Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SZKARŁATNY BLASK

SZKARŁATNY BLASK

SZKARŁATNY BLASK

ocena:5
Autor:Łukasz Henel
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2013
Wydawnictwo:Zysk i S-ka
Ilość stron:309
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Wyobraźcie sobie, że ktoś wam opowiada historię o ubranym w zielony kubraczek chłopcu, które „uzbrojony” w koszyk pełen wiktuałów wyrusza dziarsko złożyć wizytę dziadkowi. Zbaczając z traktu w leśne ostępy, spotyka niedźwiedzia, któremu udaje się zdobyć od chłopca informacje, dokąd ten podąża. Historia jakby podobna do pewnej bardzo znanej baśni, nieprawdaż? Niby wszystko zmienione, a jednak opowieść jest kalką tej autorstwa Charles'a Perraulta. Wrażenie obcowania z czymś, z czym powielekroć spotkałem się w kinie i literaturze miałem podczas lektury „Szkarłatnego blasku” Łukasza Henela.

Łukasz Stańczuk, zagubiony w twardej rynkowej rzeczywistości absolwent socjologii, dziedziczy położną pośród międzyrzeckich lasów chatę. Zaintrygowany, zwłaszcza tym, że zakupem działki i budynku mogą być zainteresowani Niemcy, postanawia rzucić pracę i sprawdzić, co też zapisała mu rzadko odwiedzana ciotka. Bohater szybko orientuje się, iż lasy, pośród których zbudowano dom, skrywają straszną tajemnicę. Tezę tę potwierdzają nie tylko przedmioty znalezione w chacie, ale także ludzie – dziwaczne, a nade wszystko groźne indywidua - którzy zaczynają odwiedzać przybysza. Co najgorsze, nocami z leśnych ostępów w pobliże domu przedostają się coraz straszniejsze i bardziej natarczywe monstra.

Nic, z czym czytelnik zetknie się w powieściowym świecie Henela, nie będzie dla niego, fana literackiego horroru, nowością. „Szkarłatny blask” to historia na wskroś wtórna, jakby wręcz przekopiowana z książek Mastertona czy Herberta. Nawet sposób konstruowania fabuły przypomina schematy wypracowane przez autora „Tengu”. Bohater, taki trochę everyman, rzucony zostaje, jak się później okaże wcale nie przez przypadek, w miejsce przesiąknięte złem. Najpierw styka się z jego emanacją, by później przestraszony, ale i zafascynowany niesamowitością, zacząć badać jego historią. Tu mamy ukłon w stronę Lovecrafta, bo nasz bohater przejrzeć musi zarówno stare manuskrypty, jak i gromadzone w bibliotekach publikacje całkiem współczesne. Wreszcie oświecony wiedzą, odkrywa, iż niepokojące go demony to manifestacje „kontrolowane”, nasyłane przez funkcjonariuszy mającej gigantyczne wpływy organizacji, która stara się chronić źródło mocy zlokalizowane... nieopodal odziedziczonej przez bohatera chaty. Jedynym novum w tym wszystkim jest miejsce akcji, niewątpliwa atrakcja na skalę europejską, ciągle skrywający wiele tajemnic Międzyrzecki Rejon Umocniony.

To nie jest do końca tak, iż „Szkarłatny blask” to bełkotliwa pulpa, pozbawiona jakichkolwiek wartości artystycznych. Jako horror bowiem, tekst, który zaniepokoić ma nas zderzeniem młodego Polaka z demoniczną niesamowitością, sprawdza się dosyć dobrze. Henelowi najlepiej wyszły te partie, w których bohater w pojedynkę, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji, zmierzyć się musi nie tylko z czarcim pomiotem, ale przede wszystkim z własnym strachem. Tu i mamy umiejętne dawkowanie napięcia, i oddziałujące na wyobraźnię opisy, i wreszcie panowanie nad dynamiką sytuacji. Na przeciwległym biegunie wartości umieścić należy kreacje bohaterów oraz zachodzące między nimi interakcje. Henel posługuje się bardzo przezroczystym językiem, pozbawionym jakichkolwiek stylizacji. Stąd i postacie, z Łukaszem Stańczukiem i jego dziewczyną Martą na czele, czasami irytują jednowymiarowością, charakterologiczną nijakością oraz skromną paletą reakcji na jakiekolwiek bodźce zewnętrzne. Szeleszczący papierem bohaterowie nie przydają się ani do prób wpływania na nasze emocje (choćby przez zsubiektywizowany opis reakcji na coś wyjątkowo przerażającego czy ekscytującego), ani do budowania przykuwających uwagę, a tym samym pełnym niuansów i dwuznaczności relacji między postaciami.

Szkoda także, że autor złu, które przecież w jego powieści odgrywa kluczowe znaczenie, nie nadał ciekawego czy intrygującego wymiaru. Mamy elementy satanizmu i okultyzmu, różnego rodzaju demoniczne manifestacje, pociągającą za sznurki super tajną organizację, wreszcie człowieka opętanego ideą nieograniczonej władzy. Mamy także dwa artefakty – jednym z nich jest kryształ, źródło mocy o sile pozwalającej przywołać z piekieł naprawdę potężną istotę, drugim zaś kulka, skupiająca pozytywną energię. Czy któryś z wyżej wymienionych elementów świata przedstawionego może zaskoczyć czytelnika, dla którego lektura „Szkarłatnego blasku” nie jest pierwszym zetknięciem się z literackim horrorem?

Powieść Henela i od strony formalnej, i koncepcyjnej to bardzo przeciętne czytadło. Ma swoje lepsze jak i gorsze partie, które jednak nie wpływają na jej ostateczną ocenę. Fanom wychowanym na prozie Mastertona „Szkarłatny blask” może się spodobać, tym jednak, którzy od literatury oczekują choćby w szczególe wyjście poza schemat i banał, lekturę ostatniej powieści Łukasza Henela odradzam.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ ciekawy początek
+ miejsce akcji
+ pomysł, by głównym bohaterem uczynić młodego, niczym szczególnym niewyróżniającego się człowieka
+ momentami czuć grozę i napięcie

Minusy:

- ze wszystkimi elementami fabularnej układanki już wielokrotnie sie zetknęliśmy
- trochę banalna portret zła
- nijacy bohaterowie
- niby poprawny, ale pozbawiony stylizacyjnych szlifów język

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -