Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:PRZYSIĘGA

The Oath

PRZYSIĘGA

ocena:7
Autor:Frank E. Peretti
Tłumaczenie:Andrzej Wojtasik
Wydanie oryginalne:1995
Wydanie polskie:2007
Wydawnictwo:"M" Kraków
Ilość stron:500
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Podstawą do nakręcenia stereotypowego slashera nie będzie. Z drugiej strony nie położysz jej na półce z etykietką "arcydzieła". Nie przyrównasz jej jakości do najznakomitszych owoców pracy prawdziwych mistrzów gatunku, ale też nie będziesz śmiał wytknąć jej palcem. "Przysięga" Franka Perettiego, autora między innymi "Nawiedzenia" (na podstawie którego stworzono całkiem zręczny horror "The Visitation"), należy do pozycji pomijanych przez czytelników w miejskich bibliotekach; nigdy nie zaznała godnej reklamy, a żaden hollywoodzki producent nie odważył się też na przeniesienie jej fabuły na duży ekran, toteż czytelnicy niekoniecznie mają pojęcie o tym, co tracą, kręcąc nosem bez sprawdzenia tej książki. A dla zaznania czegoś świeżego i raczej wartościowego - naprawdę warto.

Peretti kreuje niewielkie górnicze miasteczko, Hyde River, wraz z okolicznymi górami i ciemnymi, nie do końca odkrytymi lasami i w tak odludnym, nieco chłodnym klimacie umiejscawia swój pomysł na fabułę. Otóż w tym właśnie leśnym otoczeniu Hyde River ludzie atakowani są przez tajemnicze zwierzę, które zostawia z nich jedynie galaretowate papki z mięsa i połamanych kości. Nikt z zewnątrz nie potrafi jednak odpowiedzieć na pytanie, co może w tak brutalny sposób rozprawiać się z mieszkańcami i turystami. Atak zdołała przeżyć jedna osoba - żona fotografa Cliffa Bensona, jednak trauma, w którą popadła po tym, gdy na jej oczach zginął jej ukochany, nie pozwala jej wygrzebać z pamięci zbyt wielu szczegółów tego wydarzenia. Miejscowi śledczy dość łatwo przypisują go niedźwiedziowi, co wydaje się najrozsądniejszą odpowiedzią. Gdy jednak do Hyde River przybywa Steven Benson, brat wspomnianego fotografa, hipoteza niedźwiedzia zostaje poddana w wątpliwość. Trup ściele się bowiem gęsto już od jakiegoś czasu, ataki nie są incydentalne, co zastanawia Stevena, z wykształcenia biologa, głównego bohatera. Jak przystało na rozwijającą się fabułę, mężczyzna podejmuje własne, amatorskie śledztwo. Węszy, pyta i naraża się tutejszym mieszkańcom, by dotrzeć do rzekomej prawdy, która z pozoru brzmi żałośnie, komicznie, ale po chwili zastanowienia przynosi kojącą świeżość i jeży włoski na rękach. Napastnikiem ma być bowiem smok. Najprawdziwszy, jaszczurowaty gad, postać z legend i gier planszowych.

Jak można się było spodziewać, tubylcy nie są skorzy do współpracy. Mało kto udziela Stevenowi jasnych informacji; można odnieść wrażenie, że celowo unikają zdradzenia mu jakiejś tutejszej tajemnicy. Niektórzy jednak potwierdzają tezę o smoku, co oczywiście nie jest dla Stevena niczym zwyczajnym - chłopina jest tak samo rozbawiony, jak ty, gdy wyobrażasz sobie smoka grasującego na turystów z wielkimi, brązowymi plecakami z przywiązanymi od góry śpiworami, maszerujących chociażby po jakichś rzadko uczęszczanych szlakach Sudetów. Dodatkowo śledztwo utrudnia fakt, iż władze miasteczka nagabują mieszkańców, by milczeli. Steven chce poznać prawdziwą przyczynę śmierci swojego brata, jednak łatwo nie będzie. Ba, będzie coraz trudniej. Coraz poważniejsze tajemnice miasteczka będą musiały wyjść na jaw, by Steven stawił czoła przerażającej, niestandardowej prawdzie.

Może okrzykniecie mnie heretykiem, ignorantem lub samozwańczym człowiekiem renesansu, ale pojawiająca w epoce całkowitego (skądinąd słusznego) zawierzenia nauce i nowinkom technicznym fascynacja światem baśniowym, zaczerpniętym z klimatu gier RPG czy historii opowiadanych w przedszkolnych teatrzykach, zdaje mi się być powiewem świeżości w sztuce pełnej duchów, żywych trupów czy psychopatycznych morderców. Frank Peretti nie wyrobił sobie takiej marki jak Koontz czy King, jednak spróbował swoich sił w horrorze nieco odmiennym od stereotypów, jak dwaj wymienieni przeze mnie mistrzowie grozy i odszedł od horroru godnego osiemdziesięciominutowej ekranizacji klasy igrek na rzecz powieści, w której elementy baśni i ludowego tradycjonalizmu przeplatają się w nienarzucający się sposób ze światem realnym. Trzeba przyznać, że i język nie męczy, a raczej przewietrza pachnące stęchłą, wysłużoną, odgrzewaną formą ramy stylistyczne, które spotkamy w znakomitej większości współczesnych horrorów ze średniej półki. Dlaczego jednak styl Perettiego nie jest punktem odwoławczym dla studentów/uczniów na zajęciach z literatury czy języka polskiego? Gdyż pisarz ten nadużywa prawa do rozwlekania opisów. Bawi się słowem, okej, chwała mu za próby wykrzesania z wielokrotnie złożonych zdań dodatkowego, zielono-brunatnego kolorytu (choć pewnie niemała w tym zasługa tłumaczenia), tylko w którymś momencie warto spasować i nie wykraczać niekoniecznie najważniejszym w książce opisem na dwie i pół strony, gdyż czytelnik, a więc oczywisty konsument, nie musi lubić zabaw w językową ciuciubabkę.

Oczywiście, jak na Perettiego przystało, w powieści musiał znaleźć się podtekst religijny. Nie bez powodu autor ten ma łatkę globalnego chrystianizatora, lub, jak lubię go nazywać, pocztowego misjonarza, który na papierze próbuje przekonać cały świat, że ucieczką przed złem, przemocą i grzechem jest Chrystus. W tym momencie moje zdanie o słusznym w pewnych wypadkach zawierzeniu nauce zaczyna świecić jaskrawym światłem - okej, motywy baśniowe są przyjemnym rozrywkowym zabiegiem, ale równoległe wtrącanie swoich religijnych trzech groszy nie musi być smaczne. I nie do końca jest także w tym przypadku. Jeśli zerkniemy na ostatnią stronę okładki wydania z 2007 roku, przekonamy się, że patronat medialny nad "Przysięgą" objęła pewna księgarnia religijna, której nie zamierzam reklamować. Niektórzy recenzenci wynaleźli specjalnie dla Perettiego oddzielny gatunek literacki: "thriller chrześcijański". Jakkolwiek śmiesznie to brzmi, kilkadziesiąt ostatnich stron (a może ponad sto ostatnich stron) tej pozycji na pewno można do tego gatunku zaliczyć.

"Przysięga" nie okazuje się może jakimś przełomem w literaturze grozy, jednak łechta pewne obszary psychiki i osobistej filozofii, których dotąd nie poznaliśmy. Ma kilka wad, które nie są jakimiś niewybaczalnymi błędami, ale przede wszystkim zaskakuje świeżością (choć spotkałem się już z opiniami, na szczęście niepopartymi jednak konkretnymi przykładami, że odgrzewa znane motywy, czego osobiście nie spostrzegłem) czy lekkością pióra, która nie wciska w nas kilogramów przesłodkiego, bzdurnego, patetycznego lukru, a raczej karmi orzeźwiającym kęsem języka przyziemnego, przystępnego, niewkraczającego w obszar zarezerwowany dla współczesnej metaforycznej beletrystyki. Zachęcam do sięgnięcia po zakurzony na bibliotecznej półce egzemplarz "Przysięgi" - z całą pewnością zamieni ona wieczorne znudzenie na konstruktywne spędzanie czasu nad spojrzeniem Perettiego na horror od strony miejskiej legendy, baśni. Jeśli horror to sztuka budowania napięcia, "Przysięgę" należy nazwać solidnym rzemiosłem, jednak jeszcze nie dziełem sztuki.

Zainteresowanych odsyłam do amatorskiej próby zekranizowania "Przysięgi", zamieszczonej na najpopularniejszym serwisie z filmikami. Dla poprawy nastroju. Dla lepszego snu.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ zerwanie ze stereotypową fabułą;
+ przystępny język;
+ motywy ludowe i baśniowe;

Minusy:

- zabarwienie religijne;
- lekkie przeciąganie opisów

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -