Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CÓŻ ZA WSPANIAŁY DZIEŃ NA EGZORCYZM. AMER. KINO GROZY PRZEŁOMU LAT 60. I 70.

CÓŻ ZA WSPANIAŁY DZIEŃ NA EGZORCYZM

CÓŻ ZA WSPANIAŁY DZIEŃ NA EGZORCYZM. AMER. KINO GROZY PRZEŁOMU LAT 60. I 70.

ocena:7
Autor:Kamil Kościelski
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2014
Wydawnictwo:Wydawnictwo Yohei
Ilość stron:136
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Horror jest jednym z najdoskonalszych barometrów społecznych nastrojów. Dla rozwoju filmowej grozy charakterystyczne jest, iż gatunek uaktywniał się w sposób szczególny w czasach społecznych niepokojów, powszechnego zamętu, utraty wiary w obowiązujące normy, reguły i wartości. Wybitne dzieła niemieckich ekspresjonistów powstały wszak w niespokojnym, burzliwym okresie Republiki Weimarskiej (1918-1933). Podobnie rzecz się miała w przypadku klasycznych horrorów z lat 30. z wytwórni Uinversalu, odzwierciedlających niepokoje wielkiego kryzysu (1929-1933), popularne w latach 50. horrory science fiction o inwazji z kosmosu korespondowały z kolei z zimnnowojennymi nastrojami i obawą Amerykanów przed sowiecką inwazją. Czasem społecznego zamętu był również przełom lat 60. i 70., którego atmosfera znalazła wyraz w licznych filmach grozy z tego okresu. Bo to właśnie wtedy Ameryka straciła niewinność, zaś kino grozy zyskało grono filmów przełomowych dla rozwoju gatunku. I o tym właśnie okresie możemy poczytać w książce Kamila Kościelskiego, „Cóż za wspaniały dzień na egzorcyzm. Amerykańskie kino grozy lat 60 i 70.”

Cóż takiego zdarzyło się w USA pod koniec lat 60 i w pierwszej połowie lat 70? Najgólniej rzecz ujmując doszło do serii wydarzeń natury politycznej, społecznej i kulturowej, które wstrząsnęły Stanami Zjednoczonymi i raz na zawsze odmieniły życie Amerykanów. Seria ta rozpoczęła się od zabójstwa prezydent John F. Kennedy w 1963. W następnych latach doszło do kolejnych zamachów na czołowych polityków: Roberta Kennedy`ego oraz czarnoskórych przywódców, Martina Luthera Kinga i Malcolma X. Śmierć tych ostatnich doprowadziła do radykalizacji Afroamerykanów (Czarne Pantery) i do zagonienia konfliktu na tle rasowym. Przedłużająca się, coraz bardziej krwawa wojna w Wietnamie, stała się jedną z najistotniejszych przyczyn zamieszek lewicującej młodzieży uniwersyteckiej w wielu miastach amerykańskich. Jednocześnie za sprawą ruchów hipisowskich, pacyfistycznych i feministycznych doszło do zmian kulturowych i obyczajowych, do weryfikacji dotychczasowych wartości. Serię dramatycznych wydarzeń, które ukazały słabość amerykańskiej demokracji, zakończyła afera Watergate z pierwszych lat 70.

Nastrój zagubienia, niepewności, zagrożenia znalazł odzwierciedlenie w amerykańskim kinie grozy z przełomu lat 60 i 70. Bowiem zgodnie z teorią psychoanalityczną monstra, wampiry, czy też psychopatyczni mordercy i zombie zapełniające horrory stanowią materializację zbiorowej podświadomości, do której zrzuca się wszelkie lęki i niepokoje tłumione przez kulturę a związane z gwałtownymi zmianami rzeczywistości społeczno-kulturowej (w tym przypadku zmian, których doświadczyli Amerykanie na przełomie dekady lat 60. i 70.). Filmy George A. Romero, Tobe Hoopera, Wesa Cravena i Johna Carpentera na głębszym poziomie opowiadały o utracie zaufania obywateli do państwowych instytucji, o rasizmie, krytykowały konsumpcjonizm oraz tradycyjne wartości uosabiane przez amerykańską rodzinę. I właśnie analizie z perspektyw zmian społecznych i kulturowych, które miały miejsce na przełomie lat 60 i 70 Kościelski poświęca najwięcej uwagi w drugiej części swego opracowania.

Część drugą poprzedza część pierwsza, swoisty prolog, poświęcony zagadnieniom teoretycznym: problematyce gatunku oraz kwestiom związanym z definicją horroru filmowego. Już te pierwsze strony wyraźnie wskazują, iż „Cóż za wspaniały dzień na egzorcyzm...” nie będzie kolejną publikacją napisaną przez fana, który dzieli się swą pasją z czytelnikami, a pozycją stworzoną przez osobę, dysponującą odpowiednią fachową wiedzą i aparatem naukowym. Pierwsza część, wsparta pracami Ricka Altamana, Petera Hutchingsa oraz Ricka Worlanda, jest interesującą próbą spojrzenia na gatunek horroru jako na dynamiczny proces, odznaczający się płynnością i nieustanną ewolucją. Zgodnie z przyjętą perspektywą gatunkowej płynności Kościelski, choć podejmuje się zadania zdefiniowania horroru filmowego, to jednak nie zamyka gatunku grozy w określonej definicji. Wskazuje jednak na te elementy horroru, które leżą u jego podstaw, by lepiej zrozumieć przesunięcie gatunkowych granic, które miało miejsce w amerykańskim kinie grozy przełomu lat 60. i 70.

Nic zatem dziwnego, że drugą część dedykowana poszczególnym horrorem z tego okresu zaczyna się od analizy doniosłości „Psychozy” Alfreda Hitchcocka, pierwszego artystycznie udanego obrazu, w którym źródło zła nie było, jak choćby w klasycznych horrorach, umiejscowione poza człowiekiem, w zagrażających ludziom potworach, ale właśnie w człowieku, który okazywał się jednym i najgroźniejszym monstrum. „Psychoza” okazała się także pierwszym filmem, który wprowadzał innowacyjną strukturę narracyjną i „grał” z oczekiwaniami widzów (bohaterka filmu ginie w połowie filmu, zabójcą był sympatyczny, nieśmiały młodzieniec itp). W dalszej części wywodu Kościelski przechodzi do analizy, mniej lub bardziej rozbudowanej, najważniejszych przedstawicieli kina grozy z przełomu dekad lat 60. i 70. Odczytując te obrazy przez pryzmat społeczno-kulturowy, przygląda się wnikliwie „Nocy żywych trupów”, „Martinowi”, „Świtowi żywych trupów” (filmy Georeg A. Romero), a także orazom takim, jak „Wzgórza mają oczy” Wesa Cravena, „Teksańska masakra piłą mechaniczną” Tobe Hoopera, „Carrie” Briana de Palmy czy też „Halloween” Johna Carpentera. Warto zauważyć, że analizy Kościelskiego i interpretacje, którymi dzieli się z czytelnikami są fachowe, ujmowane w szerokim kontekście, doskonale trafiające w sedno. Na dodatek styl autora jest płynny, zrozumiały, pisany z dużą kulturą językową, co rzecz jasna jest wartością dodaną do prezentującej wysoki poziom warstwy merytorycznej.

Trzecia część „Cóż za wspaniały dzień na egzorcyzm...” poświęcona jest w całości analitycznym uwagom dotyczącym jednego filmu, „Egzorcysty” Williama Friedkin. Profesor K. Kozłowski zachwyca się tę analizą, określając ją mianem „mistrzowskiej” i jakkolwiek pozostać by wstrzemięźliwym w ocenie uwag Kościelskiego o „Egzorcyście”, pozostaje faktem bezspornym, iż otrzymujemy imponującą drobiazgowością, wnikliwością, śmiałością interpretacji próbę nieszablonowego odczytania jednego z największych osiągnięć światowego kina grozy. Szczególnie cenne są uwagi Kościelskiego traktujące obraz Friedkina w sposób dalece bardziej dogłębny niż standardowe interpretowanie go przez pryzmat konfliktu dobra i zła. Autor przytacza wiele własnych spostrzeżeń, a także informacji zaczerpniętych z wywiadów z reżyserem i od innych egzegetów dzieła Friedkina, iż opętanie Regan MacNail nie jest dosłownym przedstawieniem przypadku opętania przez demona, lecz wieloznaczną metaforą. Z całą pewnością jego analiza arcydzieła Friedkina zaskoczy całkiem nową perspektywą interpretacyjną niejednego fana „Egzorcysty”.

„Cóż za wspaniały dzień na egzorcyzm...” nie jest jednak książką doskonałą, choć niewiele jej do tego miana brakuje. Trudno nie zauważyć, iż nieco ponad 120 stron tekstu i format 16-kartkowego zeszytu, jak na poruszaną tematykę, to stanowczo za mało. Kościelski tak objętościowo skromną książeczką może tylko rozbudzić, ale nie zaspokoić apetytu czytelnika. Co więcej, w moim odczuciu, nie jest w stanie w pełni zgłębić tematu, nawet jeśli pochwali się autora za jego erudycję, styl i bogatą bibliografię. Lata 60. i 70. były okresem nie tylko burzliwych przemian politycznych, społecznych, kulturowych i obyczajowych obejmujących swym zasięgiem praktycznie cały świat, lecz również przełomowym okresem dla dziejów kina grozy. Kościelski kompletnie pomija tę szeroką perspektywą: nie dowiemy się ani dlaczego były to dwie niezwykle istotne dla rozwoju gatunku dekady ani nawet, że w ogóle takie były. To, co otrzymujemy to tylko wycinek większej całości. A przecież „Noc żywych trupów” to dzieło przełomowe dla nurtu zombie movies, podobnie jak „Ostatni dom po lewej” dla odmiany filmów r&r czy „Teksańska maskara piłą mechaniczną” dla horror surivalu.

Kolejny zarzut związany jest ze strukturą publikacji. Czytając książkę Kościelskiego nie można pozbyć się wrażenia, iż 3/4 jej treści powstało jako dopełnienie analizy „Egzorcysty”. To wrażenie wynika z różnicy przyjętej perspektywy: analizę filmów Romero, Cravena czy Hoopera Kościelski dokonuje przez pryzmat zjawisk społeczno-kulturowych, które ujawniły się w czasie przełomu lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem „Egzorcyście” przegląda się pod kątem uniwersalnym, wykorzystując psychoanalizę, kontekst religijny czy mitologiczny do interpretacji dzieła Friedkina. Wrażenie „doczepienia” dwóch pierwszych części książki do analizy „Egzorcysty” pogłębia brak wyraźnego powiązania pomiędzy poszczególnymi segmentami całego opracowania. Właściwie nieobecność, której z trzech cześci książki nie miałaby większego wpływu na treść pozostałych. Jeszcze bardziej rażący jest brak obszerniejszego podsumowania, które pozwoliłoby spojrzeć na amerykańskie kino grozy z omawianego okresu pod kątem znaczenia i roli, jakie odegrało ono w kontekście całego gatunku filmowego horroru. I wreszcie wspomnieć wypada o jeszcze jednym elemencie budzącym zastrzeżenia. O ile nie czepiałbym się sięgania po odległe od przełomu lat 60. i 70. tytuły dla udowodnienia jakiejś cząstkowej tezy, o tyle rozbudowane analizy filmów takich, jak „Halloween”, „Oczy Laury Mars”, „Świt żywych trupów” czy „Carrie”, pochodzących z 1978 r. pozostają w wyraźnej sprzeczności z podtytułem książki, tj „amerykańskim kinem grozy przełomu lat 60. i 70”.

Mimo tych krytycznych uwag, uważam „Cóż za wspaniały dzień na egzorcyzm...” za kolejną niezwykle interesującą i wartościową książkę w ofercie wydawnictwa Yohei, które rozsądnie stawia nie na ilość, ale na jakość. Publikacja Kościelskiego, choć ma swoje mankamenty, jest pozycją bez wątpienia pożyteczną, świetnie napisaną, skłaniającą do rewizji wielu obiegowych opinii na temat filmów, które weszły na stałe do kanonu filmowej grozy.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ bodaj pierwsza na polskim rynku książka poświęcona najciekawszemu okresowi w dziejach amerykańskiego kina grozy
+ erudycja, wszechstronność, wnikliwość analiz autora
+ umiejętne połączenia akademickiego wywodu ze zrozumiałym, płynnym stylem autora
+ wiele zaskakujących, odważnych tez dotyczących filmów powszechnie znanych
miłośnikom horroru
+ analiza „Egzorcysty”

Minusy:

- stanowczo zbyt mała objętość jak na poruszaną tematykę
- pominięcie niektórych, istotnych czynników w rozwoju amerykańskiego kina grozy
- brak podsumowania
- struktura książki mogła mieć bardziej spójny charakter

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -