Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:11 GRZECHÓW GŁÓWNYCH

11 grzechów głównych

11 GRZECHÓW GŁÓWNYCH

ocena:7
Autor:Tomasz Siwiec Tomasz Czarny
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:0
Wydanie polskie:2015
Wydawnictwo:Horror Masakra
Ilość stron:84
Autor recenzji:Shadock
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Co się stanie, gdy dwóch najbardziej ekstremalnych i nieobliczalnych pisarzy horroru w Polsce połączy swe siły by dać czytelnikom jedenaście nowych, świeżych, nigdzie nie publikowanych opowiadań?” (Cytat z okładki, pisownia oryginalna).

Gdyby ktoś miał wątpliwości, odpowiedź na to pytanie również została zamieszczona i informuje nas o tym, że otrzymamy zbiór opowiadań, który nie pozwoli zasnąć, a nawet głębiej odetchnąć. Reklama dźwignią handlu, ale gdy za rzecz bierze się Tomasz Siwiec i Tomasz Czarny, jedno jest pewne. Będzie kontrowersyjnie.

Tomasz Czarny to samozwańczy król gore, w rzeczywistości specjalizujący się w horrorze ekstremalnym, jego wielki i zasłużony propagator w naszym kraju, ojciec cyklu antologii „Gorefikacje”, słynący z bulwersujących opinii i ciętego języka. Tomasz Siwiec z kolei to ekstremista totalny, siła napędowa podziemnego horroru, twórca „Horror Masakry”, „Trupiego Jadu” i serii zeszyty grozy, w której wydaje najmocniejsze polskie twory literackie, a przy tym człowiek o wielkim sercu, założyciel akcji „Horror w walce z chorobą”, gdzie dochód ze sprzedaży przekazywany jest na pomoc chorym dzieciom. Obaj zawsze niestrudzeni, obaj przesiąknięci gatunkiem do szpiku przegniłych zapewne kości, pieczołowicie budują swoją siłę i wizerunek. Obaj robią to przy tym w odmienny sposób, co przekłada się na oryginalność w tekstach. Nie ukrywajmy, zalewanie makabrą też ma swoje granice, trzeba to robić w sposób umiejętny, a przede wszystkim, nie nudzić.

Powiedzieć, że śledzę ich twórczość, to mało powiedziane, jestem ich fanem, obu znam i lubię, przychodzą jednak momenty, gdy sentymenty trzeba odłożyć na bok i zmierzyć się z wizytówką autorów, ich najnowszym dzieckiem. I tu pojawia się przewrotna myśl – nie wiem, czy rzeczywiście można mówić o połączeniu sił. Nieodparcie miałem wrażenie, że mamy tu z pojedynkiem wagi ciężkiej – kto bardziej zaszokuje, obrzydzi i zniesmaczy. Dlatego w ten sposób pozwoliłem sobie ocenić ten zbiorek, nie rozbijając przy tym na atomy króciutkich w końcu opowiadań, pozostawiając czytelnikom przyjemność odkrywania ich samemu. W końcu chłopaki świetnie się bawili to pisząc, takoż i ja się asekuracyjnie zabawię. Nim jednak zawodnicy staną do walki, dwa słowa o wydaniu. Horror Masakra Siwca przyzwyczaiła nas do zeszytowych, estetycznych i skromnych publikacji, tym razem mamy do czynienia z gustowną okładką na kredowym papierze, całość profesjonalnie sklejona – aż przyjemnie trzymać to w rękach. Szkoda, że całkowicie poległa korekta i redakcja (jeżeli w ogóle jakaś wystąpiła, bowiem zatrzęsienie wszelkiego rodzaju błędów przysporzyło mi kilka dodatkowych siwych włosów, choć – co bardzo istotne – nie odebrało przyjemności z lektury).

Runda pierwsza:
„Skóra” Siwca v.s. „Kokon” Czarnego. Pierwszy serwuje wstrząsającą opowieść o okrutnym, psychopatycznym ojcu i matce, która jest gotowa zrobić wszystko dla swojej córki. Powiem krótko, to jeden z najdłuższych i najlepszych tekstów w zbiorku. Zaskakujące jak wiele tematów mimowolnie porusza (alkoholizm, przemoc w rodzinie, działalność charytatywna), a jednocześnie jak dobrze całość została poprowadzona. Są odpowiednie zwroty akcji, jest ohydne gore, ale jest i głębszy sens za tym wszystkim, że o momentach prawdziwie chwytających za serce nie wspomnę. Całość ma w zasadzie potencjał na powieść, ale i w tej formie sprawdza się znakomicie. Ledwie półstronicowy „Kokon” nie ma najmniejszych szans w tym starciu. Króciutka ekspresja kończy się, nim naprawdę się zacznie. Problem w tym, że i ekspresja musi mieć wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Tu mamy tylko to pierwsze. Wynik 1:0

Runda druga:
„Jelito” Siwca v.s. „Bóstwo mniejsze”. Tym razem obaj autorzy postawili na totalną ekstremę w klimatach porno-horroru. Siwiec stworzył absolutnie obrzydliwy i odrażający tekst o parze, która perwersję i sadomasochizm przeprowadziła poza granice pojmowania. I choć całość wydaje się absurdalna, nie jest pozbawiona prawdopodobieństwa (pamiętając, że za normalność należałoby tutaj uznać wówczas „Nekromantika”). Trudno powiedzieć, żeby tekst mnie się podobał, ale zdecydowanie mną wstrząsnął. Obietnica z okładki spełniona. Jak przy tym wypada drugi tekst Czarnego? Tu mamy nimfomankę, która nie mogąc odnaleźć spełnienia w ramionach zapracowanego męża, wraz z koleżankami regularnie poddaje się wyuzdanym praktykom z demonem. Oczywiście, przyjdzie jej za to zapłacić. Zaskoczeń nie ma żadnych, opisy są szczątkowe i nie wybijają się ponad przeciętność, całość przypomina raczej wprawkę, niż tekst właściwy. 2:0

Runda 3
„By, przetrwać” (!) Siwca v.s. „Zjadacze lotosu” Czarnego. Panowie postanowili zmierzyć się z tematem zombie. A przy okazji okłamać czytelnika, wszak na okładce obiecywali, że teksty będą „świeże”, tymczasem otrzymujemy dwa utwory odrzucone z antologii „Zombiefilia”. Siwiec, pomijając, że zrobił błąd już w tytule, spróbował uczynić z żywych trupów istoty, którym czytelnik mógłby współczuć. Niestety, uczynił to w sposób zupełnie nieprzekonujący, zaprzeczający samej idei zombie (co samo w sobie nie jest złe...), kompletnie rozkładając strukturę tekstu. Wyszedł z tego szkic, w którym zabrakło niemal wszystkiego poza niedopracowanym pomysłem wyjściowym. Czarny natomiast sprytnie nawiązał do „Ruin” Scotta B. Smitha i napisał znakomity tekst, w którym wszystkie elementy znalazły się we właściwym miejscu tworząc oryginalną, bardzo dobrą opowiastkę tytułowych zjadaczach. Oto świetny przykład, co autor potrafi uczynić, gdy zamiast samego pomysłu spróbuje napisać dopracowany horror. Co istotne, wcale nie ekstremalny, w zasadzie najdelikatniejszy w zbiorku. A przy tym jeden z najlepszych. Punkt dla Czarnego. Bardzo mocny punkt. 2:1

Runda 4
„Pasek” Siwca v.s. „Chęć życia” Czarnego. Nie ma co ukrywać. Jeśli do walki staje opowieść o tragedii w patologicznej rodzinie gdzieś na odludziu przeciwko niewyżytej seksualnie wampirzycy przymierzającej się do tortur, a ja jestem recenzentem, wynik może być tylko jeden. Nie lubię wampirów. Poza tym „Pasek” ujmuje ponurym nastrojem, nutą wrażliwości i choć nie zaskakuje, pozostawia pozytywne wrażenie. „Chęć życia” wygląda mi na odrzucony tekst z antologii „Wampiry” i nie ratuje go nawet finałowa wolta, również wpisana w konwencję B-klasowości i miłośników twórczości Jesusa Franco. Tylko filmy Włocha ratowała bezprzykładna nagość. Pojedynek nierówny, ale znów punkt dla Siwca. 3:1

Runda 5
„Burek” Siwca v.s. „Zniewolenie” Czarnego. Oto krótka impresja o zemście za złe traktowanie zwierząt kontra B-klasowy wyrywek historii o psychopacie dręczonym przez wytwory umysłu (ale czy na pewno?). Tu o wyniku decyduje subiektywizm i teoria literatury. Empatia sprawia, że odnajduję się w tekście Siwca, stając po stronie zwierzęcia. Utwór Czarnego, chociaż dobrze napisany i poprowadzony znów zgubił dwa ważne elementy – wstęp i rozwinięcie. Szkoda, bo finał historii jest dobry. Impresja impresją, obrazek obrazkiem, ale nawet krótka forma winna posiadać te elementy. 4:1

Runda 6
„Cipkoroślina” Siwca. Nie ma rywala. Tomasz Siwiec zaczął i kończy, okazując się zwycięzcą tego spotkania towarzyskiego. Kończy brawurowo, bo już sam tytuł (bardziej w stylu Karola Mitki) mówi jasno – będzie dziwacznie i zabawnie. A przy tym znów autor skręci w finale w stronę bardziej refleksyjną. 5:1

„11 grzechów głównych” to twór specyficzny, skierowany do bardzo wąskiego grona odbiorców. Nie ma jednak wątpliwości, że to rzecz warta polecenia, głównie ze względu na teksty Siwca. Czarnego reklamować nie trzeba, szkoda, że tylko w jednym z tekstów pokazał na co naprawdę go stać, i to wcale nie w ekstremie, bo gore jakoś mu umknęło. Może to jest pomysł na nową drogę? Dla miłośników polskiego horroru obowiązkowa lektura.

P.s. Skoro jest o grzechach i to głównych, nie mogę się powstrzymać. Mamy wynik starcia 5:1. Razem 6. Jest sześć grzechów. Dorzućmy mój siódmy – niech będzie pycha. I już jest jak w filmie Davida Finchera. A i ocena się zgadza.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ spora dawka makabry

+ opowiadania "Skóra" i "Zjadacze lotosu"
+ nowa jakość wydania w Horror Masakrze
+ spora różnorodność pomysłów

Minusy:

- kompletny brak korekty i redakcji
- część tekstów sprawia wrażenie niedopracowanych
- wbrew obietnicom, tylko kilka tekstów jest naprawdę ekstremalnych

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -