Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CZARNY WYGON: BISY II

CZARNY WYGON: BISY II

CZARNY WYGON: BISY II

ocena:7
Autor:Stefan Darda
Tłumaczenie:imie nazwisko
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2014
Wydawnictwo:Videograf
Ilość stron:314
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Stało się. Doczekaliśmy zamknięcia tetralogii „Czarny Wygon” Stefana Dardy. Pisarza, którego jedni porównują do Stephena Kinga (czego kompletnie nie rozumiem), a drudzy próbują zdeprecjonować jego status pisarza (czego nie rozumiem już w ogóle). Stefan jest według mnie autorem, który ma własny, rozpoznawalny styl, ceniony przez fandom tak rozległy, że większość „wielkich pisarzy fantastyki” nigdy takiej chwili nie doczeka. A ostatnim tomem „Czarnego Wygonu” tylko potwierdza swoją pozycję na rynku. Tylko i aż.

Witold Uchmann tym wreszcie odkrywa, kto naprawdę stoi za wszystkimi nieszczęściami w wiosce na Roztoczu, a tym samym uświadamia sobie o jak wysoką grę toczy się stawka. Po raz pierwszy złamię zasadę rozpisywania fabuły w drugim akapicie, bowiem mija się to kompletnie z celem, odbierając przyjemność ze śledzenia lektury tym, którzy jeszcze z cyklem się nie zapoznali. A jest to niewątpliwie sprawa warta nadrobienia. „Bisy II” są naturalnym zamknięciem poprzednika, w zasadzie równie dobrze mogłyby się ukazać w jednej książce jako opasłe tomiszcze, ale z jednej strony byłoby to niewygodne marketingowo, bo przecież fani i tak długo czekali na trzecią część. Z drugiej okazuje się to właśnie dla wspomnianej części korzystniejsze, bowiem okazuje się ona najjaśniejszą odsłoną cyklu. Czego więc brakuje „Bisom II”. Niczego. Paradoks? Otóż nie.

Stefan Darda udowodnił po raz kolejny, że jest twórcą niezwykłym. Z każdą kolejną powieścią podnosi sobie coraz wyżej poprzeczkę i o ile w przypadku „Domu na wyrębach” zgrzytały mi czasem język utworu, to już następne utwory tego wrażenia mnie pozbawiły. Oczywiście, złośliwi powiedzą, że po prostu przyzwyczaiłem się do stylu pisarza, ale nawet jeśli, to czyż nie jest to największy komplement dla twórcy, że ma własny, rozpoznawalny styl? Poza tym, Stefan pisze naprawdę coraz lepiej i widać nie tylko warsztat, ale i lekkość pióra, która prowadzi autora przez zawiłości wymyślonej przez niego intrygi. Intrygi iście diabelskiej, pogmatwanej w taki sposób jak najbardziej lubię. A więc próżno liczyć, że wyłapiecie wszystkie smaczki, które autor poukrywał w ostatnim tomie, jeśli nie pamiętacie zbyt dobrze poprzedników. Pisarz zadbał, by każdy z wątków poruszonych w całym cyklu został wyjaśniony, domknięty i definitywnie zakończony. Widać tu pieczołowitość i drobiazgowość, przed którą chylę czoła. I przyznaję, po zakończonej lekturze stwierdziłem - „to jest dobra książka”. Zabrakło mi jednak tych emocji, tego uczucia niepokoju, jakie towarzyszyło mi przez całą przygodę z pierwszą częścią „Bisów”. O jakich emocjach mowa? O lęku przed nieznanym. Nie od dziś wiadomo, że najbardziej boimy się tego czego nie rozumiemy, nie znamy. I w poprzednich tomach Darda wykorzystując klechdy ludowe i chrześcijańskie motywy pięknie splótł mitologię osadzoną wokół przeklętej wioski na Roztoczu, ale mimo rozwoju akcji, wciąż pozostawiał wiele niedopowiedzeń, szczególnie dotyczących natury zastanych zdarzeń. Wyjaśniając kim jest główny adwersarz Uchmanna, autor przeniósł cały ciężar gatunkowy w sferę wiary i kultury katolickiej jednocześnie pozwala przewidzieć zakończenie, a przynajmniej część metod walki z przeciwnikiem. Wciąż zachwyca spójność utworu, mnogość wątków i znaczeń, które autor poupychał w poprzednich tomach, a czytelnik ma radość z odkrywania, że nawet pozornie błahe gesty czy słowa epizodycznych postaci miały znaczenie dla całości. Znika jednak główny motyw zaskoczenia i tym samym lęk zostaje oswojony. Inna sprawa, że pozwoliło to Dardzie na wygłoszenie ustami bohaterów kilku intrygujących nauk i prawd, z którymi trudno się nie zgodzić. I po raz kolejny pokazuje to imponujący zamysł twórcy. Znów wszystko idealnie się zazębia, wszystko wskakuje na swoje miejsce, odkrywają się kolejne karty ujawniając pełny obraz utworu. Podoba mnie się on, ale na kolana mnie nie rzucił, a to także za sprawą kilku drobiazgów, które mi zazgrzytały. Jako czytelnik daję się porwać historii, ale lubię żeby wciągnęła mnie ona w pełni, a świat przedstawiony mógł zastąpić rzeczywisty. Tak było w przypadku pierwszych „Bisów”, którzy poddali się w jeden (wydłużony) wieczór. Tutaj pojawiły się rysy, które zachwiały „matriksem”, do którego zostałem zaproszony przez autora. Nie chcę psuć lektury, może się czepiam zwyczajowo, ale motyw z nożem w przypadku Dobrowolskiego, albo okoliczności, w których Witko używa służbowej broni trochę zachwiały konstrukcją stworzonego świata. Znalazłem jeszcze ze dwa takie drobiazgi, podobnie jak drobne literówki, które zrzucam na karb pośpiechu. Niby niewiele, ale w poprzedniej części takich wpadek nie było, co podniosło moje oczekiwania.

Ale dość narzekania. „Bisy II” to solidna lektura, świetnie wieńcząca cykl książek, których znaczenia dla polskiej grozy przecenić nie można. Dobrze napisana, znakomicie zamykająca wszystkie wątki, z pięknie wyciszającym finałem. Może trochę zbyt zachowawcza, może zbyt oczywista w kilku momentach, ale dobitnie świadcząca o silnej pozycji Stefana Dardy na polskim rynku grozy.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ perfekcyjne zamknięcie wszystkich wątków z cyklu
+ znakomite panowanie nad całością rozbudowanej i wielowątkowej fabuły
+ wreszcie wszystkie zagadki i tajemnice znajdują swoje wytłumaczenie
+ mądre i intrygujące przesłanie

Minusy:

- schemat walki dobra ze złem narzucający pewne oczywiste rozwiązania
- kilka drobnych niuansów zaburzających klimat

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -