Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:THE THING: THE NORTHMAN NIGHTMARE

THE THING: THE NORTHMAN NIGHTMARE

THE THING: THE NORTHMAN NIGHTMARE

ocena:4
Autor:Steve Niles Patric Reynolds
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2011
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Dark Horse Comics
Ilość stron:33
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W 1982 roku premierę miał jeden z najlepszych horrorów w historii kina – „The Thing” Johna Carpentera. Autorowi „Halloween” w mistrzowski sposób udało połączyć namacalną wręcz grozę (atmosfera odosobnienia i efekty specjalne do dzisiaj robią ogromne wrażenie) z gatunkowymi elementami rodem z klasycznej science-fiction („The Thing From Another World” z 1951 roku bliżej było właśnie do typowej fantastyki naukowej). Prawie trzy dekady później światło dzienne ujrzał remake kultowej produkcji Carpentera wyreżyserowany przez Matthijsa van Heijningena. Mniej więcej w tym samym czasie wydawnictwo Dark Horse na swojej stronie internetowej udostępniło komiks „The Thing: The Northman Nightmare” autorstwa Steve’a Nilesa (scenariusz) i Patrica Reynoldsa (rysunki).

Jest rok 1121. Kilkunastoosobowy oddział wikingów pod przewodnictwem charyzmatycznego Rodmara przybija do wybrzeży Grenlandii. Szybko okazuje się, iż potężne kry lodowe unieruchamiają drakkar wojowników. Zaniepokojony nieobecnością przewodnika dowódca podejmuje decyzję, by wraz z podkomendnymi do osady Bjorna Grimshawa udać się pieszo. Po drodze bohaterowie odkrywają mnóstwo zmasakrowanych szczątków ludzkich i zwierzęcych. Jednak prawdziwy koszmar czeka ich u celu, w osadzie wspomnianego wyżej Bjorna Grimshawa.

„The Thing: The Northman Nightmare” to jeden z tych komiksów, który nie miał prawa się nie udać. Autorem historii jest Steve Niles, twórca słusznie otoczonych kultem „30 Days of Night” i „Criminal Macabre”. Akcja opowieści osadzona jest w realiach uniwersum kapitalnego „The Thing” Johna Carpentera. Całość rozgrywa się pośród bezkresnych pustkowi Grenlandii, która stała się domem dla niewielkiej grupy Wikingów. Wiadomo więc, iż cokolwiek stanie na przeszkodzie bohaterów, ci nie cofną się przed żadnym niebezpieczeństwem. Najkrócej rzecz ujmując, „The Thing: The Northman Nightmare” skazany był na sukces.

Jednak lektura komiksu nie napawa optymizmem, bo zawarta w nim pretekstowa i na wskroś wtórna historia wskazuje, iż jego cyfrowe wydanie było niczym innym, jak elementem kampanii promującej film Matthijsa van Heijningena. W wywiadzie udzielonym dziennikarzowi Los Angeles Time Steve Niles powiedział, iż „The Thing” Carpentera to jeden z dwóch jego ulubionych horrorów (drugim jest „Night of the Living Dead” Romero), publikację „The Thing: The Northman Nightmare” potraktować także można jako hołd złożony twórcy „Escape from New York”. Co zatem „nie zagrało” w komiksie Nilesa i Reynoldsa?

Początek jest obiecujący, bo zasadza się na typowym budowaniu nastroju i gradacji napięcia. Po dopłynięciu do wybrzeży Grenlandii oddział Wikingów nie doczekawszy się przewodnika wyrusza w głąb wyspy. Bohaterowie nie tylko doświadczają trudów wędrówki po skrajnie niebezpiecznym terenie, lecz także zmagać się muszą z rodzącym się w nich strachem (po drodze widzą potwornie zniekształcone ciała ludzi i zwierząt). Kiedy wreszcie docierają do osady, okazuje się, iż z dużej społeczności „ostały” się jedynie cztery kobiety. My od razu domyślamy się, kim są ocalałe. Naszym bohaterom zajmuje to trochę więcej czasu, przez co kilku z nich w dość „spektakularny” sposób kończy swój żywot. Dalej jest już jak w filmie Carpentera – bohaterowie muszą stawić czoło nie tylko przybyłemu z gwiazd monstrum, lecz przede wszystkim śmiertelnemu zagrożeniu tkwiącemu w nich samych (istota bowiem potrafi perfekcyjnie kopiować istoty żywe). Zakończenie „The Thing: The Northman Nightmare” jest bliźniaczo podobne do Carpenterowskiego z „The Thing” – z opresji cało udaje się wyjść tylko dwóm bohaterom. Podobnie jak w historii z 1982 roku, możemy się tylko domyślać, który z nich jest kopią, a który człowiekiem.

Tym, czego najbardziej zabrakło mi w komiksie Nilesa i Reynoldsa to klimat osaczenia i paranoi, jaki powinien wyzierać z każdej grafiki utworu. Od samego początku akcja dzieje się bardzo szybko i do ostatnich stron nie zwalnia. Twórcy nie zaprzątają sobie głowy ani przedstawianiem bohaterów, ani zagłębianiem się w ich psychikę potężnie poharataną przez zetknięcie się z kosmicznym monstrum. Nie ma w historii Nilesa desperacji, jaka determinować powinna każdy czyn bohaterów. Nie ma wszechobecnej nieufności i wyostrzającej zmysły podejrzliwości. Podporządkowanie świata przedstawionego akcji sprawia, iż o historii zapominamy wraz z przeczytaniem ostatniego dialogu. Pretekstowo potraktowani bohaterowie nie intrygują w czasie lektury, nie skłaniają do refleksji również po jej zakończeniu.

W rysunkach Patrica Reynoldsa nie ma nie ma takiej mocy jak w pracach Bena Templesmitha, z którym Niles współpracował przy „30 Days of Night” czy „Criminal Macabre”. Podobnie jak historia tak i grafiki odarte są z dramatyzmu. Rysownikowi nie udało się w moim przekonaniu wykorzystać potencjału, jaki tkwił zarówno w osadzeniu akacji na niegościnnej Grenlandii, jak i w uczynieniu bohaterami opowieści wikingów. Z jednej strony rysunki Reynoldsa są klasyczne i pozbawione nowatorstwa, jakby odwoływać miały się właśnie do filmowej opowieści Carpentera z 1982 roku, z drugiej zaś brakuje w nich drobiazgowości i realizmu charakterystycznego chociażby dla twórczości Grzegorza Rosińskiego (też przecież rysował wikingów). Brak autentyzmu nie oznacza jednak, iż Reynolds postawił na ekspresję i szaleństwo (co jest znakiem firmowym Templesmitha). Oprawa graficzna „The Thing: The Northman Nightmare” jest niemalże przezroczysta – nie wyróżnia się ani ciekawym backgroundem, ani intrygującymi perspektywami. Dobrze rozrysowanych i zapadających w pamięć postaci też jest jak na lekarstwo.

Lekturę trzydziestostronicowego komiksu Nilesa i Reynoldsa uważam za stratę czasu. Jeśli ktoś chce przenieść się w czasy wikingów, warto sięgnąć albo po któryś zeszyt z przygodami Thorgala (a niektórym bardzo blisko jest do horroru), albo po dwutomową opowieść „Asgard” autorstwa Xaviera Dorisona i Ralpha Meyera. Zwłaszcza ta druga publikacja może okazać się nader satysfakcjonującą propozycją.

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ intrygujący początek
+ pomysł osadzenia akcji na Grenlandii
+ pomysł uczynienia bohaterami wikingów

Minusy:

- historia jest mało ciekawa
- brak w niej dynamizmu
- ledwo „naszkicowani” bohaterowie
- brak atmosfery charakterystycznej dla filmu Carpentera

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -