Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:ZOÉ

ZOÉ

ZOÉ

ocena:7
Autor:Christophe Chabouté
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:1999
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Vents d'Ouest
Ilość stron:136
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Dzięki wydawnictwu Egmont na polskie półki księgarskie trafiły trzy komiksy Christophe’a Chabouté, cenionego w Europie alzackiego grafika i scenarzystę – „Samotnik”, „Czyściec” i „Henri Désiré Landru”. Historie w pierwszych dwóch pozycjach Francuz zbudował na kontraście, bowiem w graficzny i słowny minimalizm posłużył mu do wyrażenia pewnych filozoficznych („Samotnik”) i socjologicznych („Czyściec”), a więc niełatwych w nazwaniu i przekazaniu treści. Trzeci komiks to autorska wersja historii seryjnego mordercy żyjącego na początku XX wieku. Za narracją charakterystyczną dla kryminału kryją się rozważania dotyczące metamorfozy jaka zachodzi w człowieku po zetknięciu się z piekłem wojny. Ale po gatunkowe instrumentarium Chabouté sięgał jeszcze przed powstaniem wyżej wymienionych komiksów. Akcję „Zoe” Francuz osadził w maleńkiej, położonej z dala od cywilizacji osadzie, której mieszkańcy skrywają przed światem wyjątkowo mroczną i paskudną przeszłość.

Zoe to młoda dziewczyna, która po wyjściu z więzienia postanawia uciec przed pokusami wielkomiejskiego świata na głęboką prowincję, w zacisze domku odziedziczonego po zmarłej niedawno babce. Początkowo nic nie zakłóca jest spokoju – miejscowi z nieufnością spoglądają na obcego, jedynie upośledzony syn sołtysa postanawia dowiedzieć się, kto zamieszkał w opuszczonym domu. I to dzięki tej znajomości Zoe odkrywa, iż w Le Goule dzieje się coś niedobrego. Chłopak bowiem kolekcjonuje zwierzęce czaszki. Wśród nich bohaterka znajduje także ludzkie.

Sztuka operująca obrazem zachwyca wtedy, gdy twórcy przez niedopowiedzenia i dwuznaczności zostawią odbiorcy tyle interpretacyjnej wolności, aby mógł on „doopowiedzieć” sobie historię za pomocą własnej wyobraźni. Dzięki temu taka opowieść żyje w nim dłużej od tej pokazanej w sposób dosadny, ale i dosłowny, niedający adresatowi szansy na „zaangażowanie się” w jej świat przedstawiony. Chabouté w „Zoe” postanowił zawierzyć wyobraźni czytelników i dzięki temu, w moim przekonaniu, odniósł artystyczny sukces. Już pierwsze kadry – czarno-białe, ascetyczne, w których postacie porozumiewają się ze sobą, a tym samym z nami, za pomocą min i gestów – zmuszają do nieustannego pytania „dlaczego”. Kiedy akcja się rozwija i nabiera tempa, Francuz za pomocą obrazu i słów daje mam dokładnie tyle informacji, ile potrzebuje nasza imaginacja, by odpowiedzieć na zadane wyżej pytanie. Nie znaczy to, że komiksowe uniwersum w „Zoe” zbudowane zostało za pomocą kilku kresek i plam. Wszystkie miejsca, w których rozgrywa się akcja rozrysowane zostały z pieczołowitością - Chabouté nie zapomniał ani o realizmie (staranny dobór planów w rozrysowaniu przestrzeni miejskiej oraz prowincji), ani budowaniu klimatu rodem z opowiadań Edgara Allana Poe (kruki, czarny kot, czaszki, dom na uboczu, szczątki znalezione w stosie). Podobnie jest z postaciami. Niby daleko im do fotograficznej autentyczności, ale ich cartoonowy, umowny charakter jest silnie zindywidualizowany, przez co każda wydaje się wyjątkowa i niepowtarzalna.

„Zoe” jest pewnego rodzaju moralitetem, który w głównej bohaterce uosabia każdego z nas. Tak jak dziewczyna, i my popełniamy błędy, ale co ważne każdy powinien mieć szansę na zrozumienie, naprawienie ich, a także odpokutowanie za nie. Chabouté w swoim komiksie zabiera także głos na temat asymilacji – włączając się w życie pewnej społeczności, ile powinniśmy poświęcić ze swoich przyzwyczajeń i jak się dostosować, by nas zaakceptowano, ale żeby jednocześnie ciągle być sobą. Zoe jest inna, ma krótkie włosy, nie nosi się jak kobieta, pragnie żyć na uboczu. Ale z drugiej strony nie unika autochtonów, rozmawia z nimi, uczestniczy w ważnych dla nich obrzędach. Zaprzyjaźnia się z niepełnosprawnym intelektualnie chłopcem, chce pomagać zniedołężniałej staruszce. Kiedy odkrywa skrywaną przez mieszkańców tajemnicę, nie godzi się na to, by za cenę życia aktywnie lub biernie tkwić w spisku. Więzienie ją bowiem nauczyło, iż zbrodnia może być surowo ukarana.

Trudno komiks Christophe’a Chabouté uznać za arcydzieło historii graficznych. Ani na polu formy, ani treści nie odkrywa niczego nowego. Ale chyba nie o to chodziło Francuzowi, by za wszelką cenę silić się na oryginalność. Zawarta w „Zoe” opowieść zabrała nas w świat francuskiej prowincji, który tylko na pozór emanuje surowym pięknem. Chabouté niepokoi nas, ale nie demonicznymi hordami, a raczej zaraża lękiem kogoś, kto znalazł się śmiertelnej pułapce. Wreszcie wykorzystuje gadżety i symbolikę od zawsze funkcjonujące w horrorze, ale czyniąc je elementami współczesnego świata, dodaje im nowych treści. „Zoe” to ciekawy i wart przeczytania komiks.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ czarno-białe kadry
+ świetnie rozrysowane, a przez to intrygujące miejsce akcji
+ ciekawe postacie
+ niesamowity klimat rodem z twórczości Edgara Allana Poe
+ wiara autora w wyobraźnię czytelnika
+ kameralność

Minusy:

- ani w treści, ani w formie nie wnosi z sobą nic nowego

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -