Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:SZEPTY

WHISPERS

SZEPTY

ocena:9
Autor:Dean R. Koontz
Tłumaczenie:Katarzyna Karłowska
Wydanie oryginalne:1980
Wydanie polskie:1994
Wydawnictwo:Amber
Ilość stron:464
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:9
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Pierwsza powieść Deana Koontza zatytułowana „Star Quest” ukazała się w Stanach Zjednoczonych w 1968 roku. I choć w latach 70-tych XX wieku jego kolejne utwory ukazywały się nader często przełom w karierze nastąpił dopiero na początku lat 80-tych, kiedy jego „Szepty” trafiły na listę bestsellerów The New York Timesa. Od tego momentu powieści Deana Koontza były „częstymi bywalcami” tego rodzaju list, ale to właśnie „Szepty” nadały rozpędu jego pisarskiej karierze, właśnie ta powieść sprawiła, że twórczość Koontza przestała tkwić w niszy i przebiła się do głównego nurtu. Wkrótce w wielu kręgach rozkwitła opinia, że Dean Koontz jest głównym konkurentem Stephena Kinga w nieformalnym wyścigu po miano króla współczesnej literatury grozy, gdyż jego kariera rozwijała się niemalże równie prężnie, co sukcesy jego kolegi po piórze. Kilka utworów Deana Koontza zostało przeniesionych na ekran i podobny los spotkał osławione „Szepty” w 1990 roku, ale jak to zazwyczaj bywa z adaptacjami jego dzieł film Douglasa Jacksona nie cieszył się takim zainteresowaniem opinii publicznej, jak literacki pierwowzór.

Mieszkająca w Los Angeles, scenarzystka Hilary Thomas, po wielu zawodowych sukcesach dostaje szansę ziszczenia kolejnego swojego marzenia polegającego na reżyserowaniu filmu. Dobre wieści w typowy dla siebie sposób przyjmuje bez nadmiernego entuzjazmu, z fatalistycznym przekonaniem ukształtowanym przez trudne dzieciństwo u boku rodziców-alkoholików, że to zbyt piękne, aby wkrótce nie wynikły jakieś komplikacje. I rzeczywiście, tego samego wieczora, w którym Hilary otrzymuje dobre wieści zostaje napadnięta we własny domu przez rosłego mężczyznę, próbującego ją zgwałcić i zabić. Kobiecie udaje się przepłoszyć intruza i zawiadomić policję, ale po poinformowaniu ich, że napastnikiem był znany jej, szanowany właściciel winnicy z St. Helena, Bruno Frye, detektyw z wydziału zabójstw, Frank Howard udowadnia, że mężczyzna w tym czasie przebywał we własnym domu, z dala od Los Angeles. Jego partner, Tony Clemenza jest skłonny zaufać zeznaniom ofiary, ale brakuje mocnych przesłanek, żeby zapewnić Hilary całodobową ochronę. Kiedy mężczyzna nachodzi ją ponownie kobiecie udaje się zadać mu śmiertelne w skutkach rany i dopiero oględziny jego ciała przekonują przedstawicieli organów ścigania, że Hilary mówiła prawdę, że napastnikiem był Bruno Frye. Po jego pogrzebie scenarzystka zostaje ponownie napadnięta przez tego samego człowieka. Wówczas łączy ją już bliska relacja z Tonym Clemenzą, który postanawia wspomóc Hilary w poszukiwaniu jakiegoś wyjaśnienia rzekomego zmartwychwstania Frye’a.

Pierwszą część „Szeptów” Dean Koontz zbudował na kilku płaszczyznach fabularnych, z perspektywy kilku czołowych bohaterów, nierzadko odbiegając od głównego wątku głównie za sprawą śledztwa prowadzonego przez detektywów z wydziału zabójstw, Tony’ego Clemenzę i Franka Howarda, śladami gwałciciela, który złamał zasady zwolnienia warunkowego, ukrywając się gdzieś w Los Angeles. Perypetie tego duetu, których osobowości zbudowano na zasadzie przeciwieństw, aż do mocnej finalizacji ich dochodzenia silnie intrygują nie tyle bezeceństwami, do jakich zdolny jest ścigany przez nich przestępca, ile wzajemnymi burzliwymi relacjami. „Szepty” nie wpisują się w poczet B-klasowych utworów Deana Koontza, reprezentując staranną, rozbudowaną część jego bibliografii, w której szczególną wagę przykłada do portretów psychologicznych swoich postaci. Sylwetki Tony’ego Clemenzy, niespełnionego malarza, towarzyskiego, wygadanego lowelasa i mrukliwego Franka Howarda, uprzedzonego do kobiet przez spisek, z udziałem jednej z nich, którego niegdyś padł ofiarą, to tylko przedsmak psychologicznych atrakcji, jakie Koontz ochoczo serwuje czytelnikom na kartach tej powieści. Równie intrygująco jawi się dogłębny obraz scenarzystki Hilary Thomas, z którą bez trudu mogłam się utożsamić, głównie przez wyznawaną przez nią filozofię, będącą odbiciem mojego własnego postrzegania świata. Traumatyczne dzieciństwo ugruntowało w niej przekonanie, że jest skazana na cierpienie i ciągłe zdrady ze strony osób, na których szczególnie jej zależy. Dlatego też pomimo zawodowego sukcesu stroni od towarzystwa, znajdując przyjemność w samotności i starając mentalnie przygotować się na kolejne nieszczęścia, których prawdopodobieństwa ani przez chwilę nie kwestionuje. W pewnym momencie wyznaje swojemu agentowi, że wierzy w Prawo Murphy’ego głoszące, że jeśli coś może pójść źle to z pewnością pójdzie, dlatego też usiłuje nie ekscytować się wielkimi sukcesami, jakie wbrew wszystkiemu udało jej się osiągnąć w show biznesie. Fatalistyczne poglądy Hilary wkrótce znajdują uzasadnienie w jej sferze prywatnej, gdyż brutalny atak, którego pada ofiarą staje się początkiem niewyobrażalnego koszmaru, być może z udziałem jakichś sił nadprzyrodzonych. Dean Koontz znajduje upodobanie w łączeniu stylistyki horroru i thrillera, co niejednokrotnie udowadniał w swoich powieściach, ale jeśli idzie o tę trudną sztukę w „Szeptach” wzbił się na prawdziwe wyżyny, dezorientując mnie jak jeszcze nigdy. Napad dyktowany pragnieniem gwałtu i morderstwa w wykonaniu Bruna Frye’a, tak tematyką, jak i narracją wpasowuje się w stylistykę dreszczowca, każąc przypuszczać, że w dalszej kolejności fabuła skoncentruje się na podejmowaniu kolejnych prób skrzywdzenia Hilary Thomas. I tak jest, ale Koontz nie byłby sobą, gdyby poprzestał na stereotypowej monotematyczności, całkowicie pozbawionej tajemniczych powiewów nadnaturalności. Bowiem tuż po śmierci Bruna Frye’a przez kilka stronic „przygląda się” dalszym losom jego ciała w pewnym momencie wspominając nawet „Miasteczko Salem” Stephena Kinga, tak jakby sugerował wampiryczną naturę tej postaci. A kiedy w końcu psychopata powraca zza grobu rzeczywiście można skłonić się w tę stronę. Na co, poza zdającym się nie znajdować racjonalnego wyjaśnienia zmartwychwstaniem Bruna, wskazuje choćby szeroko opisywana mentalność niebezpiecznego maniaka.

Portret Bruna Frye’a w wykonaniu Deana Koontza jest jednym z najlepszych obrazów chorych psychicznie seryjnych morderców, z jakimi dotychczas spotkałam się w literaturze grozy. Może nie dorównuje Normanowi Batesowi, Patrickowi Batemanowi, czy Hannibalowi Lecterowi, ale z całą pewnością dalece im nie ustępuje. Obsesją Bruna Frye’a jest poszukiwanie w jego mniemaniu kolejnych wcieleń jego matki, Katarzyny, która za życia wyrządziła mu jakąś wielką krzywdę. Mężczyzna jest przekonany, że po swojej śmierci zaczęła zawłaszczać ciała innych kobiet, dybiąc na jego życie, dlatego też ilekroć na swojej drodze spotka jakąś przedstawicielkę płci pięknej, w której dojrzy choćby znikome podobieństwo do swojej rodzicielki pozbawia ją życia. Uprzednio gwałcąc, gdyż wychodzi z przekonania, że jest potomkiem Szatana, co zdradza wygląd jego penisa. Jest więc zmuszony unikać stosunków seksualnych z kobietami, które w jego pojęciu nie są kolejnym wcieleniem Katarzyny. Z ciałami zawłaszczonymi przez duszę jego matki może współżyć, gdyż jego rodzicielce była znana prawdziwa natura Bruna. Krucjata Frye’a, maniakalne eliminowanie kobiet przypominających Katarzynę, polowanie na jej rzekome kolejne wcielenie w postaci Hilary Thomas z czosnkiem i kołkiem na podorędziu wskazują na ewentualne podjęcie tematyki wampiryzmu i na pierwszy rzut oka serwują czytelnikom mało odkrywczy aspekt sublimacji. Gdyby Dean Koontz rzeczywiście zdecydował się przybliżyć owe nierzadkie zjawisko przeniesienia toczące psychikę seryjnego mordercy to z całą pewnością nie uznałabym przypadku Bruna Frye’a za prawdziwy fenomen. Nawet sporadyczne rozleganie się w jego głowie tytułowych szeptów oraz okresowo dopadające go ataki paniki, podczas których miał wrażenie, że coś po nim pełza, choć diablo klimatyczne, nie czyniły jeszcze z niego nadzwyczaj innowacyjnego czarnego charakteru. Jego obraz zyskał na wartości dopiero podczas powolnego odchodzenia Koontza od zarysowanych wcześniej ścieżek interpretacyjnych, kiedy Tony i Hilary z pomocą prawnika Bruna zaczęli zgłębiać przeszłość jego rodziny. Mroczne tajemnice szanowanej, acz stroniącej od ludzi familii zaczęły stopniowo „wypływać na światło dzienne”, nie tylko całkowicie zmieniając nasze dotychczasowe nastawienie do antagonisty, nie tylko głęboko poruszając jego osobistą tragedią, ale również przyczyniając się do zarysowania prawdziwie psychotycznej jednostki, charakterem nieprzystającej do żadnego znanego mi fikcyjnego, czy prawdziwego seryjnego mordercy. Nie mogę zdradzić, na czym dokładnie zasadza się wyjątkowość Bruna Frye’a, nie mogę wyjawić, czy jego losy kształtowały jakieś nadnaturalne, diabelskie siły, bo wówczas mogłabym komuś odebrać radość ze stopniowego poznawania szczegółów tej mistrzowsko skonstruowanej osobowości. Wywołującej ambiwalentne odczucia, oryginalnej psychiki oraz naprawdę wzruszających dziejów jego rodzicielki. Zepsuto jedynie zamknięcie całej historii, które mogło robić naprawdę piorunujące wrażenie, fabuła to umożliwiała, ale Dean Koontz, niestety tak jak to często czyni w finałach swoich powieści, uderzył w wielce niepożądany ton.

Nie bez powodu w wielu kręgach uznaje się „Szepty” za jedno z najważniejszych dzieł w literackim dorobku Deana Koontza, nie bez powodu niniejsza powieść przyczyniła się do przełomu w karierze tego pisarza. Na kartach tego utworu Koontz udowodnił wszystkim niedowiarkom, że jest prawdziwym wirtuozem słowa pisanego, niezamierzającego kształtować swojej kariery na maglowaniu wyświechtanych schematów tylko odkrywać coraz to nowe, dotychczas niezbadane kierunki w literaturze grozy i eksperymentować z gatunkami, tak jakby ze wstrętem podchodził do wszelkich szufladek. Czas pokazał, że kierunek, jaki obrał w swojej twórczości porwał miliony czytelników, doceniających innowacyjne rozwiązania fabularne i przenikanie się różnych nurtów literackich, ale już „Szepty” nie pozostawiały większych wątpliwości, że jest obdarzony potężnym talentem twórczym i niezmierzonymi pokładami wyobraźni, którymi na szczęście podzielił się ze swoimi czytelnikami.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ fenomenalny, w dużym stopniu innowacyjny portret seryjnego mordercy
+ dogłębne rysy psychologiczne, jakże barwnych wszystkich czołowych postaci
+ umiejętne dezorientowanie czytelnika sygnalizowaniem różnych ścieżek interpretacyjnych
+ zachowanie wszelkich zasad budowania suspensu
+ mistrzowskie czerpanie zarówno z dobrodziejstw płynących ze stylistyki horroru, jak i thrillera
+ dojrzały styl i dbałość o szczegóły
+ taka sama rzetelność w portretowaniu wątków pobocznych, jak tematu przewodniego

Minusy:

- finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -