Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ALBUM

ALBUM

ALBUM

ocena:6
Autor:Krzysztof Maciejewski
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2013
Wydawnictwo:Forma
Ilość stron:112
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Polską literaturę najnowszą trudno jest oceniać bez sporej dozy sceptycyzmu – tym bardziej literatury grozy, która z reguły niekoniecznie błyszczy na tle odpowiadającej twórczości zagranicznej. Takie zdrowo sceptyczne podejście jest niezbędne również w przypadku „Albumu” Krzysztofa Maciejewskiego, czyli tomiku opowiadań, który oceniany jedynie przez pryzmat gustu może zostać niesłusznie przeceniony lub przeciwnie - niedoceniony.

Dwadzieścia cztery opowiadania, które wypłynęły spod pióra pana Maciejewskiego, traktują o problemach codziennego życia, dążących jednak do niespodziewanej, przesyconej groteską oraz makabrą pointy. Początek każdej z krótkich form nie sugeruje bowiem niczego nadzwyczajnego, niewytłumaczalnego - dopiero dotarcie do ostatnich akapitów wywołuje uśmieszek zaskoczenia. Mamy tu więc przykładowo rozprawy o międzynarodowych spiskach przedstawicieli sztuki (jak w wybitnym „Megalol'arte”) , tragicznie zakończonych miłościach i zdradach (odsyłam do równie świetnego „Głodnego serca”), nietypowych rodzinnych ucztach (przyjemnie drastyczny „Wigilijny K.”), znanych polskiemu społeczeństwu elementach tradycji („Jingle bells”) czy też niezwykłe spojrzenia na sprawy zupełnie pospolite, jak spotkania z żebrakami (ironiczny „Władca”), sączenie wina w restauracjach lub dysputy z nieznajomymi w klimatycznych knajpach („Niebieskie wino” oraz tytułowy „Album”).

Same opowieści wydają się na pierwszy rzut oka zdecydowanie za krótkie – od jednej do co najwyżej dziesięciu stron równie nadzwyczajnego, kwadratowego formatu. Nic bardziej mylnego – Krzysztof Maciejewski poświęca każdemu problemowi dokładnie tyle miejsca, ile wymaga jego precyzyjne, kompletne rozrysowanie, ubogacenie synestetycznymi opisami, zwieńczenie zupełnie zręcznym końcowym smaczkiem i uwypuklenie tych stron sytuacji, na które czytelnik powinien zwrócić szczególną uwagę, to wszystko z użyciem pierwszoosobowych narracji, epizodycznie standardowych trzecioosobowych. Nie ma więc co liczyć na kilkusetstronicowe wariacje w stylu Stephena Kinga, ani też na typowe dla prowadzonych przez nastolatków blogów kilkudziesięciowyrazowe minihistorie z pogranicza horroru. „Album” to dokładne wypośrodkowanie wszelkich skrajności.

Istnieje jednak problem, który wielu zirytuje, innych jednak zachwyci i doprowadzi do duchowego szczytowania. Autor bawi się językiem polskim w znakomity, bezbłędny sposób – czasem jednak za bardzo się galopuje. Oczywiście takim próbom należy przyklasnąć, szczególnie w erze gramatycznego raczkowania i zerowej wiedzy literackiej najmłodszych generacji, jednak zasypywanie czytelnika bilionami wysublimowanych porównań i wzniosłych frazeologizmów nie musi zostać odebrane w sposób pozytywny. Zabieg ten wskazuje na próbę dążenia opowiadań do osiągnięcia poziomu sztuki wyższej, aspirowanie autora do etykietki językowego maestra. Jednak, podkradając autorowi jego ulubioną zabawę w strzelanie aforyzmami, jak mówi sparafrazowane polskie porzekadło: co za dużo, to i świnia nie zeżre. Może słowa te zbyt brutalnie obchodzą się z dużą językową sprawnością pana Maciejewskiego, określają za to dość dosadnie przesyt wysokiego języka, który literaturze mrocznej groteski nie zawsze musi odpowiadać.

Choć to oczywiste, ostateczna ocena takiego zbioru opowiadań nie może być obiektywna – przynajmniej nie w sferze językowej. Samą treść zbioru zatytułowanego „Album” poddać można surowej, sceptycznej analizie i chyba każdy czytelnik stwierdzi to samo – jest znakomita. Ba, wybitna. Skąd swoją drogą biorą się w głowach twórców tak oryginalne pomysły? Szkoda tylko, że ich idee, które mogłyby zostać ujęte w znacznie prostszy, przyjemniejszy i dający się strawić sposób, tym samym zachęcając nie tyle do dalszego śledzenia, co wręcz pochłaniania treści tomiku, zostają czasem opakowane w powierzchownie piękny, ale irytująco szeleszczący celofan formy, w niepotrzebnie przesadzoną otoczkę językową. Jestem pewien, że forma ta nie może zostać tak po prostu uznana za rodzaj rozrywki, ale raczej za gramatyczną ucztę, za wykwintny duchowy bankiet, który zaspokoi żądnych - mówiąc kolokwialnie - „odchamienia”, obok opery czy filharmonii (na których Maciejewski się zna, co pokazuje na przykładzie Pachelbela), galerii sztuki (i tutaj wiedza autora jest wyjątkowo szeroka) czy wymagającej poezji.

Ergo: jako zbiór mrocznych fantazji – pozycja niezła; mogłaby być lepsza, gdyby zastosowano prostszy język zamiast ultrawzniosłej szarży metafor i peryfraz. Jako podręcznik sztuki władania słowem – mistrzostwo.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ nietuzinkowe pomysły
+ łatwość władania językiem
+ narastające napięcie

Minusy:

- męcząca wzniosłość języka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -