Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DROZDY. DOTYK PRZEZNACZENIA

BLACKBIRDS

DROZDY. DOTYK PRZEZNACZENIA

ocena:7
Autor:Chuck Wendig
Tłumaczenie:Miłosz Urban
Wydanie oryginalne:2012
Wydanie polskie:2013
Wydawnictwo:Akurat
Ilość stron:318
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Uwielbiam polemizować z napisami umieszczanymi z tyłu okładki. Wydawcy prześcigają się w wymyślaniu zachęcających haseł, rzadko kiedy jednak decydują się zwyczajnie napisać prawdę - a czasami sama w sobie wystarczyłaby ona za kilka rzucających się w oczy sloganów. A zatem Chuck Wendig zostaje przyrównany do Kinga i Palahniuka, co jest raczej standardem jeśli chodzi o okładkowe polecanki, a same "Drozdy. Dotyk przeznaczenia" zostają określone jako "thriller, jakiego jeszcze nie było". Czyżby? Cóż, z miejsca mogę powiedzieć, że takich powieści widziałem już niemało - co nie zmienia faktu, że "Drozdy" to szybka, intrygująca i niezwykle przyjemna lektura.

Oczywiście nie oczekuję, że wydawca oświadczy czytelnikom: "Co prawda czyta się to wyśmienicie, ale w sumie całość opiera się na motywach, które prawdopodobnie znacie z innych książek czy filmów". Z pozostałych obietnic wydawnictwo Akurat wywiązało się całkiem rzetelnie, także na tym moją polemikę zakończę, a przejdę do recenzji. "Drozdy" rzeczywiście wciągają, trudno też zarzucić im wiele od strony formalnej. Wendig jest pisarzem sprawnym, choć dalekim od geniuszu. Wbrew hasłom marketingowym nie patrzmy więc na jego powieść jak na objawienie, a raczej na przykład niezwykle rzetelnego rzemiosła.

Miriam Black ma niezwykły dar, który pozwala jej przewidzieć cudzą śmierć - wystarczy, że dotknie dowolnej osoby, a natychmiast ujrzy ostatnie chwile jej życia. Wykorzystuje go do zarabiania na życie - ograbia ciała napotkanych ludzi, by sfinansować swoją nieustającą podróż po Ameryce, od motelu do motelu, od knajpy do knajpy. Pije, pali, przeklina, uprawia przygodny seks i zmierza wprost do autodestrukcji. Sprawy komplikują się przez dwóch mężczyzn, którzy nieoczekiwanie pojawiają się w jej życiu - dobrodusznego kierowcę ciężarówki, Louisa, i wyrachowanego cwaniaka, Ashleya. Odtąd wszystko zmierza do krwawej konfrontacji i odpowiedzi na pytanie, czy Miriam jest w stanie zmienić przeznaczenie.

Główny wątek jest napisany sprawnie i wciąga, choć nie obywa się też bez fabularnych mielizn czy nietrafionych pomysłów. Głównym problemem są bodaj czarne charaktery - do bólu stereotypowe bandziory, które nigdy nie zabijają nikogo, jeśli wcześniej nie przywiążą go do krzesła i nie zdradzą wszystkich swoich planów. Z jednej strony widać, że Wendig stara się kreować ich na budzących grozę, niebezpiecznych morderców, z drugiej - trudno nie skwitować ich krzywym uśmieszkiem, skoro kilkukrotnie dają się wyrolować parze amatorów.

Miriam Black, mimo iż jej imię i nazwisko wydają się co najmniej pretensjonalne, jest dość ciekawą i głęboko zarysowaną postacią. Choć przez 300 stron nie zdołałem jej polubić, to Wendig sprawił przynajmniej, że zacząłem ją rozumieć. Kreacja głównej bohaterki to bez wątpienia jedna z większych zalet "Drozdów" - perspektywa Miriam jest tu wszechobecna. Praktycznie wszystkie wydarzenia śledzimy przez pryzmat jej specyficznego podejścia do życia. Zdarzają się jednak dość interesujące zabiegi narracyjne - czasami Wendig oddaje głos innej postaci, a tekst przechodzi w narrację pierwszoosobową. Momenty te zazwyczaj wplecione są bezbłędnie i czyta się je równie szybko, co główny wątek. Wątpliwości budzi przeplatany pomiędzy rozdziałami wywiad z Miriam, który - choć bez wątpienia jest wątkiem ciekawym i rozbudowującym postać - w pewnym momencie urywa się dość nagle, robiąc wrażenie, jakby nie służył niczemu istotnemu poza wprowadzeniem dodatkowych informacji o bohaterce. A szkoda, bo Wendig mógł uczynić z niego pomysłową klamrę spinającą całą powieść.

Recenzję zacząłem od krytyki strategii stosowanej przez wydawcę, i na tym też ją zakończę. O ile polemizowanie z hasłami reklamowymi to tylko lekka złośliwość z mojej strony, o tyle o wiele poważniejsze wątpliwości budzi choćby okładka - ten stockowy obrazek pasowałby raczej do kolejnego wampirycznego romansidła niż do dorosłego thrillera, jakim okazują się "Drozdy". O ile pod innymi względami samo wydanie jest całkiem atrakcyjne, o tyle niepokoi mnie tłumaczenie tytułu. Ornitologiem nie jestem i wymądrzać się nie zamierzam, ale nawet Wikipedia potwierdza moją intuicję: "blackbirds" to kosy, a nie drozdy. Czy to moja niewiedza, czy też poważny błąd tłumacza? A może dziwaczny zabieg ze strony wydawcy, który bał się, że słowo "kosy" w tytule zostanie błędnie skojarzone z narzędziami do skracania zielska miast z ptakami? Trudno mi to ocenić, więc pozostawię to ocenie czytelnika - kwestie ornitologiczne na szczęście nie mają dla fabuły powieści większego znaczenia, więc wiele nie stracimy.

Ale podtytułu "Dotyk przeznaczenia" nie wybaczę. Wendig nie uniknął powtarzania schematów, w które uwikłany jest motyw zmiany przeznaczenia, ale przynajmniej dobrze zamaskował je bezbłędnym poprowadzeniem akcji - a tymczasem polski wydawca serwuje zmianę tytułu, która niemal obraca to wszystko w niwecz.

Podsumowując, "Drozdy" to kawał szybkiej i emocjonującej lektury, która niekoniecznie zapadnie nam w pamięć, ale nie zostawi też po sobie moralniaka związanego ze stratą czasu. Ponieważ w perspektywie jest już jej kontynuacja - "Drozdy. Posłaniec śmierci" - mogę powiedzieć tylko, że twórczość Wendiga zapowiada się nader interesująco, i że jeżeli będę miał okazję, to z dużym prawdopodobieństwem sięgnę po inne jego utwory.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ szybka akcja
+ sprawna, zróżnicowana narracja
+ porządnie rozbudowana główna bohaterka
+ przyzwoicie nakreślony główny wątek

Minusy:

- parę zmarnowanych pomysłów
- budzące śmiech czarne charaktery

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -