Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KUKUŁCZE JAJA Z MIDWICH

MIDWICH CUCKOOS, THE

KUKUŁCZE JAJA Z MIDWICH

ocena:5
Autor:John Wyndham
Tłumaczenie:Remigiusz Markoni
Wydanie oryginalne:1957
Wydanie polskie:1994
Wydawnictwo:Andor
Ilość stron:160
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Zdarzało mi się słyszeć opinię, iż o klasyce literatury, podobnie jak o zmarłych, powinno się mówić dobrze albo wcale. Co do prozy, pogląd ów zbyt mądry nie jest, bo tak naprawdę odbiera szansę na jakąkolwiek dyskusję o zawartej w tekście opowieści. Nie zawsze musi być ona rzeczywiście tak mądra i atrakcyjna, jak to się powszechnie utarło, bywa też tak, iż z czasem powieść starzeje się – tematy i refleksje przestają być aktualne, zaś narracja irytuje anachronicznością. Tak w moim przekonaniu stało się z książką Johna Wyndhama „Kukułcze jaja z Midwich”. Nie przetrwała ona próby czasu, mimo że na przestrzeni kilkudziesięciu lat trzy razy inspirowała twórców filmowych (w 1960 Wolfa Rilla, 1964 Antona Leadera, 1995 samego Johna Carpentera).

Pewnego dnia wszyscy mieszkańcy sennej brytyjskiej mieściny zapadają w sen. Po kilkunastu godzinach budzą się zdezorientowani. Zaraz potem dowiadują się, iż ktokolwiek próbował dostać się do Midwich natychmiast tracił przytomność. Kilka tygodni później okazuje się, iż większość kobiet w mieście jest w ciąży. Po dziewięciu miesiącach na świat przychodzi kilkadziesięcioro… identycznie wyglądających dzieci. Co gorsza, z czasem mieszkańcy prowincjonalnego miasteczka przekonują się, iż są zakładnikami jasnowłosych dzieciaków. Te bowiem obdarzone zostały mocami, które pozwalają całkowicie ubezwłasnowolnić drugiego człowieka.

Może i w latach pięćdziesiątych, w czasach, kiedy ludzie pamiętali piekło wojny, a także bali się groźby wybuchu kolejnej, już atomowej, powieść „Kukułcze jaja z Midwich” wrażenie na czytelnikach robiła. Dlaczego dzisiaj historia Wyndhama nie wywołuje takich emocji, jak przed laty? Przecież niektóre jej wątki, przede wszystkim te dotyczące działalności na styku nauki i wojska, dzisiaj są jeszcze bardziej aktualne niż kilkadziesiąt lat temu. Mnie sama forma, w jaką „wtłoczono” opowieść nie przypadła do gustu. Wyndham stosując narrację pierwszoosobową postanowił opowiedzieć całą historię z perspektywy jednego z mieszkańców Midwich. Ten rodzaj narracji wybiera się przede wszystkim po to, by przykuć uwagę czytelnika subiektywnym, rozemocjonowanym spojrzeniem na daną sytuację. U Wyndhama ledwie wyczuwa się osobiste zaangażowanie bohatera w opowieść. Nie ma w niej pasji ani jednoznacznego pragnienia sięgnięcia po prawdę. Równie miałcy jak historia wydają się pozostali bohaterowie. Funkcjonują oni na zasadzie figurek, które po wykonaniu zadania znikają z pola widzenia czytelnika. Świat przedstawiony w „Kukułczych jajach z Midwich” bardzo podobny jest do tego, jaki wykreował w wielu swoich powieściach Stephen King. Mamy bowiem położone z dala od wielkich metropolii senne miasteczko, którego mieszkańcy muszą stawić czoło czemuś nadnaturalnemu, co wymyka się racjonalnemu opisowi. W „Sklepiku z marzeniami”, „Miasteczku Salem”, czy „Pod kopułą” najciekawsza była pełna niuansów i postaci z krwi i kości panorama prowincjuszy oraz moment zetknięcia się bohaterów z tajemnicą nierzadko podszytą grozą. W powieści Wyndhama umiarkowanie interesująco opisany został ów drugi element. Pojawienie się dzieci z niezwykłymi, bo wywołującymi strach mocami wywraca na nice dotychczasowe życie mieszkańców Midwich. W zachowaniu ludzi spokojnych, opanowanych i żyjących ze sobą we względnej zgodzie zaczynają dominować wrogość skłonności ku konfrontacji.

Wydaje mi się jednak, że Wyndhamowi nie tyle zależało na psychologicznym czy socjologicznym prawdopodobieństwie, co na uchwyceniu nastroju lęku wywołanego przez zimnowojenny wyścig zbrojeń. Oczywiście najłatwiejszym tropem interpretacyjnym tłumaczącym pojawienie się czytających w myślach dzieci, będzie ingerencja cywilizacji pozaziemskiej. Wtedy książka „Kukułcze jaja z Midwich” byłaby kolejną pozycją o eksperymentach dokonywanych przez zaawansowanych technologicznie kosmitów na ludziach. Dlaczego jednak mieliby to być przybysze z kosmosu? A może Wyndhamowi – żołnierzowi mającemu w pamięci czasy II wojny światowej – zależało na przestrodze przed kolejny podejściem do stworzenia rasy panów. Skojarzenie jasnookich i blondwłosych dzieci z aryjskimi wzorcami narzuca się samo. Powieść może być także echem zimnowojennej psychozy. Nawet Amerykanie dysponujący rozbudowaną siatką szpiegowską nie wiedzieli, nad jakimi typami broni pracują wrogiego zza żelaznej kurtyny. Istoty, z którymi mierzyć się muszą mieszkańcy angielskiej prowincji mogą być nie tylko elementem taktyki dezorganizującej wraże społeczeństwo, ale też pretekstem do zmasowanych działań propagandowych. Proszę sobie wyobrazić nagłówki gazet w krajach demokracji ludowej (i nie tylko) – „Imperialistyczny reżim każe zabijać dzieci!”. Nie możemy także zapomnieć o maluchach jako stworzeniach, które od nas, dorosłych, przejmują wzorce moralne i etyczne. Zygmunt Freud kiedyś napisał: „Dzieci nie są zwyczajnie złośliwe, one są złe.” To zło jednak one przejmują od tych, którzy od pierwszych dni życia je kształtują. Dzieci są więc zwierciadłem, w którym jak na dłoni widać to, jakie społeczeństwo tworzą dorośli. Horrorów, które w kilku lub kilkunastolatkach widziały esencję zła, przejętego rzecz jasna ze świata dużo starszych od nich ludzi, postało mnóstwo – „Ils”, „Eden Lake”, „Who Can Kill a Child?” czy „Children of the Corn”.

Gdyby nie trochę archaiczna forma, „Kukułcze jaja z Midwich” czytałoby się z niemałym zainteresowaniem. Wieloznaczność najważniejsze konceptu fabularnego – pojawienie się dzieci obdarzonych nadludzkimi mocami – oraz zaskakujące, może nawet szokujące, zakończenie czynią powieść Wyndhama intrygującą, zwłaszcza wtedy, gdy jej treść ujmie się w kontekst historyczny. Czy warto sięgnąć po tę lekturę? Na pewno spodoba się tym, którzy zaczytując się literackich ramotkach szukają w nich interesujących śladów czasu, który już nie wróci. Im również może się spodobać to, iż Wyndham ufa inteligencji oraz wyobraźni czytelnika i nie czyni każdego wątku jednoznacznym i zamkniętym. Nieprzyzwyczajonych do takiej prozy historia zawarta w książce „Kukułcze jaja z Midwich” może zirytować archaiczną frazą, łagodnością i brakiem wyjaśnień co do natury osobliwość, z którą obcować musieli mieszkańcy angielskiego miasteczka.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ szybko się czyta
+ uczynienie czarnymi charakterami dzieci
+ zaskakujące zakończenie
+ pozostawienie niektórych wątków otwartymi, by czytelnik wypełnij je swoją interpretacją

Minusy:

- nieciekawy styl
- miałcy bohaterowie
- niewykorzystanie potencjału narracji pierwszoosobowej
- brak szczegółów i niuansów w opisach „terroryzowanego” miasteczka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -