawskiego. A na pewno najważniejszą. I jedną z najbardziej wyjątkowych w całej już literaturze polskiej.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ pomysł
+ wykonanie
+ styl
+ język
+ w zasadzie wszystko

Minusy:

- brak

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -