Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DZIEDZICTWO MANITOU

Dziedzictwo Manitou

DZIEDZICTWO MANITOU

ocena:8
Autor: Antologia
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2013
Wydawnictwo:Replika
Ilość stron:344
Autor recenzji:M@rio
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Chyba nie ma drugiego zagranicznego pisarza, który zrobiłby tak wiele dla horroru w naszym kraju, co Graham Masterton. Jego twórczość owiana jest wręcz legendą, a rozprawiając o literackiej grozie, wręcz nie sposób się odciąć od skojarzeń z autorem „Manitou”. Hołubią go Francuzi i Belgowie, kochają go Polacy. Wydaje się zatem, że jedynie kwestią czasu była inicjatywa wydawnicza w rodzaju „Dziedzictwa Manitou”. Dlatego tak bardzo cieszy fakt, że ten czas właśnie nadszedł i polscy autorzy mogą stanąć ramię w ramię z pisarzem, który zaraził ich pasją do gatunku horroru, dostarczając wielu wrażeń, inspiracji… i nieprzespanych nocy.

Otwierające antologię „Teufelschwanx” Jacka Rostockiego, nawiązujące do subkultury kibiców, to niestety jedno z najsłabszych opowiadań, operujące mało wiarygodnym językiem i wyraźnie odstające poziomem od pozostałych tekstów zbioru. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że miało być pół żartem, pół serio, lecz nie zmienia to faktu, że konstrukcyjnie utwór jest zwyczajnie lichy. Sam finałowy twist to karykatura Mastertona. Po tak doświadczonym autorze można by oczekiwać znacznie więcej. Rozczarowujący początek rekompensuje „Godzina wołu” Pawła Waśkiewicza, głęboko zanurzona w dalekowschodnich klimatach, którą uważam z kolei za jeden z najlepszych tekstów „Dziedzictwa Manitou”. Autor, mimo młodego wieku, ma bardzo sprawny warsztat językowy, zaś sam tekst jest niesamowicie klimatyczny i nastrojowy. Śmiem nawet zaryzykować stwierdzenie, że „Godzina wołu” to przykład na to, jak uczeń może przerosnąć mistrza. Krzysztof Maciejewski, romansujący zwykle z bizarro, w „Drapiącym psy” również skłania się w stronę wspomnianego nurtu, lecz jest to szaleństwo jakby subtelniejsze, a finał wyciska obowiązkowy uśmiech na twarzy. Porównując ostatnie dokonania autora, to jeden z jego bardziej udanych tekstów.

Niewiele Mastertona zawierają natomiast „Zakładnicy fikcji” Kazka Kyrcza. Kazek stworzył tekst w typowym dla siebie stylu, który może niekoniecznie pasuje stylistyką do tematycznej antologii, lecz i tak jest to jedna z bardziej chlubnych rzeczy w zbiorze. Jacek Piekiełko, mimo zobowiązującego nazwiska, w opowiadaniu „Czarny lęk pada” serwuje nam rwaną historię, która kończy się szybciej niż się zaczęła, nie zaprzątając na dłużej pamięci czytelnika. Mimo przyzwoitego języka, fabularnie jest tu wiele do nadrobienia. Rob Kayman w „Tak blisko, nieważne jak daleko”, wbrew zapewnieniom w notce biograficznej o inspiracjach Lee i Masteronem, stworzył utwór niezwykle subtelny i nastrojowy, w którym bezlitosne fatum gasi gorący płomień miłości głównego bohatera. Mastertona nie czuć tu w ogóle, za to wrażliwości i refleksyjności można tylko pozazdrościć. „Pośpiech jest dobrym doradcą” Michała Stonawskiego to po prostu dobra, rzemieślnicza robota, oparta na ciekawym koncepcie, którą czyta się z niekłamaną przyjemnością.

Największym zaskoczeniem, jak dla mnie, okazała się jednak „Lidka” Aleksandry Zielińskiej. Zaskoczeniem, w tym dobrym znaczeniu tego słowa. Utwór robi bardzo dobre wrażenie i bez wahania umieściłbym go na półce najlepszych dokonań w antologii. Pełno tu kłębiących się emocji, postacie są wzorcowo naszkicowane i gołym okiem widać ogromny progres autorki. „Zaułek” Piotra Pocztarka, mimo że całkiem zgrabny, jest zdecydowanie za krótki, żeby rzetelnie go ocenić, stąd właściwy osąd najlepiej wyrobić sobie samemu. Krzysztof T. Dąbrowski w „Miskamakusie” zupełnie wprost nawiązuje do twórczości Mastertona, nadając tekstowi humorystyczny posmak z elementami szaleństwa spod znaku bizarro. Można jednak odnieść wrażenie, że „śmiechawki” jest tu trochę za dużo, przez co nie można podejść do opowiadania na poważnie. Miłośnicy literatury eksperymentalnej z pewnością docenią dystans i poczucie humoru autora, natomiast pozostali mogą mieć z tym większy problem – zupełnie, jak ja. „Ofiary” duetu Robert Cichowlas i Łukasz Radecki z iście literacką gracją przeszczepiają strachy Brytyjczyka w realia drugiej wojny światowej, nadając całemu utworowi sentymentalny posmak. Szkoda jednak, że po świetnie rozpisanym fabularnym rozwinięciu, autorzy tak szybko gaszą historię. Zamykające zbiór premierowe opowiadanie „Obserwator” Grahama Mastertona to prawdziwy popis „mistrza horroru” i klasa sama w sobie, przywodząca na myśl najlepsze utwory Brytyjczyka. Przewrotna, intensywna i mocna historia, łechtająca Czytelnika mackami obrzydliwości, a przy tym skłaniająca do poważnych refleksji. Czapki z głów!

„Dziedzictwo Manitou” to nie tylko literacki hołd, ale również bardzo dobra antologia, która prezentuje owoce twórczości polskich autorów, zasiane przez prozę Grahama Mastertona. Z perspektywy czasu, różnie można oceniać dokonania Brytyjczyka, lecz jestem pewny co do jednego – że nie można zapominać o tym, co zawdzięczamy autorowi „Wyklętego”. A po lekturze „Dziedzictwa Manitou” jestem przekonamy, że zawdzięczamy mu bardzo wiele i chyba każdy z nas, gdzieś w głębi duszy, nosi jego dziedzictwo. Jeśli nie wierzycie, mam jeden, jedyny, ale za to bezsporny argument – wspomnianą antologię.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ różnorodność
+ to po prostu solidna antologia
+ "Lidka" Aleksandry Zielińskiej
+ "Godzina wołu" Pawła Waśkiewicza
+ "Obserwator" Grahama Mastertona

Minusy:

- "Teufelschwanx" Jacka Rostockiego

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -