Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:W OKOWACH LODU

ICEBOUND

W OKOWACH LODU

ocena:5
Autor:Dean R. Koontz
Tłumaczenie:Piotr Beluch
Wydanie oryginalne:1995
Wydanie polskie:1997
Wydawnictwo:Świat Książki
Ilość stron:304
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Powieść Deana Koontza, którą w nieco innej formie po raz pierwszy opublikowano w 1976 roku, pod tytułem „Prison of Ice”. Autor napisał ją pod pseudonimem David Axton i dopiero w latach 90-tych zdecydował się na publikację pod własnym nazwiskiem. Wprowadził również kilka poprawek do pierwotnej wersji i zmienił tytuł na „Icebound”. Choć Dean Koontz znajduje przyjemność w mieszaniu gatunków, „W okowach lodu” jest czystym thrillerem. Z potencjałem, ale wydaje mi się, że nie do końca wykorzystanym, głównie przez niechęć Koontza w tym konkretnym przypadku do rozbudowania kilku wiele obiecujących wątków.

Ziemia boryka się z niedoborem wody, co szczególnie negatywnie oddziałuje na rolnictwo. Aby zapobiec światowemu kryzysowi ONZ postanawia wdrożyć w życie projekt naukowców, pozostających w związku małżeńskim Harry’ego i Rity Carpenterów. Plan zakłada wyprawę na arktyczną pokrywę lodową i za pomocą ładunków wybuchowych oderwanie jej części, którą w kolejnym etapie można by przyholować do wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Harry i Rita zabierają ze sobą kilku doświadczonych w tego rodzaju wyprawach, biegłych w różnych dziedzinach ludzi oraz wywodzącego się z szanowanego, politycznego rodu młodego Briana Dougherty’ego, który znajduje umiłowanie w niebezpiecznych przedsięwzięciach z dala od rodzinnego miasta. Kiedy badaczom udaje się w końcu rozmieścić ładunki wybuchowe na pokrywie lodowej ma miejsce potężne trzęsienie. Tsunami odrywa fragment lodu, na którym przebywają niemalże wszyscy polarnicy, i na którym znajdują się ładunki wybuchowe. Góra lodowa zaczyna dryfować oddalając się od bazy, na domiar złego za kilka godzin dojdzie do wybuchu, który najpewniej zniszczy fragment pokrywy lodowej, zabijając wszystkich, którzy się na niej znajdują. Polarnicy starają się znaleźć jakiś sposób na wydostanie się z tej pułapki zanim dojdzie do nieuchronnej eksplozji. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że wśród nich znajduje się szaleniec, który pragnie zamordować Briana Dougherty’ego.

Umiejscowienie akcji powieści na odległym, ekstremalnie mroźnym arktycznym pustkowiu niosło obietnicę prawdziwie przygniatającego klimatu wyalienowania, podsycanego klaustrofobiczną aurą pułapki bez wyjścia. Szczególnie pomocne w budowaniu suspensu było częste przypominanie czytelnikom, jak niewiele czasu zostało do detonacji, odliczanie do wybuchu ładunków wtopionych w dryfujący fragment pokrywy lodowej. I na początku powieści Koontzowi rzeczywiście udaje się w pełni wykorzystać dobrodziejstwa płynące z miejsca akcji, gdyż najwięcej uwagi poświęca białym krajobrazom, smaganym porywistymi wiatrami przenoszącymi igiełki lodu, nieprzyjemnie kłujące twarze coraz bardziej zmarzniętych polarników. Beznadziejne położenie protagonistów, borykających się z trzaskającym mrozem i błyskawicznie uszczuplającym się prowiantem potęguje nieubłagany upływ czasu, który w ich sytuacji jest kluczowy. Badacze pokrywy lodowej zdają sobie sprawę, że bezruch będzie skutkował ich śmiercią, dlatego też w pośpiechu starają się przede wszystkim wydobyć z lodu i rozbroić, jak najwięcej ładunków wybuchowych. Nieprzyjazna sceneria w połączeniu ze wzrastającym z każdą godziną napięciem początkowo angażują uwagę, rozbudzając podszyte szczyptą niepokoju zaciekawienie losami znajdujących się w naprawdę trudnym położeniu bohaterów. Wstępne, zawiązujące właściwą akcję ustępy właściwie nie obfitują w spektakularne rozwiązania, przede wszystkim koncentrując się na akcentowaniu niebezpiecznej sytuacji, w jakiej znaleźli się protagoniści oraz pobudzających wyobraźnię opisach mroźnej pułapki będącej ich przystanią. Koontz nie poprzestaje na tych elementach podczas kreślenia tragizmu sytuacyjnego, sporadycznie zagłębiając się w psychikę swoich bohaterów, szczególnie udanie (do pewnego momentu) portretując mentalną kondycję Rity Carpenter. Jakieś tragiczne w skutkach wydarzenie mające miejsce w jej dzieciństwie sprawiło, że kobieta od lat zmaga się z panicznym lękiem przed mrozem, lodem i śniegiem, bohatersko stawiając czoła swoim fobiom poprzez arktyczne wyprawy u boku męża. Doświadczenie w tego typu podróżach jak dotąd nie pomogło jej całkowicie wyzbyć się lęku – przebywającą na pokrywie lodowej Ritę co jakiś czas dosłownie paraliżuje potężny strach, przez co jej stan emocjonalny początkowo wydaje się być najbardziej kruchy. Początkowo, bo z czasem Dean Koontz decyduje się wprowadzić w akcję wątek szaleńca dybiącego na życie Briana Dougherty’ego, nie rozbudowując należycie akcentu podupadającej kondycji psychicznej Rity, zamiast tego dając do zrozumienia, że obecna sytuacja miała na kogoś jeszcze bardziej zgubny wpływ. Rzekomo, bo tak naprawdę, aż do końcówki powieści nie poznamy prawdziwych motywów tajemniczego szaleńca zasilającego grono polarników – zarówno my, jak i Harry Carpenter będziemy mogli jedynie zgadywać, kim jest niebezpieczny osobnik starający się zabić Briana i co tak naprawdę popchnęło go do zamachu na życie młodego mężczyzny.

Prawdę powiedziawszy brakowało mi jakiegoś fantastycznego, odrażającego potwora (chyba naoglądałam się za dużo „The Thing” i przedawkowałam „Terror” Dana Simmonsa), którego obecność, jeśli chodzi o literaturę i kinematografię grozy zazwyczaj łączę z mroźnymi, arktycznymi terenami, na których rozgrywa się akcja tego typu dzieł, ale w gruncie rzeczy pomysł na szaleńca też był całkiem niezły. Szkoda tylko, że Koontz nie rozwinął go należycie, podobnie jak w przypadku pozostałych wiele obiecujących wątków wyłuszczając ten akcent denerwująco zwięźle. Miałam wręcz wrażenie, że wszystkie atrakcyjne z mojego punktu widzenia aspekty „W okowach lodu” zaakcentowane na początku powieści (chwytliwe miejsce akcji, fobie Rity, tajemniczy psychopata) z czasem zostały dosłownie wyparte przez losy załogi rosyjskiego szpiegowskiego okrętu podwodnego, „Ilji Pogodina”, którego kapitan, Nikita Gorow nabiera pewności, że jego obowiązkiem jest ratowanie polarników. Motywów mężczyzny należy upatrywać w jego przeszłości: tragicznej śmierci syna, a ściślej nieobecności Gorowa u jego boku podczas choroby. Kapitan wykoncypował sobie, że bohaterski czyn pozwoli mu wyzbyć się poczucia winy, dlatego też bez wahania, z narażeniem życia swoich ludzi, decyduje się przybyć z odsieczą uwięzionym na dryfującej pokrywie lodowej badaczom terenów polarnych. Wprowadzenie w akcję powieści heroicznych Rosjan z jednej strony było miłą odskocznią od często pojawiającego się w amerykańskiej literaturze stereotypu knujących, wrogo nastawionych do Stanów Zjednoczonych postkomunistów (czy komunistów), bo choć „Ilja Pogodin” jest okrętem szpiegowskim, a przełożonymi Gorowa kieruje przede wszystkim pragnienie wykorzystania tej sytuacji w celach propagandowych to już portret kapitana i kilku jego ludzi jawi się wielce szlachetnie. Jednak z drugiej strony coraz częstsze odbiegnie od polarników w stronę załogi rosyjskiego okrętu podwodnego znacząco zaszkodziło wcześniej tak pieczołowicie budowanej aurze wyalienowania i nieustannego zagrożenia. Koontz stosunkowo szybko zdradza nam, że przybywa odsiecz, co naturalną koleją rzeczy negatywnie wpływa na klaustrofobiczną atmosferę, równocześnie obniżając napięcie. Ale na tym niestety nie kończy się w moim mniemaniu zaprzepaszczanie potencjału wypracowanego na początku książki, bo Koontz z jakiegoś doprawdy niepojętego powodu z czasem postanowił przybliżyć mi szczegóły mało zajmujących zajęć załogi rosyjskiego okrętu podwodnego i co gorsza rozwlekle opisywać wymyślne sprzęty, znajdujące się na pokładzie. Rozpaczliwą sytuację polarników w dalszej części powieści autor przybliżał raczej szczątkowo, tym samym nie poświęcając tyle uwagi wcześniej zapoczątkowanych wątkom, ile w moim odczuciu poświęcić powinien. Zamiast skoncentrować się przede wszystkim na badaczach z ramienia ONZ największy ciężar fabuły przerzucił na Rosjan, których położenie nie generowało takiej aury, jak sytuacja polarników. Ponownie na pierwszy plan Koontz wysunął badaczy terenów polarnych dopiero pod koniec, aczkolwiek ówczesne domknięcie wszystkich wątków wydawało mi się nieco zbyt pośpieszne, tak jakby autor koniecznie chciał błyskawicznie zakończyć tę historię, która w gruncie rzeczy wypadłaby o niebo ciekawiej, gdyby dodać jej gabarytów.

Biorąc pod uwagę zwyczajowy poziom powieści niewpisujących się w klasę B autorstwa Deana Koontza, „W okowach lodu” wypada wielce rozczarowująco. Powiedziałabym nawet, że książka prezentuje się słabiej od niektórych pozycji niniejszego pisarza przynależących do klasy B, głównie przez moim zdaniem nierównomierne rozłożenie środków ciężkości, bo pomysł odbiegający od zwyczajowej konwencji utworów grozy rozgrywających się na arktycznych, nieprzyjaznych człowiekowi terenach był niczego sobie (choć i tak brakowało mi potwora…), warsztat również zadowalał, czego niestety nie mogę już powiedzieć o rozwijaniu szczególnie atrakcyjnych wątków. Te zostały zniszczone przez rozwlekłe, nużące opisy nieciekawych akcentów, które na pewno nie przyczyniły się do intrygującego rozwoju akcji.

Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ początkowy klaustrofobiczny klimat wyalienowania
+ początkowo zarysowany wątek szaleńca zasilającego szeregi polarników
+ początkowe budowanie suspensu
+ lęki trawiące Ritę Carpenter
+ dojrzały warsztat

Minusy:

- nienależyte rozwinięcie absolutnie wszystkich wcześniej zarysowanych wątków
- rozwlekłe opisy mało zajmujących zajęć załogi okrętu podwodnego i sprzętów znajdujących się na pokładzie
- nierównomierne rozłożenie środków ciężkości, które zabiło wcześniej wypracowany klimat i zmusiło do dłuższego obcowania z bohaterami, których położenie generowało nieporównanie mniej intrygującą aurę, aniżeli położenie drugiej grupy ludzi uwięzionej na dryfującym fragmencie pokrywy lodowej
- nazbyt pośpieszne domknięcie wszystkich ciekawych wątków
- powieść zdecydowanie zbyt krótka

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -