Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WIRUS

THE STRAIN

WIRUS

ocena:8
Autor:Guillermo Del Toro Chuck Hogan
Tłumaczenie:Agnieszka Kabala
Wydanie oryginalne:2009
Wydanie polskie:2014
Wydawnictwo:Zysk i S-ka
Ilość stron:558
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Mit wampira jest jednym z najbardziej wyeksploatowanych motywów literatury grozy. Śmiem twierdzić nawet, że trudno o bardziej skomercjalizowany wizerunek, niż właśnie bladolicej bestii z długimi kłami, której jedynym celem niegdyś było wypijanie krwi, a dziś jest rozkochiwanie licealistek. O ile w filmie postać ta już dawno stała się cukierkową maskotką, tak w książkach wampir jeszcze bronił się dzielnie, by zmięknąć wraz z kronikami Anny Rice, a wreszcie całkiem zdziecinnieć w sadze „Zmierzch”, która z kolei pociągnęła za sobą całą falę młodzieżowych i infantylnych opowiastek o wampirach, przy których „Buffy” była przerażająca. Dobrze wiedzieć, że są jeszcze na świecie ludzie, którzy dbają, by wampir straszył. Ci ludzie to Guillermo Del Torro i Chuck Hogan.

W Nowym Jorku ląduje samolot z Europy. Zaraz po zakończeniu manewrów zanika łączność z pilotami. Nikt nie wysiada, okna są zasłonięte, a światła wyłączone. Natychmiast zostają podjęte kroki mające na celu wykluczyć ewentualność epidemii. Zostaje wezwana ekipa z Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób, której szefem jest Epharim Goodweather. Przerażeni specjaliści odkrywają, że z ponad dwustu pasażerów przeżyło tylko czterech. W środku nie znaleziono żadnych niebezpiecznych ani podejrzanych substancji, w ładowni jednak pojawiła się ogromna trumna, której nie było w liście bagażowej. Specjaliści próbują odkryć przyczyny tragedii, jednocześnie wyjaśnić zagadkę straszliwych zmian, jakie zaszły w ciałach ofiar. Tymczasem świat staje się świadkiem niezwykłego zjawiska – zaćmienia słońca. Nowy Jork zostaje spowity w całkowitych ciemnościach, a to tylko sprzyja inwazji, jaka wkrótce rozpęta się w mieście.

Nie trzeba być szczególnie zmyślnym, by domyślić się kim są istoty atakujące Nowy Jork, ostatecznie, gdyby ktoś był nadmiernie ciekawy, może sprawdzić opis na tylnej okładce. Tak, Del Toro i Hogan napisali powieść o wampirach. A raczej trylogię, bowiem „Wirus” jest zapowiedziany jako pierwsza część krótkiego cyklu. Guillermo udowodnił już na początku swojej kariery, że o wampirach opowiadać potrafi oryginalnie, czego dowodem był znakomity film „Cronos”. Jego wizjonerskie podejście ratowało też takie tonące okręty jak „Blade II”. Nic dziwnego, że wraz z kolegą, który ma na koncie nagrodę Dashiella Hammeta, stworzyli powieść intrygującą i trzymającą w napięciu. Czy jednak rzeczywiście oryginalną? Na to pytanie odpowiem krótko. Nie. Motyw wirusa i pasożytów, które odpowiadają za wampiryzm pojawił się już w kilki filmach, nowatorskie otwory gębowe bestii również (choćby we wspomnianym Blade, tylko że tu zamiast szczęk predatora mamy mackę). Nawet motyw ukrycia trumny głównego wampira pojawił się (włącznie z miejscem i gospodarzem) u Mastertona w „Krwi Manitou”. Nie to jest jednak najważniejsze. Autorzy od początku dają nam do zrozumienia, że opowiedzą nam na nowo historię, którą już znamy. Samolot pełen martwych pasażerów jest niczym innym jak okręt z trupami, który przypłynął do Londynu w powieści „Dracula” Brama Stokera. Zmieniły się czasy, zmieniła stolica świata, ale potwory zostały te same. Dostajemy więc stary, prawdziwy horror, tyle że w nowych, stosownych do epoki szatach. Najważniejsze jednak, że wampir to znów potwór. I Del Toro z Hoganem o tym pamiętają. Wampiry w „Wirusie” to bestie, które stanowią śmiertelne zagrożenie dla gatunku ludzkiego i jeśli współczesny Van Helsing w postaci staruszka pamiętającego okropności Treblinki, Abrahama Setrakiana nie pomoże głównym bohaterom na czas, los ludzkości zostanie przesądzony. Autorzy świetnie znają konwencję, wprowadzając do tego jakże popularne obecnie motywy wirusów i epidemii, przenieśli wampiryzm do dwudziestego pierwszego wieku z należytymi honorami. Większość zdarzeń i motywów można bez problemu przewidzieć, ale napisano to w taki sposób, że ostatni raz podobne emocje przy lekturze powieści o wampirach miałem przy „Miasteczku Salem” Stephena Kinga. Oto dowód na to jak powinno się pisać horrory, nawet w mało oryginalnej formie potrafiące schwycić za gardło klimatem i atmosferą. Panie i panowie, koniec wampirków w liceach i różowych wdziankach. Prawdziwe bestie wróciły.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ atmosfera i klimat
+ odświeżenie postaci wampira
+ plastyczne opisy
+ mnogość intrygujących bohaterów

Minusy:

- całość opiera się na odświeżeniu konwencji, tym samym pozostaje mało oryginalne i momentami przewidywalne

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -