Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:POKŁOSIE. ANTOLOGIA OPOWIADAŃ W HOŁDZIE STEPHENOWI KINGOWI

POKŁOSIE. ANTOLOGIA OPOWIADAŃ W HOŁDZIE STEPHENOWI KINGOWI

POKŁOSIE. ANTOLOGIA OPOWIADAŃ W HOŁDZIE STEPHENOWI KINGOWI

ocena:7
Autor: Antologia
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2015
Wydawnictwo:Gmork
Ilość stron:358
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Jeden z najsłynniejszych w historii twórców wkraczających swymi pomysłami w rozległy obszar grozy, Stephen King, doczekał się - niepierwszego zresztą - hołdu na papierze. Piątka polskich autorów przyczyniła się do powstania interesującej antologii o sugestywnym tytule "Pokłosie", będącej nie tylko nawiązaniem do twórczości pisarza z Maine, ale również pokłonem w stronę pracy, jaką włożył on w wydrążenie kamienistych szlaków gatunku dla kolejnych pokoleń. Odważę się stwierdzić, że to już dwa pokolenia pisarzy miały przyjemność przeżywać kolejne premiery dzieł Mistrza, warto zatem pokłonić się nad tym swoistym podsumowaniem jego kariery.

Pierwsze słowo (po wstępie Stefana Dardy) stawia Marek Zychla krótkim "Chyba", stanowiącym historię kobiety uzależnionej od zakupów, odkrywającej, że jej interpretacja rzeczywistości znacząco odbiega od stanu faktycznego. Tekst gdzieś do połowy szalenie wciąga, fascynuje swobodnym kreowaniem tak naprawdę dość popularnej historii, aby później zacząć nieco męczyć potężną dawką ciężkostrawnych przemyśleń i aforyzmów rozluźniających potencjalnie świetną akcję. Przewidywalne zakończenie okazuje się zwyczajnie nieapetyczne i nieporywające.

Również ostatnie opowiadanie, Fhabhtanna" wyszło spod pióra tegoż autora. W jego przypadku jednak jako główny zarzut wskazałbym zbyt złożoną wizję alternatywnych światów, których fragmentami naszpikowane są kolejne linijki. Autor wskazuje na jakieś inspiracje wierzeniami Celtów, dodaje swoje postaci i miejsca, wykorzystuje zmyśloną nomenklaturę, nie zdradzając jednak najistotniejszych szczegółów stworzonej przez siebie "mitologii". Spora dawka luźnych dialogów kłoci się z fantastyczną wzniosłością fabuły, a powstała w wyniku tej mieszaniny groteska również bardziej pozbawia energii niż jeży włoski na rękach.

Kolejny współautor tomiku, Kacper Kotulak, postanawia uwspółcześnić jeden z najlepiej kojarzonych motywów z szerokiej twórczości Kinga, przenosząc makabryczną postać klauna w polskie, bliższe dzisiejszym czasom realia. "To nie TO!" już samym tytułem przekomarza się z czytelnikiem, z jednej strony podkreślając, skąd pochodzi inspiracja autora i rozwinięcie której z historii Mistrza ona stanowi, z drugiej naciskając na odseparowanie obu dzieł od siebie i nie doszukiwanie się bezpośrednich zestawień. Styl jest kompletnie odmienny, miejsce akcji również, postać lokalnego "straszydła" zrodzonego z ludzkich obaw i uprzedzeń również inaczej nacechowana. Czego sam King w życiu by się nie dopuścił, jest występujące tutaj miękkie przejście między kolejnymi wydarzeniami, posiłkujące się dość tanim środkiem, jakim są nieszczęsne wielokropki. Liczne wtrącenia w guście "Tego wieczora miało spotkać go jednak większe nieszczęście..." czy "Ale to nie miała być jego ostatnia ofiara..." nie tylko nastawiają czytelnika na to, co wydarzy się niedługo, odbierając fabule sporo tajemniczości i wprowadzając tani suspens, ale również tworzą banalne zjazdy do kolejnych akapitów czy rozdziałów.

Więcej zdrowej tajemniczości wprowadza natomiast Juliusz Wojciechowicz, którego "Świniak" pachnie piaskiem podwórek, na których bawiliśmy się jako dzieci, skwierczy skórą paloną słońcem i spływa potem ciał zmęczonych rowerowymi wyścigami. W pewnym sensie opowiadanie to przypomina "Głos nocy" Deana Koontza, sprzedając podobny klimat niesłychanej brutalności drzemiącej w wątłych ciałach dzieciaków, z drugiej skupia się na klanach i grupkach kumpli niczym we wspomnianym "To". Gdyby zastanowić się przez kolejną chwilę, "Świniak" można by określić mianem pastiszu na motywy znane z "Christine", ale o potwierdzenie tego faktu zaapeluję do kolejnych czytelników. Jest tutaj najwięcej stylu mistrza z Bangor, no, może poza polskimi nazwami odbierającymi nieco "amerykańskości" tej historii.

Centralnym punktem "Pokłosia" jest chyba najlepsze z opowiadań, czyli "Status quo" Pauliny Król. Rozumiałbym je jako kontrast do tak ubóstwianego przez kinematografię motywu Dnia Świstaka - tutaj bowiem bohaterowie budzą się codziennie w odmiennej rzeczywistości, w kompletnie innych rolach, u boku różnych ludzi. Przeżywanie różnych wersji swojego życia zmusza ich do rozważań na temat słuszności podejmowanych decyzji i siły uczuć, jakimi darzyli swoich najbliższych. "Status quo", czyli trwanie w pewnym stanie nieskażonym żadnymi zmianami, okazuje się subtelną grą słowną. A słowem pani Król włada wybitnie dobrze, nie przesadza z aforyzmami, nie stara się być przesadnie luźna i zabawna. Historia ta promieniuje przyjemnym chłodem i zadumą, z czego sam Stephen King słynie. W autorce drzemie naprawdę spory talent, warto wyczekiwać, co się z niego jeszcze zrodzi.

Jarosław Turowski opisuje siebie jako miłośnika serii "Mrocznej Wieży", wplata zatem jej motywy w swój "Cierniowy Dwór", a przynajmniej tak podejrzewam z punktu widzenia osoby, która jeszcze się do tej serii Kinga nie dobrała. Szkoda jednak, że nieznajomość tej materii uniemożliwia pełne zrozumienie historii dziewczynki, która wyrusza w podróż do tytułowego Dworu, aby spotkać się tam z ucieleśnieniem miejskich legend i mrocznych podań. Opisy dłużą się i niepokoją przesadną szczegółowością, a właściwe napięcie skondensowane jest do jedynie kilku stron treści.

Jeszcze mniej napięcia znajdziemy w drugim tekście Kacpra Kotulaka o wywołującym przyjemne skojarzenia tytule "Death metal". Jego bohater, miłośnik tego gatunku muzyki, dociera do wspaniałej, ręcznie wykonanej gitary, a od momentu jej pojawienia się w jego życiu zaczynają dziać się niespodziewane, tragiczne rzeczy. Jednak nie o napięcie w tym opowiadaniu chodzi, a o przykład obłędu i zatracenia w świecie rządzonym niezrozumiałymi i nierównymi prawami, w którym przeciętny człowiek stanowi pustą, bezbronna marionetkę losu. Takie podejście do grozy jak najbardziej pasuje do konwencji nawiązania do pomysłów Kinga.

Antologii tej nie czyta się z zapartym tchem, nie zajmie ona czytelnika na większą część nocy. Ale pozwala z przyjemnym uśmiechem odkrywać mniej lub bardziej zakamuflowane odwołania do literatury amerykańskiego Mistrza (nie tylko grozy!) i delektować się ciekawymi koncepcjami rozpracowywania wątłej ludzkiej psychiki. Gdyby "Pokłosie" podsunąć pod nos samemu Stephenowi Kingowi, zapewne nie odwróciłby się z niesmakiem, ale również odnalazł w nim fragmenty fascynujące i na najwyższym literackim poziomie. No chyba że poddałby się pod ciężarem wzniosłych przemyśleń bohaterów lub przeciwnie - ich momentami przesadnie swobodnych postaw. Na pewno jednak byłby zadowolony z faktu, iż stworzył podwaliny pod kilka kolejnych dzieł wartych poznania.
Patronat medialny: Horror Online
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ różnorodne style i konwencje
+ mniejsze lub większe nawiązania do twórczości samego Kinga

Minusy:

- niedopracowany język niektórych opowiadań
- przegadane fragmenty

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -