Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:30 DNI NOCY: MROCZNE DNI

30 DAYS OF NIGHT: DARK DAYS

30 DNI NOCY: MROCZNE DNI

ocena:7
Autor:Steve Niles Ben Templesmith
Tłumaczenie:Orkanaugorze nazwisko
Wydanie oryginalne:2003
Wydanie polskie:2004
Wydawnictwo:Mandragora
Ilość stron:144
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

W „30 Days of Night” Niles i Templesmith pokazali horror taki, o jakim marzy wielu miłośników gatunku – konfrontację człowieka z potworami w miejscu, w którym istota ludzka zdana jest tylko na siebie. Ich monstra to wampiry, ale nie takie do których przyzwyczaili nas literaccy wyrobnicy pokroju Anne Rice czy Stephenie Meyer. Są budzącymi grozę bestiami, drapieżnikami lubującymi się w polowaniu. Ale celem Nilesa i Templesmitha nie było utopienie świata w morzu krwi. Przeciwstawiając krwiopijcom ludzi w przejmujący sposób ukazali nie tylko ich strach przed izolacją, ciemnością i oprawcą czającym się za plecami, ale także bezinteresowność i gotowość do poświęceń. Taka historia aż domagała się kontynuacji. Rok po premierze „30 Days of Night” w ręce fanów komiksu trafiła publikacja „Dark Days”.

16 miesięcy po masakrze w Barrow Stella Olemaun, żona szeryfa, przy wsparciu kilkorga przyjaciół stara się opowiedzieć wszystkim, co stało się w miasteczku na Alasce. W Los Angeles promuje książkę swojego autorstwa zatytułowaną „30 Days of Night”. Jej drugim celem jest sprowokowanie wampirów do ujawienia się. Bohaterka bowiem pragnie zemścić się za śmierć swojego męża. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, jaką moc i władzę dzierżą wampiry. Kiedy z Norwegii do Miasta Aniołów przybywa najstarszy z żyjących krwiopijców, członkowie antywampirzej krucjaty bardzo boleśnie przekonują się, co znaczy przeistoczyć się z myśliwych w ofiary.

Konstruując świat przedstawiony w kontynuacji „30 Days of Night” Niles dokonał fundamentalnej zmiany – porzucił Barrow, przestrzeń zamkniętą, wyizolowaną, położną z dala od jakichkolwiek większych skupisk ludzkich, na rzecz Los Angeles, metropolii, której fundamentalnymi cechami są ruch i metamorfoza. W miejskiej dżungli bohaterka musi znaleźć ludzi, którzy uwierzą w jej opowieść o masakrze na Alasce. Jak nietrudno się domyślić, jej starania skazane są na porażkę. Duże miasto to idealne miejsce do tego, aby zgubić się, zniknąć w tłumie. Tysiące ludzi prowadzi nocny tryb życia, a im kto dziwniejszy, tym paradoksalnie lepiej mu zaszyć się w tłumie podobnych do niego cudaków. Dlaczego więc miałby kogokolwiek dziwić spacerujący nocną porą blady jegomość? Decydując się na zmianę miejsca akcji, Niles odarł swoją opowieść z tego, co często horrorowi nadawało pazura i czyniło go niezwykle sugestywnym – wręcz namacalnego strachu, jaki czują bohaterowie znajdujący się w matni. Co zaoferował w zamian?

W „30 Days of Night” to mąż Stelli, Eben, grał pierwsze skrzypce. Ona pełniła funkcję figury kochającej i wspierającej go w każdej sytuacji żony. W „Dark Days” to już persona o złożonej osobowości – nienawidzi i pragnie zemsty, ale typowym mścicielem nie jest, bo zdarza się jej załamywać i tracić motywację do walki. Kocha męża. Aby ocalić jego dobre imię gotowa jest zrobić wszystko. Ku zgrozie jej towarzyszy sprzymierza się z wampirem i razem z nim staje w szranki z innymi krwiopijcami. W „Dark Days” Niles postanowił zmienić także wizerunek wampirów. W „30 Days of Night” to były żądne krwi bestie, którym zabijanie sprawiało ogrom dzikiej radości. W kontynuacji, oprócz polujących na ludzi monstrów, znajdziemy także takiego, który człowieku potrafi dostrzec coś więcej niż tylko zwierzynę łowną. Złagodzenie wizerunku? Niekoniecznie, raczej poszukiwanie konceptu fabularnego, który posłużyłby jako zwrot akcji, a jednoczenie dałby początek nowemu wątkowi.

Nie zmieniała się za to szata graficzna komiksu. Ben Templesmith po raz kolejny stworzył świat, od którego nie można oderwać oczu. I podobnie jak „30 Days of Night” odbiorem grafik rządzi paradoks – rysunki Templesmitha są brzydkie, jakby niedokończone, z ledwie wyrysowanymi konturami. Nie ma w nich detalu decydującego o wiernym odwzorowaniu świata, są za to ogromne emocje i ich gamą – od miłości, po strach, lęk, samotność i cierpienie – do swojej wizji rzeczywistości chce nas przekonać Templesmith. Owa niedbałość to oczywiście pozór. Jego styl idealnie eksponuje świat przedstawiony autorstwa Nilesa. Los Angeles „Dark Days” to nie cukierkowe Hollywood kojarzące się z blichtrem i celebryckim sposobem życia. To brzydkie miejsce pełne nieciekawie wyglądających indywiduów. Nocami między ludźmi, niczym rekiny pośród raf, krążą wampiry. Nie wiadomo kto i kiedy zostanie wchłonięty przez plamę mroku. Nic więc dziwnego, iż miejski moloch z kart komiksu bardziej przypomina apokalipsę Beksińskiego niż Miasto Aniołów z amerykańskich filmów.

Nie da się ukryć, iż „Dark Days” nie ma takiej siły oddziaływania niż wcześniejsze „30 Days of Night”. Tamten komiks dzięki prostocie, adaptacji najlepszych konceptów fabularnych znanych z kina grozy oraz rewelacyjnej oprawie graficznej Templesmitha chwytał za gardło pierwszymi grafikami i nie puszczał do ostatnich. „Dark Days” może się podobać, choćby ze względu na bezpardonowość, jaką cechuje się konflikt między ludźmi i wampirami. Interesujący są także wampirzy bohaterowie, jakże inni od krwiopijców pokazywanych we współczesnych horrorach. Wreszcie ciekawi zakończenie, które tak prawdę jest wstępem do ostatniej części „30 Days of Night” zatytułowanej „Return to Barrow”.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ interesująca opowieść
+ Los Angeles jakże inne od tego, które pokazywane jest w amerykańskim kinie
+ postacie wampirów
+ okrucieństw walki między ludźmi a wampirami
+ oprawa graficzna Bena Templesmitha

Minusy:

- komiks nie ma takiego kopa jak „30 Days of Night”

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -