Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KSIĘGA WAMPIRÓW

KSIĘGA WAMPIRÓW

KSIĘGA WAMPIRÓW

ocena:6
Autor: Antologia
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2014
Wydawnictwo:Studio Truso
Ilość stron:422
Autor recenzji:Paweł Waśkiewicz
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

"Księgę wampirów" otwiera krótki i zbędny wstęp Sylwii Błach. Przeciwstawianie się modzie na "Zmierzch" ma dla zbioru istotne znaczenie marketingowe, ale moim zdaniem powinno się ograniczyć do tekstu na odwrocie okładki. To nawet miłe, że Studio Truso chce zagrać na sentymencie starszych czytelników, dla których twórczość Stephanie Meyer nie prezentuje żadnej wartości. Ale z jakiej racji Błach uzurpuje sobie prawo do oceniania, który z portretów wampira jest jedynym słusznym? Każdemu wolno wybierać ze źródełka popkultury to, co mu się podoba; powierzchowne osądzanie nowej mody przez autorkę wstępu wydaje mi się niesmaczne i nie na miejscu, zwłaszcza że nie wnika ona w szczegóły zjawiska, tylko odnosi się ogólnie do "świecących się i błyszczących" wampirów – co gorsza jako przeciwwagę dla miałkości "Zmierzchu" podając tak zapominalne filmy jak "Ksiądz" czy "Wampiry i świry". Wstęp wyraźnie sugeruje, że Błach widzi w "Księdze wampirów" rozrywkę na poziomie o wiele wyższym od twórczości Stephanie Meyer – a to dość bezczelne podejście.

I Błach sparzy się na nim stronę później, gdyż jej własny tekst, "Nów", ma jak dla mnie tylko jedną przewagę nad "Zmierzchem" – jest od niego znacznie krótszy. Brak tu nawet śladowych ilości napięcia, intrygi, choćby jednej nieszablonowej postaci. Zakończenie jest nagłe i całkiem pozbawione uczucia kulminacji. Jedyny zwrot akcji wydał mi się okrutnie mdły, nie zaciekawiło mnie też pobieżnie zarysowane uniwersum. "Nów" bardziej przypomina wstęp do powieści niż opowiadanie – tylko że po jego lekturze wcale nie mam ochoty się za tę powieść zabierać. Na dokładkę Błach nadaje królowej wampirów własne imię, w czym wrodzona podejrzliwość każe mi wyczuwać niepoważną chęć bycia "cool". (Dziwi mnie też silenie się na przyjmowanie wampirzego wcielenia we wstępie. Niezależnie od kontekstu nazywanie czytelnika "naiwną istotą ludzką" to zły pomysł.)

Po kiepskim początku pora nieco wyluzować. "Gniew Wawalonu" Kamila Czepiela napisany jest lekko i gawędziarskim stylem, ale nie ratuje go to przed schematycznością. Już po paru minutach od lektury pamiętam to opowiadanie tylko dzięki kilku zabawnym staropolskim imionom. Nie lepiej jest z "Dragulą" Krzysztofa T. Dąbrowskiego – pomysł na pierwszy zwrot akcji autor wykorzystał nieumiejętnie, a na dodatek rozcieńczył wątpliwym numerem z gatunku "to był tylko sen". Poza tym... wampirza żona posądzająca męża o bycie utajonym gejem, bo śni mu się, że jest gryzącym komarem, a gryzą przecież tylko komarzyce...? Ani to sensowne, ani zabawne. Tekst usiłuje zamaskować swoją bylejakość kilkoma innymi równie udanymi gagami.

"Wampir" Grzegorza Gajka (cóż za kreatywny tytuł!) podobnie jak opowiadanie Sylwii Błach przywodzi na myśl raczej wstęp do powieści niż samodzielny tekst. Rozbudowane uniwersum zostaje przez autora zarysowane tak pospiesznie, że trudno nadążyć za narracją. Mimo iż tekst robi wrażenie niedomkniętego i chaotycznego, dzięki dość ciekawemu bohaterowi i nienachalnym elementom noir czytało mi się go przyjemnie. Nie jest to jednak opowiadanie, dla którego warto sięgnąć po cały zbiór. Sytuacji nie ratuje też Dawid Kain. Nie to, że jego "Anna" jest zła. Wampiry nie są tu traktowane dosłownie, zamiast tego dostajemy porządną historię obyczajową z lekkim dreszczykiem. Problem? Zakończenie da się przewidzieć po pierwszych stronach.

Po dwóch znośnych opowiadaniach tendencję zwyżkową przerywa Maciej Kaźmierczak. Zacznijmy od tego, że tytuł "Veto" średnio pasuje do treści (zastanawiam się, czy autor w ogóle rozumie znaczenie tego słowa). Poza tym, jeśli posłużyć się przykładami z tekstu, nastoletnie dziewczyny nie tylko ochoczo chadzają nocą po parku, ale także okazują bardzo mało emocji, gdy zaskoczy je po ciemku obcy mężczyzna. Okazuje się też, że możliwe jest kłanianie się komuś, kiedy jednocześnie trzyma się mu rękę na ramieniu. W Polsce istnieją ludzie, którzy uważają, że zwracanie się do kogoś per "dziecinko" brzmi naturalnie. Wyniki wyborów do parlamentu ogłasza się po odliczaniu, zupełnie jakby Kaźmierczak pomylił świat polityki z nocą sylwestrową. Na domiar wszystkiego – spojlery! – końcówka tekstu to czyste szaleństwo: partia wampirów przejmuje władzę w kraju, żeby zakazać in vitro, bo dzieci narodzone dzięki tej metodzie im... nie smakują. Ba, lider partii z powodu przejęzyczenia (?!) bądź też chwilowego zaćmienia umysłowego ogłasza to przy dziennikarzach. Jestem sobie w stanie wyobrazić, co próbował zrobić ze swoim pomysłem Kaźmierczak – ale co kierowało wydawcą, kiedy postanawiał opublikować "Veto" na papierze, nie jestem w stanie zgadnąć.

"Ruda" Artura Kuchty to kolejny przyzwoity, ale niepowalający tekst. Zdecydowanie podobały mi się realistyczne postaci i nietypowy jak na antologię o krwiopijcach pomysł, ale nie do końca przekonała mnie warstwa językowa. Autor postarał się, żeby zakończenie opowiadania okazało się jak najmniej przewidywalne; mimo to odnoszę wrażenie, że tekst zyskałby, gdybym nie wiedział z góry, że pojawi się w nim wątek wampiryczny. Z kolei Paulinie Kuchcie nie udało się mnie zaciekawić w niedługich "Lustrach". Chociaż autorka bardzo stara się stworzyć złowieszczą atmosferę, tekst koniec końców ani nie zniesmacza, ani nie zachwyca. Podobnie jak "Kły i kolczyki" Kazimierza Kyrcza Jr., które opowiedziane zostały z trzech różnych perspektyw, a ponieważ liczą sobie tylko sześć stron, rozczłonkowanie tekstu wcale nie pomaga we wczuciu się w klimat. Wolę Kyrcza w dłuższej formie.

Bohater "Potrójnego morderstwa Rozalii Wajs" autorstwa Pawła Matei wypytuje tytułową kobiecinę o zatuszowany przed laty komunistyczny eksperyment, który miał na celu udowodnić, że człowiek nie posiada duszy. Niezaspokojona ciekawość narratora otwiera sekwencję coraz bardziej pokręconych wydarzeń, które prowadzą do finału, w którym kwestionowana jest prawdziwość niemal wszystkiego, o czym właśnie przeczytaliśmy. Opowiadanie napisane jest porządnie, ale bez werwy – Mateja gra tutaj te same nuty, co zwykle.

"Zrób to sam" Artura Olchowego z miejsca stało się moim ulubionym opowiadaniem w zbiorze. Napisane jest przewrotnie i z dużą dozą czarnego humoru, i choć oryginalności nie ma tu za grosz (bo motyw zwyrodniałych programów telewizyjnych powraca w fikcji jak bumerang), to Olchowemu udało się mnie i rozbawić, i zaniepokoić. Sceny przemocy robią wrażenie, zapewne dzięki obojętnemu tonowi, z jakim są relacjonowane. Lżejsze, choć nie mniej humorystyczne jest opowiadanie "Casus de Strigis" Marcina Pągowskiego, które mimo niedoskonałości (odnoszę wrażenie, że bohaterka za bardzo stara sie być zabawna) zapewnia kawał dobrej rozrywki, nie zostając jednak w pamięci na dłużej. W poważniejsze tony uderza Marcin Podlewski w swoim niezwykle pomysłowym "Samotnie...". Szkoda, że między kawałkami bardzo solidnej prozy wciąż zdarzają mu się kiepskie pseudopoetyckie wstawki, niemniej tekst jest warty uwagi.

"Ćma" Łukasza Radeckiego to moim zdaniem jedno z najsłabszych opowiadań w zbiorze. Kobieta poznaje w barze faceta, zaprasza go do domu, a on okazuje się wampirem. Panna zostaje brutalnie zamordowana. I to wszystko. Radecki nie próbuje nawet zaoferować bardziej przekonującego portretu postaci niż ten, który buduje na bazie jej zainteresowań: a zatem bohaterka czyta Stephanie Meyer, Paolo Coelho, słucha Nirvany i Depeche Mode, a my na podstawie tego steku zbędnych informacji mamy wyrobić sobie o niej opinię. Jeszcze gorzej autor radzi sobie z postacią wampira. Coś mi mówi, że mieliśmy go postrzegać jako skurczybyka wywyższającego się nad rasą ludzką, a zamiast tego mamy do czynienia ze sfrustrowanym dupkiem i hipokrytą, w dodatku przerysowanym do granic możliwości. W pewnym momencie miałem ochotę plasnąć się w twarz, czytając niekończące się utyskiwania i obelgi, które krwiopijca rzuca w myślach pod adresem otaczających go ludzi. Radecki nie odmawia sobie też niby subtelnej krytyki "Zmierzchu", która – podobnie jak we wstępie Błach – wydaje mi się co najmniej niestosowna. Finałowy morał jest zaś tak naiwny i nietrafiony, że szkoda go nawet komentować.

"Srampir" Marcina Rojka podbił moje serce już tytułem. Samo opowiadanie jest głupkowate i czasami na siłę zabawne, ale coś mnie w nim ujęło – moim zdaniem "Księga wampirów" potrzebowała właśnie takiego luzackiego, przypałowego tekstu. Potem dla odmiany dostajemy bardzo tradycyjną historię. "Latarnik" Roberta Rusika jest szybki i przyjemny w lekturze, choć mało odkrywczy. Następujący po nim "Fort na wzgórzu" Marcina Rusnaka to z kolei bodaj najdłuższe, a na pewno najbardziej klimatyczne opowiadanie w zbiorze – moim zdaniem plasuje się w ścisłej czołówce.

"Ewa" pokazuje, że Tomasz Siwiec nie potrafi pisać tekstów stonowanych i pełnych zadumy (i najwyraźniej nie widzi różnicy między wampirem a sukkubem). Miejmy nadzieję, że następnym razem wróci do sprawdzonej formuły, czyli ostrej jatki w sosie klasy B. "Wampir.pl" Michała Stonawskiego jest oparty na ciekawym koncepcie, acz końcowy zwrot akcji przedstawia się nijako. "Vampire Reality" Juliusza Wojciechowicza zniechęciło mnie grubymi nićmi szytą wizją rozrywki przyszłości, ale muszę przyznać, że zamknięcie tekstu jest całkiem przyjemne. Na finał otrzymujemy posłowie Marcina Pągowskiego, który zgłębia historię mitu wampira w oparciu o ciekawe przypadki zaburzonego obrządku pogrzebowego – moim zdaniem to całkiem niezły sposób na zamknięcie antologii.

W zbiorze znalazła się tylko jedna, na dodatek niezbyt udana ilustracja. Z niejasnych dla mnie powodów szatę graficzną dominują ilustracje stworzone na bazie zdjęć autorów. Niektóre z nich są tak duże, że zajmują prawie całą stronę. Ich niekonsekwencja jest rozbrajająca – niektóre są wystylizowane, inne wyglądają na fotki do dowodu osobistego. Jak dla mnie wszystkie te grafiki odnoszą podobny efekt, co obrazy w nawiedzonym domu: czytelnik czuje się podczas lektury obserwowany. Obawą napełnia mnie stan korekty i redakcji: mój egzemplarz opisany był jako "konkursowy/recenzencki" i zgodnie z ostrzeżeniem wydawcy "mógł zawierać błędy", ale i tak ilość i jakość wpadek, które wyłapałem, była niepokojąca. Bohater Kaźmierczaka zajada do posiłku "ziemianki" zamiast ziemniaków, narrator w "Ewie" Siwca odczuwa "rządzę"... Może nie martwiłoby mnie to, gdybym dostał książkę przed jej oficjalną premierą: widząc jednak wydanie z kolorową okładką i erratę, która mimo sporej objętości i tak nie pokrywała wszystkich znalezionych przeze mnie błędów, jestem pełen wątpliwości, czy ostateczna wersja prezentuje się lepiej.

Czy warto sięgnąć po "Księgę wampirów"? Jeśli jesteście miłośnikami tematu i nie w smak Wam jego nowe interpretacje w rodzaju "Zmierzchu" i pochodnych, to możecie spokojnie zaryzykować. Jeżeli jednak wampiry Was nie interesują, lektura antologii niczego w tej materii nie zmieni. Choć "Księga wampirów" ma przebłyski, to w ogólnym rozrachunku wydaje mi się niewarta swojej ceny. Może gdyby skrócić ją o połowę i pozbyć się najsłabszych tekstów, robiłaby lepsze wrażenie? Niestety, w swej obecnej formie nie wybija się ponad poziom licznych darmowych antologii grozy, które pojawiły się na rynku przez ostatni rok.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ kilka tekstów (Olchowy, Pągowski, Rusnak) wybija się ponad przeciętność
+ wydanie jest w miarę estetyczne

Minusy:

- większość opowiadań to zbędne zapychacze

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -