Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:DARK ENTRIES

DARK ENTRIES

DARK ENTRIES

ocena:6
Autor:Ian Rankin Werther Dell'edera
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2009
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Vertigo Comics
Ilość stron:216
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

John Constantine, detektyw-okultysta i uliczny mag, ponownie w akcji! Tym razem jednak nie jako bohater kolejnego odcinka z niekończącej się serii komiksowej, „Hellblazer”, ale jako główna postać noweli graficznej autorstwa Iana Rankina, szkockiego pisarza bestselerowych kryminałów o inspektorze Rebusie. Nowe-stare wcielenie Johna Constatine fanów tej postaci niczym nie zaskoczy, tych jednak, którzy znają tego bohatera jedynie ze średnio udanego filmu z Keanu Reeves`em może całkiem skutecznie zachęcić do bliższego zapoznania się z jego o wiele bardziej frapującym komiksowym wizerunkiem.

Anglia. Czasy współczesne. Pewnego dnia John Constatine ku swemu zdumieniu natyka się w swoim mieszkaniu na tajemniczego jegomościa, który podaje się za producenta telewizyjnego, Mattew Keene`a. Mężczyzna od razu przechodzi do rzeczy i proponuje John`owi udział w produkowanym przez jego stację reality show, pt. „Mroczne wejścia”. Zasady programu są proste. Grupka nieznających się osób, zróżnicowanych pod względem wieku, charakteru, a nawet narodowości zostaje zamknięta w specjalnie przeznaczonym do tego celu pomieszczeniu pełnym ukrytych przejść i pokoi. Zwycięzcą zostanie ten, kto pierwszy dotrze do Tajemniczej Komnaty i Ukrytego Skarbu. Aby utrudnić to zadanie uczestnicy „Mrocznych wejść” są … straszeni. Pojawił się jednak problem: od kilku dni uczestnicy programu nawiedzani są przez przerażające wizje, które nie są jednak dziełem organizatorów. I tu pojawia się zadanie dla Constantine`a: dotrzeć do źródła wizji i powstrzymać ich pojawianie się. John, który nawet nie ogląda telewizji, ostatecznie daje się przekonać pokaźnym plikiem banknotów. Dodatkową motywacją jest zadziwiające podobieństwo jednej z uczestniczek realisty show, Stephenie do zmarłej tragicznie dziewczyny Johna, Helen. Jako ósmy uczestnik „Mrocznych wejść” Constantine dołącza do pozostałych. Wkrótce wychodzi na jaw, że żadna z osób, biorących udział w programie, nie dostała się do niego bez powodu. Także John, który dał się zwabić w śmiertelnie niebezpieczną pułapkę.

Żyjemy w wieku reality show. Choć początki tej formy telewizyjnego widowiska sięgają lat 40. („Candid Camera” z 1948 r.), dziś trudno wyobrazić sobie telewizję bez tego rodzaju programów. Możliwość identyfikacji z uczestnikami tego rodzaju widowisk, którzy są „tacy jak my”, substytyzacja potrzeby przynależności do większej grupy, zaspakajanie ukrytych potrzeb voyeurystycznych, czy też poszukiwania nowych możliwości zaspokajania wrodzonej potrzeby stymulacji (poznawczej i emocjonalnej) – oto niektóre z najistotniejszych przyczyn nieprzemijającego powodzenia programów typu „Big Brother” czy „Agent”. Z drugiej strony
liczne są głosy wieszczące upadek wartości, demoralizację, żerowanie na ludzkich uczuciach, czy też manipulacje zarówno uczestnikami, jak też widzami. Reality show jest bowiem formą pseudorealizmu, realizmu pozornego, bo chociaż otrzymujemy uchwycone okiem kamery „życie na gorąco”, to w istocie oko to w sposób wyreżyserowany kierowane jest jedynie na fragmenty ukazywanej rzeczywistości, przedstawiając wyselekcjonowane obrazy i na dodatek często sprytnie zainscenizowane. Reality show jest tylko innym rodzajem kreacji (co wspaniale zostało przedstawione w „Truman Show”).

Program tego typu jest najważniejszym tłem akcji noweli graficznej (chociaż ma ona wiele wspólnego z poczciwym gatunkiem klasycznego komiksu) „Dark Entries”. Co prawda to tylko tło, ale w zaskakujący, ale też ironiczny sposób dowodzi, że popularność reality show jest tak wielka, że przekroczyła granice ziemskiego wymiaru. Niewątpliwie utwór Rankina i Dell`Edera zawiera krytyczne spojrzenie na tego rodzaju formy telewizyjnej rozrywki, mimo że jest to krytyka na marginesie pełnej grozy, napięcia i akcji zasadniczej opowieści.

Z fabułą „Dark Entries” jest jednak pewien problem. Największa jej wartość opiera się bowiem na zaskakującej wolcie (a nawet kilku woltach) intrygi. Dlatego też, poza tym co już zdradziłem, napisać mogę jedynie, że doprawdy trudno się finałowych rozwiązań domyślić. Sęk w tym, chociaż to ewidentnie subiektywne odczucie, że odniosłem wrażenie, iż twórcy większą wagę przekładali do owej nieprzewidywalności niż to choćby pozorów realizmu. Co prawda macierzysty komiks Constatine`a to wielogatunkowy misz-masz, w którym znaczą rolę odgrywają elementy fantasy, to jednak miałem nadzieję, że fabuła „Dark Entries” solidniej zostanie umocowana w realizmie. Tymczasem w końcowych fragmentach historia skręca w fantastykę tak fantastyczną, że dla mnie nie do przyjęcia. Zwłaszcza, że komiks Rankina i Dell`Edera rozpoczyna się od realistycznego opisu beznadziei otaczającej bohatera rzeczywistości.

Z fantastycznością omawianej noweli graficznej wiąże się także styl rysunków Werthera Dell'Edera. Postawienie na ascetyzm i czarno-białą kreskę sugerowałoby prymat realizmu nad kreacjonizmem, ale nie do końca ten słuszny wniosek znajduje potwierdzenie w komiksie. Rysownik bowiem prezentuj styl „szkicowy”: pojedyncze ukośne kreski sugerują zacinający deszcz, czarne – białe plamy – zacienioną częściową twarz itp. Tego rodzaju sposób portretowania świata przedstawionego i bohaterów jest typowy dla rysunku impresjonistycznego, w którym nacisk jest położony nie na wierne odzwierciedlanie rzeczywistości, lecz raczej na wywoływanie nastroju. Ok., to też godna uznania metoda rysowania, ale nie ma ona wiele wspólnego z realizmem. Co gorsza w niektórych momentach miałem wrażenie, że Dell`Eder wypada nawet z konwencji impresjonistycznej a jego rysunki pod pozorami artystycznej niezależności od ustalonych kanonów rysunku są po prostu niedbałe (czasem nie mogłem rozpoznać bohaterów). Ale czepiam się kreski nie tylko z przyczyn estetycznych. Realizm jest bowiem sprzymierzeńcem grozy: im go więcej, tym większa siła jej oddziaływania. Co prawda „Dark Entries” to nie jest czysty horror, bo trochę w nim elementów powieści detektywistycznej, mystery, fantasy a nawet komedii, niemniej jako fan gatunku grozy liczyłbym na jej większe uwypuklenie. Bo utworu Rankina i Dell`Edera nie sposób się przestraszyć.

Dla tych jednak wszystkich, którzy cenią sobie przede wszystkim ciekawie i nietuzinkowo obmyślaną fabułę, „Dark Entries” będzie dobrym wyborem. Aczkolwiek nie liczmy na specjalnie głębokie treści i to nie tylko dlatego, że nad całością unosi się duch dobrze wyważonej zgrywy. To po prostu komiks (czy jak wolimy – nowela graficzna), która ma dostarczyć rozrywki. I to się jej całkiem zgrabnie udaje.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ John Constantine w nowej pobocznej historii do jego przygód znanych z „Hellblazera”
+ wciągająca fabuła
+ groza, napięcie i akcja
+ kilka fabularnych zaskoczeń, które trudno przewidzieć
+ gdzieś w tle krytyka programów typu reality show

Minusy:

- zbyt dużo „fantastyczności” (chociaż to tylko subiektywny zarzut)
- momentami niedbała, nieczytelna kreska
- to tylko rozrywka i niewiele więcej

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -