Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KONIEC WARTY

END OF WATCH

KONIEC WARTY

ocena:8
Autor:Stephen King
Tłumaczenie:Rafał Lisowski
Wydanie oryginalne:2016
Wydanie polskie:2016
Wydawnictwo:Albatros
Ilość stron:480
Autor recenzji:Tomasz Czarny
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Na wstępie tej recenzji napiszę, że nie uważam - jak większość, iż trylogia o Panu Mercedesie jest to coś uwłaczającego Kingowi. A z takimi głosami spotykam się najczęściej…

Pamiętam, że opis pierwszej części spodobał mi się na tyle, że postanowiłem zakupić ów powieść i nie zawiodłem się. Wartka akcja, ciekawi bohaterowie i niezłe dialogi. Do tego szwarccharakter z krwi i kości. Czego chcieć więcej. Poczułem się usatysfakcjonowany, choć powieść jednego z moich ulubionych pisarzy nie należała do mojego ulubionego gatunku. King był na tyle przekonujący, że w ogóle mi to nie przeszkadzało.
„Znalezione Nie Kradzione” – według mnie bardzo udana kontynuacja, nawet lepsza niż część pierwsza. Trochę inne wątki, trochę inny nacisk na głównych bohaterów i bardzo interesująca historia sama w sobie. Tu było bardzo dużo opinii, że część druga jest lepsza niż jedynka, z czym, jak pisałem wcześniej, w pełni się zgadzam.
„Koniec Warty” – na zamknięcie trylogii czekałem z niecierpliwością, ale i z pewnymi obawami. Ciekawy opinii innych czytelników, którzy mieli okazję już zapoznać się z książką, doświadczyłem niemiłego zaskoczenia – że powieść „taka”, że „owaka”, że to „nie ten King”, „King się skończył” lub „King się starzeje”. Czy „trójka” tak bardzo odstaje od dwóch poprzednich części?
Oczywiście, jak to mam w zwyczaju, nie będę spojlerował, ani streszczał Wam fabuły, ponieważ możecie znaleźć to w każdym opisie książki na jakiejkolwiek stronie lub w innych recenzjach. Ja skupię się na moich odczuciach związanych z samą powieścią.
Pierwsze pięćdziesiąt stron szło mi jak po grudzie. Czytało mi się wolno i bez przyjemności. Coś jest nie tak, pomyślałem. Nie mogłem złapać rytmu, wydawało mi się, że został on zaburzony i jest jakiś nienaturalny. Ogarnęły mnie obawy. Sprawdziłem tłumacza, który był odpowiedzialny za przekład i był to ten sam człowiek, który tłumaczył poprzednią część. King? Pomyślałem. Nie wiem czy miałem gorszy dzień, a może byłem nader zmęczony, ale początek nie był ani przekonujący, ani obiecujący, ale idźmy dalej. A dalej na szczęście było już tylko lepiej, złapałem wiatr w żagle i dałem się porwać lekturze, po sto, sto pięćdziesiąt stron dziennie.

Pierwsze co mnie nie przekonało, to dialogi. Wydawało mi się, że są jakieś naciągane, nie mają tej błyskotliwości i zaczepności jak zwykle, ale wrażenie to szybko minęło, w miarę posuwania się do przodu akcji. Dodam też, że postaci wykreowane przez Kinga – detektyw Kermit William Hodges, Holy Gibney i Jerome bardzo mi się podobały, były nakreślone bardzo dokładnie i sugestywnie, to samo tyczy się również głównego złego czyli Brady’ego Hartsfielda. Często łapałem się na tym, że właśnie wątków z Jerome’m brakowało mi najbardziej, za to zyskała na tym w zamian postać Holy Gibney. W dwóch poprzednich częściach wszystko wydawało mi się bardziej złożone, zakamuflowane, tutaj natomiast mamy prawie wszystkie karty na stole. Nie wiem czy to zarzut, ale King poszedł trochę na łatwiznę wprowadzając wątki paranormalne, choć według mnie zrobił to na tyle przekonywająco, że został z tego zabiegu rozgrzeszony. Ciekawy jest też wątek pomiędzy Hodgesem a detektywem, który prowadzi sprawę zagadkowych morderstw wraz ze swoją jakże uroczą (dajcie mi władzę!) partnerką.

To wszystko jest w miarę przewidywalne, ale nie wpływa to aż tak bardzo na poziom fabuły, przynajmniej w moim odczuciu. Czytając „Koniec Warty” miałem nieustannie wrażenie, że King bawi się z czytelnikiem puszczając mu stale „oko” – „hej, stary, nie bierz tego wszystkiego tak bardzo na serio, wyluzuj i baw się”. Wydaje mi się też, że King pisał tą powieść w pośpiechu, niektóre wątki mogły zostać poprowadzone dalej, lepiej, być dokładniej opisane. Na pochwałę zasługuje tu risercz współpracownika Kinga odnośnie zagadnień związanych z komputerami oraz siecią a także samo zagadnienie liczby samobójstw wśród nastolatków w Stanach Zjednoczonych, co nadal jest tematem tabu, lub co najmniej bardzo kontrowersyjnym. Jeśli mam generalizować, to - końcowa część trylogii jest ciut słabsza niż część druga, ale stoi mniej więcej na takim samym poziomie co część pierwsza. Nie da się też nie wspomnieć o jednej ważnej rzeczy mocno przebijającej przez książkę: jest to smutek, refleksje o życiu i przemijaniu oraz o tym, czy każdy z nas dobrze wykorzystał dany nam czas. Nie uważam, że jest to coś co, czyni , że King stał się nagle gorszym pisarzem, narzekającym i moralizującym, mi to w każdym razie nie przeszkadza, choć w niektórych fragmentach ta gorycz jest naprawdę przejmująca. Według mnie King dojrzał i staje twarzą w twarz ze swoimi własnymi strachami, demonami, a nie wyimaginowanymi, co świadczy tylko o jego wielkości i prawdziwości. Zakończenie jest zupełnie rozbrajające, łapie za serce i nie chce puścić…
„Koniec Warty” na początku miał nosić tytuł „Książę Samobójstwa” (tak jak jeden z rozdziałów książki), ale pisarz działając pod wpływem sugestii swojej żony Tabithy, zmienił go na obecny. Według mnie zresztą trafnie.

Reasumując: „Koniec Warty” to według mnie doskonałe zamknięcie trylogii o Billu Hodgesie i Bradym Hartsfieldzie. Książkę czyta się bardzo dobrze, sprawia niemałą frajdę, a po lekturze ostatniej strony zostaje niedosyt, że to już koniec i trzeba rozstać się z bohaterami.

A czy Ty odważysz się zagrać w „Wędkowanie”?
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ szybka akcja
+ bohaterowie
+ ciekawa, wciągająca fabuła
+ temat samobójstw wśród nastolatków + zakończenie

Minusy:

- wrażenie, że to wszystko już było
- powtarzalność i schematyczność
- marginalizacja postaci Jeroma

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -