Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CITY OF DUST

CITY OF DUST

CITY OF DUST

ocena:7
Autor:Steve Niles Brandon Chng
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2009
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Radical Publishing
Ilość stron:144
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Miłośnikom komiksu Steve Niles jak nikt inny z twórców fabuł graficznych powinien kojarzyć się z horrorem. On napisał scenariusze do takich arcydzieł jak „30 Days of Night” i „Criminal Macabre” (do obu komiksów kapitalną oprawę graficzną stworzył Ben Templesmith), przyczynił się także do powstania takich komiksów jak „Remains”, „Freaks of the Heartland” czy „Bigfoot”. Ale Niles nie ograniczał się tylko do historii o wampirach czy zombie. Dołożył swoją cegiełkę do takich komiksowych uniwersów Spawn, Batman czy Star Wars. W 2008 roku światło dzienne ujrzała publikacja „City of Dust”, w którym przez Nilesa horror umiejętnie „pożeniony” został z futurystyczną antyutopią.

Na łamach komiksu jego twórcy przenoszą nas w świat przyszłości, w którym z przestrzeni publicznej całkowicie wyrugowano kulturę oraz religię. Cenzorzy bowiem uznali, iż źródłem wszelakiej destrukcji i chaosu było poświęcenie się fikcji – sztuce oraz mistyce. Miejscem akcji „City of Dust” jest gigantyczne miasto z niezliczoną ilością kamer i urządzeń rejestrujących, których zadaniem jest wyłapywanie wszystkich niewłaściwych zachowań mieszkańców. Za ramię sprawiedliwości służą policjanci, którzy nie tylko wyłapują nieprawomyślnych, lecz także ich sądzą oraz karzą. Głównego bohatera opowieści, policjanta Philipa Khorne’a, poznajemy w momencie, gdy po brawurowej akcji dokonuje egzekucji na człowieku podejrzewanym o nauczanie dzieci modlitw. Mężczyzna jest wzorcowym „produktem” Systemu – jako kilkulatek wydał ojca, teraz „utrwala” władzę prześladując myślących i czyniących inaczej niż przewidują to cenzorzy. Pewnego dnia jednak, pod wpływem dokonanej egzekucji, w mężczyźnie zaczynają rodzić się wątpliwości – czy na pewno ściśle kontrolowany i uporządkowany w każdym calu świat jest tym idealnym, w którym człowiek może czuć się potrzebnym i szczęśliwym? Dlaczego doskonałą przecież strukturę społeczno-polityczną ktoś próbuje rozsadzić popełniając okrutne morderstwa, co gorsza będące nawiązaniami do znanych historii literackich?

„City of Dust” już w trakcie lektury przywodzi na myśl skojarzenia z dwoma innymi dziełami: literackim - „Rok 1984” futurystyczną antyutopią George’a Orwella oraz filmowym – „Blade Runnerem” Ridleya Scotta. Z adaptacją powieści P.K. Dicka kojarzy się wygląd miasta – gigantycznego, wiecznie skąpanego w świetle megapolis z lasem niebotycznych budynków oraz sznurami pojazdów wypełniających podniebne autostrady. Za to Orwell posłużył Nilesowi jako główne źródło inspiracji – w „City of Dust” jest wręcz masa odniesień do „Roku 1984”. Mam tu na myśli zarówno totalitarny model państwa oparty na kreowaniu pozbawionego krytycyzmu obywatela, wszechobecnej inwigilacji oraz kontrolującej wszystko cenzurze jak również bohatera, który pod wpływem splotu wydarzeń zaczyna dostrzegać bezsens takiego modelu państwa. Podobnie jak w literackiej antyutopii tak i w komiksie fundamentem intrygi jest bunt głównego bohatera i jego docieranie do prawdy. Owa droga, jak nietrudno się domyślić, usiana jest wszelakiego rodzaju pułapkami i trudnościami, jednak im większe grozi Khornowi niebezpieczeństwo, tym z większym zapałem mężczyzna stara się zajrzeć za „żelazną kurtynę”.

Do pewnego momentu „City of Dust” czyta się z rosnącym zainteresowaniem – komiksowy świat narysowany jest z rozmachem, z drugiej strony historia przesycona jest klimatem strachu, jakim zapewne obywatele radzieccy „oddychali” za czasów najsroższych represji ordynowanych przez towarzysza Stalina. Niejednemu czytelnikowi spodobać się może zaufanie autorów do jego erudycji – Niles odwołuje się nie tylko do utworów George’a Orwella, ale także do klasyki horroru. Zawsze wrażenie robi także koncept, polegający na „odklejeniu” bohatera do społeczeństwa i skonfliktowanie go z opresyjnym systemem. Tym ciekawsze jest to w przypadku Philipa Khorne’a. Wszak bohater to nie everyman, którego zniknięcia nikt nie zauważy, ale oficer jednostki zajmującej się wszelakimi przejawami przeciwstawiania się jedynie słusznemu systemowi (z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w filmie „Equilibrium” Kurta Wimmera).

Czego zatem zabrakło do ideału? Mam wrażenie, iż Nilesowi zabrakło pomysłu na zakończenie historii - z jednej strony efektowne, z drugiej zaś niejednoznaczne i dające do myślenia. Finał „Roku 1984” był wstrząsający. Orwell pokazał, iż nadzieja, choćby nie wiem jak wielka i silna, nie ma szans w konfrontacji z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa. Niles pozwolił sobie na odrobinę sentymentalizmu – dał swoim bohaterom o wiele więcej szans niż autor „Folwarku zwierzęcego”. Co więcej, w przeciwieństwie do Orwella wyraźnie pokazał, kto stoi za systemem i kto ponosi pełną odpowiedzialność za jego funkcjonowanie. Siłą rzeczy ucieleśnieniu aparatu ucisku towarzyszyć musiało ukonkretnienie fabuły, a tym samym rezygnacja z towarzyszącym często antyutopii symboliki i alegoryzacji. Co gorsza, im bliżej finału, tym bardziej historia problemowa wypierana jest przez gonitwę rodem z kina akcji. Niles przestaje zadawać pytania i pokazywać, jakie mogą być konsekwencje autorytarnych ciągot na rzecz coraz bardziej dynamicznych sekwencji. Szkoda, bo cierpi na tym i fabuła (końcówka to same banały i daleko idące uproszczenia), i ciekawe postacie, których losy na początku przykuwały uwagę nie mniej niż ciekawie nakreślony świat.

Oczywiście, jeśli ktoś chciałby pogrzebać w komiksie Nilesa głębiej, znajdzie w opowieści sporo smakowitych kąsków, przede wszystkim tych z popkulturowego menu. A Dickowsko-Scottowskie rozważania o człowieczeństwie maszyny, a to już typowo rodem z Dicka wątpliwości co do autentyzmu otaczającej bohaterów rzeczywistości, motyw naukowca pragnącego stworzyć istotę doskonalszą od człowieka, wreszcie odwołanie się do stworzeń znanych z horrorów, które symbolizować mają sposób postrzegania świata przez pryzmat żywiącej się legendami i mitami, niekiedy bardzo starymi, popkultury.

„City of Dust” może się podobać, jednak wymagającego czytelnika lektura komiksu Nilesa pozostawi z uczuciem niedosytu. Fabuła obiecywała o wiele więcej niż w rzeczywistości czytelnikowi zaoferowano. Intrygująca grafika kojarząca się z cyfrowymi dziełami sztuki nie spowodowała, iż „rozpuszczenie” kilku niezłych konceptów w dynamicznych sekwencjach akcji zrekompensuje ów niedosyt. Mimo to „City of Dust” warto dać szansę. Fanów autora „Criminal Macabre” do zaznajomienia się z opisywanym tu komiksem namawiać nie muszę.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ kapitalnie nakreślony świat przyszłości
+ intrygujący bohaterowie
+ dające do myślenia połączenie science-fiction z horrorem
+ liczne odwołania do literatury i filmu
+ grafika – komputerowa i tradycyjna
+ do pewnego momentu bardzo angażuje i daje do myślenia

Minusy:

- niewykorzystany potencjał
- niesatysfakcjonujące zakończenie – zbyt dużo akcji, zbyt mało sytuacji problemowej w skomplikowanym przecież świecie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -