Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:NAWIEDZENIE

THE VISITATION

NAWIEDZENIE

ocena:8
Autor:Frank E. Peretti
Tłumaczenie:Małgorzata Bortnowska
Wydanie oryginalne:1999
Wydanie polskie:2007
Wydawnictwo:Wydawnictwo M
Ilość stron:500
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Odcinając się od wszelkich dyskusji na temat słuszności wiary czy też jej braku, przyznać należy, iż temat religii wywołuje nieustanne i ożywione dyskusje w różnych okolicznościach i środowiskach. Prawdziwy mistrz tak zwanego "thrillera chrześcijańskiego", Frank Peretti, uchodzić może za człowieka, który w takich dyskusjach za swą religią staje murem w każdej pojedynczej kwestii. Nic jednak bardziej mylnego. Jak dowiadujemy się już w przedmowie do "Nawiedzenia", książka ta ma być swego rodzaju manifestem, głośnym sprzeciwem wobec niektórych spraw wiążących się z ceremoniałem wyznawania wiary katolickiej. Cóż, sprzeciw ten zajął Perettiemu 500 stron (mowa o polskiej wersji językowej) i bliżej mu zdecydowanie do literatury grozy niż do religijnej propagandy. I może nie doprowadzi do żadnej reformy na miarę Marcina Lutra, jednak z pewnością zajmie czytelnika na kilka wieczorów. A za nim powinna pójść ekranizacja książki, która miała premierę w 2006 roku.

Travis Jordan, około czterdziestoletni pastor Misji Pięćdziesiątnicy na, nazwijmy to, bardzo długim urlopie na żądanie, nigdy nie zwątpił w Boga, w którego wierzy. Żadna choćby największa tragedia nie osłabiła jego wiary. Jednak po śmierci małżonki cała otoczka religijna jego wyznania raz na zawsze go zmęczyła, niechęć do wszelkich wymyślnych nakazów i zakazów budowana od wielu lat osiągnęła apogeum. Gdy jego życie nabrało wybitnie szarej, nieinteresującej barwy, małe miasteczko, w którym mieszka, Antiochia w stanie Waszyngton, nagle stało się centralnym punktem interesujących wydarzeń. Wszystko zaczyna się od płaczącego krucyfiksu, którego dotknięcie leczy problemy starego kościelnego ze stawami. Później twarze Jezusa czy jego matki pojawiają się rzekomo w chmurach czy w liściach, nawet... w pleśni pod prysznicami miejscowego hoteliku. Okazuje się, że to jedynie preludium do zamieszania, jakie wywoła przybycie do miasteczka mężczyzny o wyglądzie Jezusa Chrystusa, wybitnego mówcy i rodzonego przywódcy, który pozwoli tłumom pielgrzymów uwierzyć - dzięki chociażby licznym uzdrowieniom czy cudom - że jest współczesnym wcieleniem Jezusa z Nazaretu. Mowa o Brandonie Nicholsie, człowieku, którego nazwisko będzie na ustach setek tysięcy Amerykanów.

Oczywiście pod pozornym rozkwitem peryferyjnego miasteczka, jego infrastrukturalnym boomem oraz powstaniem nowej turystycznej atrakcji dla Chrześcijan kryją się całe połacie brudu. Cuda dokonywane przez Nicholsa otwierają puszkę Pandory, serie nadprzyrodzonych zdarzeń przybierają na sile i przestają być tym, czego oczekiwali pielgrzymi. Aby zapobiec totalnej katastrofie i dewastacji miasteczka, do akcji wkroczyć musi sam Travis Jordan, który wbrew wielu przeszkodom oraz nieżyczliwym ludziom spróbuje zmierzyć się z problemem Nicholsa i przekonać mieszkańców Antiochii oraz przybyszów, że bezgraniczne ufanie nowemu "Jezusowi" może być katastrofalne w skutkach.

W miarę przewracania kolejnych stron "Nawiedzenia" nie sposób jest uniknąć skojarzeń z dwoma dziełami Stephena Kinga. Jedno z nich powstało przed książką Perettiego, mowa bowiem o "Sklepiku z marzeniami", gdzie tajemniczy przybysz, Leland Gaunt, również daje ludziom to, czego pragną, także w kwestii uzdrowień i poprawy sytuacji materialnej, i również cała historia dąży do nieuchronnej tragedii. Drugim skojarzeniem jest "Pod kopułą" wydane jednak 10 lat po "Nawiedzeniu", gdzie podział miasteczka Chester's Mill na 2 obozy - zwolenników i przeciwników Big Jima - prowadzi do mniejszych i większych "wojen" między mieszkańcami i nieodwracalnych, tragicznych w konsekwencjach skutków. U Perettiego ludzie dodatkowo odkrywają w sobie, niczym w serialu Haven (również wypuszczonym długo po Perettim), tajemnicze moce, które wcześniej wydawały się czymś nieprawdopodobnym. Dlaczego jednak Antiochia, a nie na przykład Nowy Jork, gdzie łatwiej byłoby zdobyć uwagę mediów? Autor opisuje maleńki, ograniczony świat balansujący na granicy rzeczywistości i skrajnej religijnej fantazji, gdzie materiał, jakim są ludzie, jest łatwiejszy do formowania niż w rozpędzonych metropoliach. Niektórym nadmiar ekstatycznych przeżyć skromnych, małomiasteczkowych bohaterów wydać się może męczący, jednak jeśli właściwie się go odczyta, okazuje się jedynie zręcznie ubraną w słowa i przesadzone symbole ironią. Czystą niczym górskie źródełko.

Skoro Peretti najpierw uprzedza nas, iż zmierzy się z problemem religijnej otoczki wiary, a następnie opisuje objawienia Jezusa w pleśni, liściach czy na kafelkach, w usta swych bohaterów wkłada ultrapatetyczne kwestie zaczerpnięte lub stylizowane na chrześcijańską Biblię, a także starannie i w wybitnie jaskrawych kolorach opisuje paranoję, jaka wybuchła po pojawieniu sie w Antiochii Brandona Nicholsa (co z kolei każe mi ponownie wrócić myślami do "Ranta" Chucka Palahniuka), ciężko nie dostrzec tutaj tętniącej na każdej stronie groteski. Gdy wydawałoby się już bowiem, że szczyt absurdu został osiągnięty, okazuje się, że to zaledwie piksel w tym całym obrazie duchowego szaleństwa. To wszystko ma zapewne na celu dogłębną analizę odczuć bohaterów kontrastowych do "uduchowionych" pielgrzymów, czujących się zawiedzonymi przez rytuały religijne oraz ograniczenia, jakie na nich nałożono, oraz zapowiedzianą w przedmowie krytykę przesadzonych religijnych praktyk. Sama postać Brandona, "nowego Mesjasza", uzmysławia nam, jak cienka granica oddziela umowne dobro od umownego zła i jak bardzo jedno zależne jest od drugiego oraz na ile o ich definicji decydują kościoły, po raz kolejny narzucając się wielu wyznawcom. Najgorsze zło przeplata się u Perettiego z najczystszym dobrem, czasem chowa się pod nim, przez co rozgrzebywanie pięknej zewnętrznej warstwy problemu prowadzi powolutku do głębokiego szoku i rozczarowania.

Jak w "Przysiędze" czy innych swych dziełach, również i tutaj autor w rewelacyjny sposób relacjonuje wydarzenia, pisząc z reguły dość konkretnie i zwięźle, przy użyciu starannego, niebanalnego języka - za wyjątkiem retrospekcji, które ze względu na swą rozległość potrafią czasem solidnie przynudzić. Można by je śmiało ograniczyć do kilku stron, aby nakreślić ogólne religijne przejścia głównego bohatera, Travisa, a nie rozwlekać je na kilka pełnych rozdziałów. Historia mająca jednak miejsce we właściwym czasie akcji zostaje nakreślona wybitnie dobrze - co innego środki realizujące założenia fabuły. Czasem można odnieść wrażenie, że Peretti chwyta się najprostszych środków; gdy bowiem historia na chwilę utknie w jednym punkcie lub gdy sytuacja wydaje się już stracona, nagle pojawia się bohater, którego informacje ponownie wprawiają zębatki w ruch, napędzając śledztwo Travisa i wszelkie jego działania skierowane przeciwko przybyłemu "Mesjaszowi". Świetne jest to, iż za każdym razem trybiki pracują coraz szybciej, z rozdziału na rozdział przyspieszając akcję, dorzucając kolejną porcję nadprzyrodzonych manifestacji i strachu przed mrokiem Zła. Niczym u Harlana Cobena czy Robina Cooka.

I pomyśleć, że ta cała gimnastyka, te przerysowane symbole, te wywołujące dreszcze nadnaturalne zjawiska oraz rozmaite dygresje są jedynie narzędziami surowej, uzasadnionej krytyki. W "Nawiedzeniu" nie znajdziemy, jak sugerowałby tytuł, gotyckich nawiedzonych zamków ze skrzypiącymi podłogami oraz świszczącymi dziurkami od kluczy ani poltergeistów rujnujących nowoczesne amerykańskie kuchnie o trzeciej nad ranem. Bardziej trafne jest tutaj zapomniane znaczenie słowa "nawiedzenie", odnoszące się do "wizyty" - Antiochię odwiedzają bowiem i postaci kierujące się dobrem, i te mające złe zamiary, a co najważniejsze, odwiedza ją niezwykła osoba Brandona Nicholsa. Jego pojawienie się jest też szansą na skonfrontowanie ewentualnych wątpliwości niektórych mieszkańców z intensywnością religijnych doznań ich sąsiadów czy członków rodziny, związanych z wydarzeniami, jakie mają (lub miały) miejsce. Wątpliwości, jakie "nawiedzają" chociażby Travisa Jordana, nie muszą w końcu okazać się bezzasadne. W co rozwinie się ten szalony pęd Antiochii za religią, warto jednak sprawdzić samemu.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ karykaturalny obraz "otoczki" chrześcijańskiego kultu
+ rewelacyjny język
+ oryginalny, wymowny wydźwięk
+ czerpanie z ambitnych motywów literackich

Minusy:

- nudne dygresje i retrospekcje

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -