Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:NIE BIERZ DO UST RĘKI UMARLAKA

Never Suck Dead Man`S Hand. Curious Adventures of a CSI

NIE BIERZ DO UST RĘKI UMARLAKA

ocena:7
Autor:Dana Kollmann
Tłumaczenie:Joanna Przybyła-Piątek
Wydanie oryginalne:2007
Wydanie polskie:2009
Wydawnictwo:Sonia Draga
Ilość stron:248
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Z akt FBI”, „Kryminalne zagadki Las Vegas”, „Agenci NCIS”, „Kości” – oto tylko niektóre tytuły niezwykle popularnych seriali filmowych, które odsłaniają przed widzami kulisy policyjnych śledztw oraz metody wykrywania przestępstw i ich sprawców. Nie są to seriale stricte kryminalne, raczej kryminalistyczne, bowiem to specjaliści z kryminalistyki, medycy sądowi i antropolodzy są ich bohaterami. Powodzenie wspomnianych serii wynika zapewne z faktu, że widz otrzymuje możliwość wglądu w nowoczesne metody wykrywania sprawców przestępstw, które zazwyczaj pozostają tajemnicą dla postronnych osób. Jednak świat laboratoriów, które pokazują seriale kryminalistyczne, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Na ekranie bohaterowie dysponują gadżetami, które nie istnieją w realnym świecie. Praca prawdziwych techników kryminalistyki, lekarzy sądowych czy antropologów wygląda o wiele mniej efektownie i wymaga znacznie większego wysiłku niż naciśnięcia kilku klawiszy na klawiaturze komputera. I jest o wiele, wiele bardziej dziwniejsza niż próbują nam zaprezentować hollywoodzy scenarzyści.

Dana Kollmann, autorka książki o niekonwencjonalnym tytule: „Nie bierz do ust ręki umarlaka” przez jedenaście lat pracowała jako specjalistka od kryminalistyki w policji w Arlington County (Wirginia) oraz w Baltimore County (Maryland). Na wylot zna niewdzięczną pracę technika kryminalistyki i wie, że hollywoodzkie seriale nie pokazują całej prawdy o zawodzie osób, zajmujących się wykrywaniem przestępców. Bo „cała prawda” byłaby zbyt drastyczna i… kuriozalna, by widz mógł ją zaakceptować. Dlatego Kollmann napisała swą niezwykłą książkę.

Powszechnie wiadomo, że tytuł książki (albo filmu) to jeden z jej najistotniejszych elementów. Tytuł intrygujący przykuwa uwagę potencjalnego czytelnika, a niewątpliwie ten, którym Kollmann posłużyła się do zatytułowania swej publikacji za taki można uznać. Ale on nie tylko intryguje, ale trafnie oddaje charakter ksiązki. Bo „Nie bierz do ust ręki umarlaka” sugeruje zabójczą mieszankę wisielczego (a raczej trupiego) humoru, powagi, makabry i groteski. I tego właśnie możemy się spodziewać po książce amerykańskiej autorki.

W jedynym z pierwszych rozdziałów Kollmann wyjaśnia sens dziwacznego tytułu. Otóż, gdy znajdowała się dopiero na początku swej kryminalistycznej kariery została wezwana do zdjęcia odcisków palców z ciała niezidentyfikowanej ofiary wypadku samochodowego. Wezwanie standardowe, gdyby nie okoliczności towarzyszące zdarzeniu. Tego wieczoru pogoda uległa załamaniu: wiał porywisty wiatr i panowały arktyczne temperatury. Ciało nieboszczyka zamieniło się bryłę lodu, co doprowadziło do całkowitego wysuszenia zwłok. Zdjęcie odcisków z ciała pozbawionego mikroskopijnych warstw tłuszczu naturalnie wydzielanego przez skórę żyjących osób graniczyło z niemożliwością. A tutaj jeszcze Kollmann musiała się uporać z tym niełatwym zadaniem przed przybyciem lekarza sądowego, ponieważ po jego przebyciu nie było możliwe zdjęcie odcisków. Autorka wpadała zatem na szalony pomysł: zaczęła chuchać na skostniałe palce nieboszczyka. Co w tym szalonego? Ano, że z powodu porywistego wiatru była zmuszona włożyć palce do…swych ust. Po tym wyczynie policjanci i koledzy po fachu ostrzegali się nawzajem by nie pozostawiać Kollmann sam na sam z trupem, bo nie wiadomo co strzeli jej do głowy.

Ta historyjka, która przytrafiła się autorce podczas jej pracy dla policji, celnie odzwierciedla charakter pozostałych opowieści Kollmann. Zresztą oryginalny tytuł książki zawiera podtytuł: „Ciekawe przygody w CSI (Crime Scene Investigation)”. Rzeczywiście publikacja amerykańskiej autorki to zbiór najróżniejszych „przygód”, których doświadczyła Kollmann. Wśród nich znajdziemy m.in. sprawę samobójcy, który strzelił sobie w głowę ze strzelby, zapominając przed tym tragicznym czynem wyłączyć wentylator, co spowodowało, że kawałki jego mózgu i twarzy rozprysnęły się po całym pokoju. Albo historię pewnego narkomana, właściciela domu, który opanowany został przez siedmiocentymetrowe karaluchy. Kollmann nie żałuję też opisów spraw, które nie były może aż tak odrażające, ale za tak kuriozalne, że mogły się wydarzyć tylko w prawdziwym życiu (np. przesłuchiwanie stukilogramowego knura albo wizytę u ofiary włamania, rozmawiającą z nieistniejąca malżonką). Autorka ma gdzieś polityczną poprawność i dobrym smak. Raczy zatem czytelników szczegółowymi opisami rozkładających się ciał, robactwa, wymiocin, czy innych substancji wydalanych przez człowieka. Jeden z rozdziałów poświęca całkiem licznym sprawom, w którym… kupa i mocz odegrały istotną rolę. Kollmann nie oszczędza nawet siebie: opisuje m.in. przykrą sytuację, która przytrafiała się jej na miejscu włamania, gdy korzystała ze znajdującej się tam toalety z zapchaną rurą odpływową (o czym autorka dowiedziała się stanowczo za późno).

Mogłoby się wydawać, że „Nie bierz do ust ręki umarlaka” że to jakaś hardcorowa publikacja dla najtwardszych czytelników, ale to nieprawda. Rzecz jasna zdecydowanie nie polecam książki amerykańskiej autorki osobom o słabych żołądkach, ale pozostałym nie powinna zaszkodzić. Bo całą powagę (wszak chodzi o umieranie i śmierć) oraz odrazę Kollmann neutralizuje swym ciętym językiem i potężną dawką smoliście czarnego humoru. Czy praca kryminalistyka jest taka śmieszna? Ależ skąd! Lecz jak pisze autorka, obcując ze śmiercią, i to w jej najpaskudniejszym wymiarze, bo fizjologicznym można zachować się dwojako: rozpłakać się i załamać albo śmiać się i przetrwać. Humor pozwala się zdystansować, pozwala oswajać rzeczy nieoswajalne: śmierć, umieranie, rozklad.

Książka Kollmann tematycznie bliska jest podobnej publikacji, którą niedawno czytałem: „Trupiej farmie” Billa Bassa, również opowiadającej o śmierci i trupach. „Nie bierz do ust ręki umarlaka” ma jednak charakter przede wszystkim anegdotyczny. Fragmenty zawierające fachowe uwagi są nieliczne i wepchnięte miedzy kolejne „przygody” autorki. Bass zdecydowanie chętniej dzielił się swoją wiedzą z czytelnikami i dlatego jako źródło tejże znacznie lepiej nadaje się na pozycję, poszerzającą naszą znajomość metod wykrywania sprawców przestępstw niż czyni to Kollmann. To niekoniecznie może być zarzut, ale ja mimo wszystko liczyłem, że autorka zdradzi nieco więcej sekretów swej pracy.

I jeszcze jedno. Zazwyczaj mówi się, że ojczyzną największych dziwaków, ekscentryków i kosmitów w ludzkiej skórze jest … Japonia. Ale po lekturze „Nie bierz do ust ręki umarlaka” stwierdzam, że chyba wszyscy oni wyemigrowali do USA.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ zawód specjalistki od kryminalistyki od kulis
+ zabójcza mieszanka powagi, wisielczego humoru, makabry i absurdu
+ i jeszcze raz wisielczy, a raczej trupi humor
+ makabryczne, szokujące, odrażające, zabawne, absurdalne, kuriozalne przypadki autorki książki
+ USA to naprawdę dziiiiiwny kraj

Minusy:

- anegdotyczny charakter książki co osłabia nieco walor naukowy tej pozycji
- stanowczo nie dla osób o słabych żołądkach

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -