Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:CALIBAN

CALIBAN

CALIBAN

ocena:8
Autor:Garth Ennis Facundo Pericio
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2015
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Avatar Press
Ilość stron:176
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nawet komuś, kto po komiksu sięga od czasu do czasu nazwisko irlandzkiego twórcy Gartha Ennisa nie powinno być obce. Wszak to twórca „Kaznodziei”, publikacji przez jednych uważanej za arcydzieło komiksu, przez innych z oburzeniem opisywanej jako wulgarna i obrazoburcza. „Preacher” to opus magnum Ennisa, ale z wielkim szacunkiem i uznaniem spotkał się jego wkład w serię o Franku Castle, czyli Punisherze, rzesze fanów zdobył także pracą nad „Hellblazer” oraz „Fury”. Ale komiksy z jego scenariuszami publikowane były nie tylko przez wydawniczych gigantów pokroju DC/Vertigo czy Marvel Comics. W tej recenzji chciałbym zwrócić uwagę na opowieść wydaną w 2015 roku przez Avatar Press, a mianowicie horror science-fiction „Caliban”, do którego niesamowitą oprawę graficzną stworzył Facundo Percio.

Akcja komiksu rozgrywa się na statku kosmicznym transportującym na Ziemię surowce oraz wyspecjalizowany personel zajmujący się wydobyciem kopalin na znajdujących się z dala od Układu Słonecznego planetach. Niespodziewanie dla załogi „Calibana” dochodzi do kolizji z innym obiektem wykorzystującym prędkość nadświetlną. Po krótkim rozpoznaniu okazuje się, iż po pierwsze nie wyszedł on spod ręki ludzi, a po drugie na jego pokładzie znajdują się dziesiątki martwych istot, obcych dla człowieka form życia. Unieruchomienie statku, utrata cennego ładunku oraz kapsuł z zahibernowanymi górnikami dla dowódcy szybko przestają być palącymi problemami, kiedy jeden po drugim zaczynają umierać ocalali członkowie załogi „Calibana”.

Opisywany tu komiks Ennisa ani nie wyznacza nowych dróg tematycznych dla obrazkowego medium, a historia w nim zawarta nie bierze się za bary z rzeczywistością, którą za pomocą kostiumu science fiction komentuje, krytykuje czy punktuje. „Caliban” to doskonała rozrywka oparta na znanych i lubianych przez miłośników fantastyki schematach. W historii Ennisa pobrzmiewają wyraźne echa „Aliena” (spotkanie z formą życia, która wykorzysta ludzi do reprodukcji, a zbędnych natychmiast wyeliminuje), „The Thing” (nie wiadomo, kto jest jeszcze człowiekiem, a kto obcym w ludzkim ciele) czy „Event Horizon” (charakterystyczny klimat horroru science fiction). Już pierwsze plansze „Calibana” zwiastują, iż fundamentem narracji będzie dynamiczna akcja oraz gęstniejące z każdą stroną napięcie. Co i rusz przenosimy się z miejsca na miejsce, by śledzić coraz bardziej dramatyczne losy dwunastki ocalałych z kosmicznej katastrofy. To, że bohaterowie stykają się z tajemnicą, jak się później okazuje ekstremalnie wrogą człowiekowi, czyni wydarzenie jeszcze bardziej dramatyczne. Aby przykuć naszą uwagę, oprócz bardzo ciekawego pomysłu wyjściowego, Ennis buduje napięcie na fundamencie wykorzystywanych już po wielokroć patentów fabularnych. O konfrontacji z czymś, co wymyka się ludzkiemu poznaniu już pisałem. Innym wrogiem załogi „Calibana” okazuje się sam kosmos, miejsce, w którym samotność i poczucie nikłości doprowadza człowieka na skraj obłędu. Ennis nie pozwala swoim bohaterom siedzieć i deliberować. Unicestwia jednego po drugim, a tym samym wymusza na załodze podejmowanie coraz bardziej dramatycznych decyzji. Im dalej, tym jest bardziej krwawo i brutalniej. Zakończenie – nieskomplikowane, ale za to mocno oddziałujące na emocje - podlane jest ogromną dawką posoki i adrenaliny.

W przypadku „Calibana” nie ma najmniejszego znaczenia, iż z podobnymi historiami zetknęliśmy się już w kinie. Kontakt człowieka z pozaziemską cywilizacją to fabularny samograj, który wzbogacony o jakiś interesujący kontekst czy zaskakujący zwrot akcji zawsze znajdzie oddanego odbiorcę. Artystyczny sukces „Calibana” polega na perfekcyjnym współgraniu warstwy narracyjnej z oprawą graficzną. Jak wspomniałem wyżej, opowieść Ennisa nie jest z tych zasługujących na miano nowatorskiej, ale na pewno autorowi należą się brawa za jej konstrukcję bo brzegi wypełnioną dynamizmem, dramaturgią i napięciem. W grafikach Percio znajdujemy doskonałe odzwierciedlenie tego, co wymyślił jego irlandzki kolega. Pełne plany przykuwają uwagę rozmachem, pomysłowością, soczystymi barwami, ale także realizmem i mnóstwem budujących niesamowity klimat detali. Te ostatnie grają jeszcze większa rolę, kiedy ciasne, wypełnione sprzętem wnętrza statku stanowią tło dla poczynań bohaterów (monumentalny Caliban jest jednym z bohaterów opowieści i dlatego jego funkcjonowanie w świecie przedstawionym nie mogło zostać potraktowane w sposób zdawkowy). Upust swojej wyobraźni Percio daje wtedy, gdy akcja przenosi się do statku obcych. Trudno oderwać wzrok od poszczególnych rysunków, nie tylko ze względu na intrygujący dobór perspektywy (wszak musi być trochę groźnie, obco i dziwnie), ale na mnogość wyrazistych szczegółów mocno oddziałujących na wyobraźnię odbiorców.

Prawie cała akcja „Calibana” pokazana została z perspektywy dwóch najważniejszych bohaterek – pani inżynier i specjalistki od sieci komputerowych. To im Ennis poświęca najwięcej czasu, choćby po to by wyeksponować lesbijski związek dziewczyn, kosztem innych postaci. I w tym upatruję największą wadę komiksu. Niektórzy członkowie załogi pokazują się tylko po to, by za chwilę w efektowny sposób zejść z tego świata. Nie przydaje to historii napięcia, a tym samym nie przykuwa uwagi czytelnika tak mocno, jako być to powinno. Ciekawi bohaterowie drugoplanowi tylko uwiarygodniają akcję i czynią ją bardziej zajmującą. Nie kibicujemy tylko tym najważniejszym, ale przejmujemy się losami wszystkich. Tak chociażby było w przywoływanych tu filmach „The Thing” czy „Alien”.

Nie zmienia to jednak faktu, iż „Caliban” do przykład komiksu, który przykuwa uwagę czytelnika od pierwszej do ostatnie strony. Śmiało może konkurować z najlepszymi historiami grozy rozgrywającymi się w światach charakterystycznych dla science-fiction. Gorąco polecam, czas poświęcony lekturze (podejrzewam, że dla niejednego odbiorcy wielokrotnej) komiksu na pewno nie będzie straconym.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ kapitalna historia
+ świetnie opowiedziana
+ intrygujący świat
+ dopracowane w najdrobniejszych szczegółach grafiki
+ dynamizm, napięcie, dramatyzm

Minusy:

- bohaterowie drugoplanowi - nieciekawi, stworzeni bez pomysłu, funkcjonujący po to, by efektownie zginąć

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -