Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STOWARZYSZENIE FONTANNA

FOUNTAIN SOCIETY

STOWARZYSZENIE FONTANNA

ocena:3
Autor:Wes Craven
Tłumaczenie:Iwona Chamska
Wydanie oryginalne:1999
Wydanie polskie:2000
Wydawnictwo:Prima
Ilość stron:335
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:3
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Któż z miłośników horroru nie zna Wesa Cravena? No właśnie. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić historię gatunku bez kilku jego filmów – „The Last House on the Left”, „The Hills Have Eyes”, „Scream”, a przede wszystkim „A Nightmare on Elm Street” z kultowym Fredem Kruegerem w wykonaniu Roberta Englunda. Dużym uznaniem zarówno wśród krytyków jak i widzów cieszy się niebędący horrorem „Music of the Heart” ze świetnymi rolami Meryl Streep, Angeli Bassett i Aidana Quinna. Nie jest jednak tak, iż każda filmowa makabra autorstwa Cravena to perła gatunku. Twórca „The Serpent and the Rainbow” zaliczył także kilka artystycznych wpadek. Mam tu na myśli chociażby niedawny „My Soul to Take”. Ale nawet najgorszy film jego autorstwa to artystyczne wyżyny w porównaniu z próbą zmierzenia się z materią literacką. W 1999 roku spod ręki Cravena wyszła powieść „Stowarzyszenie Fontanna”, twór, który trudno określić mi innym mianem jak idiotyczny i do szczętu pozbawiony logiki.

Na jednej z karaibskich wysp armia Stanów Zjednoczonych ma swoją supertajną placówkę badawczą, w której naukowcy pracują nad projektem Stowarzyszenie Fontanna. Jego celem jest przedłużenie ludzkiego życia. Laboratorium działa pod przykrywką kliniki zajmującej się leczeniem bezpłodności, a jego pierwszym pacjentem ma być Peter Jance – chory na raka genialny naukowiec, którego badania mają dać militarną supremację USA nad resztą świata. Kiedy bohater budzi się po operacji, z przerażeniem stwierdza, iż jego przeżarty nowotworem organizm zastąpiony został ciałem młodego, wysportowanego mężczyzny. Przerażony etycznym wymiarem swojego uzdrowienia prof. Jance postanawia na własną rękę zbadać, w jaki sposób funkcjonuje Stowarzyszenie Fontanna i kim był człowiek, który „użyczył” mu swoje ciało. Bohaterowi śledztwo utrudnia fakt, iż nad projektem pracują dr Frederick Wolfe, jego przyjaciel oraz Beatrice Jance, ukochana żona.

Powieść Wesa Cravena pozbawiona jest jakiejkolwiek wartości. To wręcz typowe tanie czytadło niby o etyce dysponujących ogromnymi budżetami naukowcach, ale tak naprawdę schlebiające najmniej wyrobionym gustom, bo zbudowane z dwóch infantylnych wątków melodramatycznych wplecionych w galopadę niezwykłych wydarzeń. Gdyby w tym jeszcze był dystans autora do kreowanego przez siebie świata, pogrywanie z oczekiwaniami wychowanych na popkulturze czytelników albo odniesienia do kultury masowej – wtedy mielibyśmy do czynienia z zabawą z intertekstualną warstwą dzieła literackiego. A tak Craven na serio roztacza przed nami koszmarną wizję amerykańskiego sobiepaństwa, w której za królika doświadczalnego może posłużyć każdy, a nowa broń masowego rażenia testowana jest w dowolnym punkcie świata.

Bardziej dociekliwy czytelnik wydłubie z prozatorskiego ciasta pojedyncze bakalie – a to motyw Frankensteina (celem dr. Fredericka Wolfe’a jest stworzenie nowej istoty, człowieka nieśmiertelnego), wspominane już amerykańskie skłonności do szeryfowania całemu świata, wreszcie zawsze aktualne pytanie o etyczną granicę, której żaden, nawet bez reszty oddany swym badaniom naukowiec przekroczyć nie ma prawa. Jednak żadnych z tych motywów Craven ani nie drąży, ani nie próbuje rozpatrywać ich w nowych, choćby narzucanych przez zmiany cywilizacyjne kontekstach. Podobnie rzecz się ma z szatami gatunkowymi, w które pisarz stara się przyoblec swoją historię. W „Stowarzyszeniu Fontanna” mamy i horror, i science fiction, sensację, a także sporą dawkę melodramatu. Ale formalna konstrukcja powieści razi twórczą nieporadnością – czytając powieść Cravena miałem wrażenie, jakby autor nigdy nie miał do czynienia z prawidłami każdego z gatunków i wybiera z nich to, co najbardziej oczywiste. Z horroru mamy eksperymenty dokonywane na ludzkich ciałach, fantastykę reprezentuje idea przejęcia roli Boga i pragnienie stworzenia człowieka nieśmiertelnego, dynamiczna akcja to pościgi strzelaniny, wybuchy i nieustanne przemieszczanie się z miejsca na miejsce, na „osłodę” dostajemy mdłe i ckliwe, choć ważne dla rozwoju fabuły dwa wątki romansowe.

Gdyby Craven miał jeszcze intrygujący styl i lekkie pióro, na formalne niedoskonałości (wszak do debiut prozatorski mistrza filmowego horroru) można by przymknąć oko. Ale nic z tego. Twórcy „The Last House on the Left” zabrakło tej szczególnej zdolności, dzięki której powieściowe światy nabierają życia i nie dają się od siebie odciągnąć. W „Stowarzyszeniu Fontanna” wszystko szeleści papierem, jest umowne i pretekstowe. Nie przekonuje do siebie żaden z bohaterów (Craven lubi zapominać o postaciach, nawet tych, które na początku wydają się ważne), każde z miejsc, do którego się udają (a jest ich sporo) jest właściwie takie samo, bo autorowi nie zależy na trafieniu do wyobraźni czytelnika krótkim, ale wyrazistym opisem. Narracja „Stowarzyszenia Fontanna” opiera się na dialogach i gonitwie wydarzeń. Czy coś takiego może kogokolwiek zainteresować?

Oczywiście, że nie. Dlatego lekturę powieści Wesa Cravena odradzam nawet tym, którzy gustują w niespecjalnie skomplikowanej (to eufemizm rzecz jasna) literaturze, kiedyś zwanej wagonową.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ początek, kiedy kilka niepowiązanych ze sobą wątków dopiero zapowiada akcję

Minusy:

- słabo napisane
- to jednak głównie sensacja
- wszystkie wady literatury wagonowej
- brak artystycznego dystansu do popkulturowego dzieła

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -