Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:UMARLI MAJĄ GŁOS.  PRAWDZIWE HISTORIE

UMARLI MAJĄ GŁOS. PRAWDZIWE HISTORIE

UMARLI MAJĄ GŁOS. PRAWDZIWE HISTORIE

ocena:6
Autor:Marek Krajewski Jerzy Kawecki
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2015
Wydawnictwo:Znak
Ilość stron:299
Autor recenzji:Krzysztof Gonerski
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Niczym jak w najlepszym thrillerze autorzy książki „Umarli mają głos”, Marek Krajewski i Jerzy Kawecki zaczynają swą publikację od „trzęsienia ziemi”: najbardziej makabrycznej z dwunastu historii opisanych w tej niezwykłej antologii prawdziwych zbrodni popełnionych w Polsce w ciągu ostatnich trzydziestu lat. „Cmentarna bestia” – taki tytuł nosi pierwsza z opisanych spraw nigdy nie ujętego nekrofila i nekrofaga grasującego po wrocławskich cmentarzach, by na kolejnych stronach z mniejszym lub większym powodzeniem intensyfikować napięcie, grozę i makabrę. Wspólnym mianownikiem dla spraw przedstawianych przez autorski tandem jest udział w wykryciu ich sprawcy - często znaczący i decydujący - specjalizującego się w medycynie sądowej dr Jerzego Kaweckiego. Osoba biegłego, jak przyznaje sam Krajewski we wstępie, jest najważniejszym ogniwem długiego procesu, którego finalnym produktem jest oddana w ręce czytelnika książka „Umarli mają głos”.

Krajewski, jak każdy szanujący się twórca kryminałów, dbać musi o techniczny aspekt swych powieści związany z materią, z którą zwykli śmiertelnicy – na całe szczęście – nie mają do czynienia. Zakres tej materii określają wszelkie zagadnienia związane ze zbrodnią, jak też z metodami jej wykrywania i ujmowania sprawców. W związku z tym od czasu do czasu wręcz skazany jest, zwłaszcza jeśli zależy mu na realizmie i rzetelności opisywanych przez niego zagadnień kryminalnych, na konsultacje z profesjonalistami na co dzień zajmującymi się tropieniem i ściganiem przestępców. Tym sposobem Krajewski zapoznał dr Kaweckiego, który nie szczędząc fachowych uwag z zakresu medycyny sądowej udzielanych przy okazji kolejnych powieści autora kryminałów, z czasem stał się bliskim przyjacielem pisarza. Ta przyjaźń zaowocowała ostatecznie pomysłem na „Umarli mają głos”. Początkowo była to dość luźna idea opisania w fabularyzowanej postaci spraw, z którymi wrocławski biegły spotkał się podczas swej bogatej zawodowej kariery, by z czasem przekształcić się w konkretny projekt: książkę, w której jej autorzy postanowili oddać głos zmarłym.

O czym zatem snują swe opowieści zmarli? Właściwie każda z dwunastu historii zamieszczonych w książce to często tyleż szokujące, co zaskakujące by nie napisać kuriozalne opisy nie znającej granic wynaturzonej pomysłowości sprawców, jak też błyskotliwego umysłu dr Kaweckiego i jego niezwykłej rzetelności w badaniu ciał nieboszczyków. Z jednej strony bezwzględni przestępcy nie cofający się przed niczym: samokastracją i kazirodczym gwałtem (‘Knur”), wypatroszeniem ciała niewiernej kochanki („Dziura w sercu”), samookaleczeniem w postaci trzydziestu ran kłutych na całym ciele („Rytuał”), brutalnym gwałtem z pomocą pięści wepchniętej w pochwę ofiary („Zmowa milczenia”); z drugiej zaś starszy pan tnący zwłoki ofiar, wyjmujący mózgi a kiedy trzeba przesiewający cuchnącą płynną zawartość durszlakiem zbierającą się w gnijącym ciele zmarłego – wszystko to w poszukiwaniu najmniejszych śladów, umożliwiających schwytanie sprawcy. „Umarli mają głos” to zatem z jednej strony ponury wgląd w mroki ludzkiej duszy, w mroczne instynkty i żądze; w ludzką nienawiść, chciwość i szaleństwo – przerażający autoportret człowieka jako istoty skłonnej do czynienia z niepokojącą łatwością zła. Ale książka Krajewskiego i Kaweckiego to także hołd złożony żmudnej i niewdzięcznej pracy tego drugiego a w domyśle głęboki ukłon w stronę tych wszystkich, którzy z dala od medialnego szumu w zaciszy swych sterylnych laboratoriów prowadzą nieustanną i nie zawsze należycie docenianą wojnę ze złem tego świata. Choć zatem rzeczywistym bohaterem tej książki jest zbrodnia w najróżniejszych postaciach, to drugim głównym bohaterem jest dr Kawecki, niczym Dante oprowadzający Krajewskiego, a wraz z nim także czytelników, po kręgach piekła.

A jednak ta, co paradoks wobec treści, przyjemnie napisana książka, zdobywająca odbiorcę przede wszystkim grozą uchwyconego życia w swym najpotworniejszym wymiarze pozostawia niedosyt. Skoro największym atutem „Umarli mają głos” jest autentyzm, dlaczego nie pozwolić mu przemówić z całą swą brutalną mocą? Fabularyzacja dokonana przez Krajewskiego, choć uzasadniona względami popularyzatorskim, w wielu miejscach osłabia wymowę szokującej prawdy o naturze człowieka. Krajewski czasem za bardzo pragnie ubarwić opisywane wydarzenia, zbyt na sile chce wywrzeć określony efekt na czytelniku, a przecież wystarczyłoby pozwolić przemówić samym faktom. Z tym zarzutem wiąże się inny, równie poważny. Czytając poszczególne rozdziały „Umarli mają glos” poświecone kolejnym mniej lub bardziej niezwykłym przestępstwom, niezmiennie towarzyszyło mi uczucie rozczarowania wynikające z ich skrótowości. Krajewski po szybkim przybliżeniu ofiary i ich sprawcy, oddaje pole dr Kaweckiemu, który dzięki przeprowadzonym przez siebie sekcjom lub innym badaniom (np. z zakresu mechanoskopii) ustala decydujący dla śledztwa fakt i w tym momencie zazwyczaj relacja z danej sprawy kończy się, czasem jedynie zostaje puentowana kilkoma zdaniami o wyroku, na który sprawca został skazany. Nie dowiem się rzecz jasna, kto lub co wymusiło tę niepotrzebną a wręcz szkodliwą dla odbioru całości skrótowość w relacjonowaniu kolejnych zbrodni, ale tym samym – i piszę to z ubolewaniem – historie opowiedziane a następnie spisane przez Krajewskiego upodobniły się do tych, które możemy przeczytać w licznych magazynach kryminalnych w rodzaju „Detektywa” czy „Śledczego”. A ambicje autorów, mam wrażenie, sięgały ponadto ten poziom.

Nie uważam też za dobry pomysł, aby kosztem pogłębienia spraw związanych ze zbrodnią: jej przebiegiem a następnie śledztwem, poświęcać aż tyle uwagi prywatnemu życiu dr Kaweckiego. Bez przesady, ale to jakiej muzyki słucha biegły czy jaki rodzaj kawy lubi pić wydaje mi się bez porównania mniej interesujące niż przebieg procesu wykrywczego czy np. motywacja sprawcy. Nie chciałbym odbierać zasług ani uznania dr Kaweckiemu, ale jeśli Krajewski poświęca mu aż tyle miejsca, to z pożytkiem dla czytelnika byłoby, gdy więcej uwagi autor bestsellerowych kryminałów skupił na naukowych metodach, którymi w ustalaniu faktów kieruje się w swej pracy wrocławski medyk. Zawartość merytoryczna, mimo pewnych prób zahaczenia o tę tematykę, przedstawia się niestety mizernie, a tę mizerność można dostrzec szczególnie jaskrawie, gdy porówna się ją z warstwą treściową książki „Trupia farma” Billa Bassa czy nawet z anegdotyczną w zamierzeniu publikacją Dany Kolleman, „Nie bierz do ust ręki umarlaka”. Najwyraźniej w przypadku „Umarli mają głos” pomyślanej jako pozycja popularno-naukowa ten pierwszy człon, być może pod naciskiem wydawnictwa, zdominował zawartość publikacji.

To przypuszczenie potwierdza także „horrorowy” aspekt książki. Mimo iż, autorzy opisują sprawy, które z powodzeniem mogłyby się znaleźć w repertuarze kina z gatunku gore, to Krajewski tak dba o nerwy i żołądki czytelnika, by nie urazić tego najwrażliwszego z nich. Fani grozy, mogą się jedynie nakręcać myślą, że ten horror wydarzył się w realnym świecie. I to w moim odczuciu, powtórzę to jeszcze raz, największa wartość tej książki. Szkoda, że nie udało się znaleźć bardziej adekwatnych ram dla ponurej i brzydkiej prawdy o naturze człowieka w tej pożytecznej i interesującej, ale nie do końca wyzyskującej swój potencjał publikacji.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ fabularyzowane relacje z rzeczywistych zbrodni popełnionych we współczesnej Polsce
+ autentyzm opisywanych zbrodni
+ różnorodność zbrodni, zbrodniarzy i ich motywacji
+ przerażający autoportret człowieka jako istoty skłonnej do czynienia zła
+ pomysłowość sprawców i dociekliwość dr Kaweckiego w tropieniu śladów umożliwiających wykrycie i pojmanie sprawców
+ bywa makabrycznie
+ sprawnie napisana, czyta się szybko

Minusy:

- czasem nadmierna fabularyzacja osłabia wymowę autentyzmu
- nadmierna dbałość o żołądki czytelników (choć to subiektywne odczucie)
- nadmierna skrótowość relacji z poszczególnych spraw
- zbyt wiele o prywatnym życiu dr Kaweckiego kosztem obszerniejszych opisów zbrodni, sprawców i ofiar
- jak na pozycję popularną- naukową zbyt widoczna dominacja członu „popularny” kosztem warstwy merytorycznej

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -