Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STATEK ŚMIERCI

BRAKIÐ

STATEK ŚMIERCI

ocena:7
Autor:Yrsa Sigurdardóttir
Tłumaczenie:Małgorzata Bochowic-Ivanovska
Wydanie oryginalne:2011
Wydanie polskie:2013
Wydawnictwo:Muza
Ilość stron:334
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

To nie horror. Lub może raczej horror innego rodzaju. Jeśli znalazłeś się na pokładzie jachtu na środku oceanu i nie wiesz, komu możesz zaufać, to horror o którym mówimy.
/Yrsa Sigurdarttótir, autorka /

Egir, pracownik bankowej komisji likwidacyjnej – jego żona Lara oraz dwie dziewczynki, bliźniaczki Arna i Bylgja przebywają w Lizbonie. Nieoczekiwanie Egir zmuszony jest zastąpić marynarza na luksusowym jachcie „Lady K.” , który został przejęty przez bank w ramach spłaty długów pewnego milionera. Początkowo Egir i jego rodzina cieszy się na myśl o nieplanowanej morskiej przygodzie na pokładzie luksusowego jachtu. Gdy jednak „Lady K.” przebywa do portu w Reykjaviku” na pokładzie nie ma nikogo. Siedem osób, które nim płynęło: trzech członków załogi oraz rodzina Egira znika bez śladu. Co się z nimi stało? Wysiedli gdzieś zagranicą? Zostali porwani? Utonęli? Wkrótce do adwokat Thory Gudmundstottir zjawiają się wiekowi rodzice Egira, z prośbą o to, by pomogła im w załatwianiu formalności wynikły w związku ze zniknięciem ich syna wraz z rodziną. Thora początkowo z pewną rezerwą, czasem jednak coraz bardziej zaczyna angażować się w sprawę tajemniczego zaginięcia rodziny Egira. A im bardziej się angażuje tym, odkrywa coraz więcej zatrważających faktów dotyczących przebiegu rejsu. Gdy zaś morze wyrzuca ciało jednego z uczestników feralnej podróży, staje jasne, że na pokładzie jachtu doszło do krwawych wydarzeń.

Groza lubi zamknięte przestrzenie. Przestrzenie, które zamykają bohaterów w swoim wnętrzu, które odcinają drogę ucieczki, które nie zapewniają skutecznego schronienia przed napastnikiem, wymuszając nieuniknioną konfrontację z zagrożeniem. W horrorach każde pomieszczenie niesie ze sobą groźbę utknięcia w śmiertelnej pułapce. To dlatego zdecydowana większość akcji horrorów rozgrywa się w przestrzeni zamkniętej. Duchy nawiedzają przypominające labirynt zamczyska, a jeśli są to duchy współczesne i azjatyckie, to atakują bohaterów nawet w ich mieszkaniach. Slasherowi mordercy najczęściej dopadają swe ofiary bynajmniej nie w plenerze, ale w pomieszczeniach, z których jedyne wyjście prowadzi wprost w objęcia szaleńca z piłą mechaniczną lub innym śmiertelnym narzędziem. A zombie? Gdzie najtrudniej uciec powolnym „żywy trupom”? Oczywiście, w domu otoczonym przez hordy przywróconych do życia zmarłych. Zamknięta przestrzeń, a jeszcze lepiej: zamknięta i poważnie ograniczona objętościowo, to najdoskonalsze miejsce dla grozy.

Autorka „Statku śmierci”, Yrsa Sigurdarttótir zna i docenia wagę przestrzeni w kreowaniu nastroju grozy. Toteż na miejsce swej powieści wybiera wyjątkowo atrakcyjną dla mrożącej krew żyłach historii scenerię: otoczony bezkresem oceanu pokład jachtu. Jachtu – dodajmy, na którym grasuje nieuchwytny, niewidzialny morderca, a jego pasażerami są obce sobie osoby (rzecz jasna, oprócz rodziny Egira) i na dodatek tak niewinne i bezbronne jak dwoje małych dziewczynek. Sigurdarttótir wie, jak sprawić, byśmy drżeli o losy zwyczajnych ludzi, którzy znaleźli się w sytuacji zdecydowanie niezwyczajnej, a właściwie beznadziejnej (czy muszą dodawać, że wszelkie urządzenia umożliwiające kontakt ze światem zewnętrznym odmawiają posłuszeństwa – złośliwie – akurat na czas rejsu?). A warto jeszcze wspomnieć o umiejętnie rozegranym motywie grozy psychologicznej: gdy bowiem giną kolejne osoby, sprawcą może być tylko ktoś z uczestników rejsu. Każdy jest podejrzany (może z wyjątkiem dziewczynek) i każdy podejrzewa każdego (podobnie jak czytelnik). Ten motyw jest chyba najbardziej emocjonującym, co nie znaczy, że jednym emocjonującym wątkiem w powieści. „Statek śmierci” spełniałby zatem wszelkie konieczne warunki, by być solidnym, autentycznie przerażającym horrorem, ale jak stwierdziła sama autorka – horrorem nie jest.

Niestety, dla wszystkich fanów rasowej grozy, akcja dość często przenosi się z pokładu „Lady K” na ląd. Do Reykjaviku, by śledzić losy pani adwokat, Thory Gudmundstottir i jej prób wyjaśnienia zagadki zaginięcia uczestników feralnego rejsu. „Statek śmierci” jest bowiem już szóstą, fabularnie niepowiązaną, częścią cyklu o kryminalnych przygodach prawniczki Thory. Cykl, który przyniósł Sigurdardottir olbrzymią popularność, tytuł „królowej powieści kryminalnych” oraz miano najsłynniejszej islandzkiej pisarki w historii tego kraju. Być może to dlatego nie można więc było ot tak pominąć wątku Thory. Chociaż nie jest to zapewne powód jedyny i najważniejszy. Wydaje się, że autorka wprowadziła wątek pani adwokat, prowadzącej na własny użytek śledztwo, aby zadowolić miłośników kryminałów: aby skutecznie zwodzić czytelnika, wzbudzać w nim ciekawość i trzymać w napięciu. Gdyby pozbawić „Statek śmierci” „wątku lądowego”, to wówczas o wiele trudniej byłoby o zagadkę i zaskoczenie. Powieść jest bowiem swoistym kompromisem między klasycznym skandynawskim kryminałem (z rozbudowanym tłem obyczajowym i tłem psychologicznym) a horrorem, a na pewno mrocznym thrillerem.

Na tym kompromisie najwięcej tracą fani grozy, bo po lekturze pozostaje jej niedosyt. Zwłaszcza, że Sigurdardotir zdradza talent w subtelnym kreowaniu tego rodzaju nastroju (scena z radiostacją, z której dobiegają dziwne, scena nurkowania Egira itp.). Niemniej to nie pisanie horrorów, a kryminałów przysporzyło Sigurdardottir sławy, dlatego też „Statek śmierci” to w pierwszej kolejności kryminał, a w drugiej thriller z domieszką grozy.

Jak na kryminał natomiast powieść Islandki sprawdza się bez większych zastrzeżeń. Otrzymujemy bowiem wszystko co w gatunku najistotniejsze i to w bardzo przyzwoitej jakości. Przede wszystkim zagadka. Na jej rozwiązanie trzeba czekać aż do końcowych stronic powieści, a gdy w końcu je poznajemy możemy się czuć zaskoczeni. Co prawda banalność motywacji sprawcy trochę mnie rozczarowała, zwłaszcza w kontekście aury niesamowitości przewijającej się przez większość książkowej akcji, sugerującej mniej „przyziemne” rozwiązania, to niemniej w żadnym razie nie umniejsza ona zaskoczeniu. Autorka bowiem z dużą wprawą myli tropy, podrzuca fałszywe wskazówki i zwodzi czytelnika, ani na moment nie tracąc jego narastającego zainteresowania. W efekcie odpowiedź na kanoniczne pytanie każdego kryminału: „kto zabił?” znajduje autentycznie trudną do przewidzenia odpowiedź. Czy trzeba czegoś więcej? A dodajmy do tego jeszcze prosty, płynny, przyjemny styl Sigurdardottir a otrzymamy godziwą rozrywkę na upalne, wakacyjne dni a może nawet – jeśli wcześniej nie mieliśmy okazji – skusimy się na którąś z już wydanych w Polsce utworów pisarki. Osobiście chętnie zapoznałbym się z reklamowaną jako horror powieścią „Pamiętam cię”.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ mroczny kryminał z elementami grozy
+ wciągająca fabuła
+ umiejętnie i subtelnie dawkowana groza
+ inteligentne prowadzenie kryminalnej intrygi
+ zaskakujące zaskoczenie
+ motyw „nikomu nie można ufać”
+ przyjemny styl
+ rozrywka na wysokim poziomie

Minusy:

- wątek „lądowy” nieco mniej interesujący od wątku rejsu
- pozycja bardziej dla fanów kryminałów niż horrorów
- kilka drobiazgów dotyczących intrygi (ale nawet ich nie mogę zdradzić, by nie popsuć przyjemności z lektury)

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -