Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:NIEŚMIERTELNY

SHADOWFIRES

NIEŚMIERTELNY

ocena:6
Autor:Dean R. Koontz
Tłumaczenie:Romuald Szoka
Wydanie oryginalne:1987
Wydanie polskie:1993
Wydawnictwo:Amber
Ilość stron:432
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:6
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Nieśmiertelnego” Deana Koontza (w Polsce powieść znana jest również pod tytułem „Cieniste ognie”) pierwotnie wydano w Stanach Zjednoczonych pod pseudonimem Leigh Nichols, w okresie, w którym jego twórczość cieszyła się już sporą poczytnością. Książka nie zyskała takiego uznania czytelników, jak dzieło, które spopularyzowało jego nazwisko zatytułowane „Szepty”. „Nieśmiertelny” z całą pewnością nie plasuje się w czołówce pisarskiej twórczości Koontza, ale wielbiciele jego prozy odnajdą w nim kilka motywów, w których autor bardzo dobrze się odnajduje, z czego najwyraźniej doskonale zdaje sobie sprawę, ponieważ jak pokazuje jego bibliografia nierzadko bazuje na podobnych koncepcjach.

Rachael Leben stara się o rozwód z mężem Erickiem, naukowcem i właścicielem firmy Geneplan, który nieoczekiwanie ginie w wypadku. Wieczorem jego ciało znika z kostnicy, co utwierdza Rachael w przekonaniu, że przed śmiercią Eric poddał się swojemu największemu eksperymentowi, o którym wiedziało niewiele osób. Mający obsesję na punkcie młodości i długowieczności mężczyzna po latach ciężkiej pracy zdołał opracować technikę przyśpieszającą regenerację uszkodzonych komórek i przedłużającą życie. W Geneplan nadano temu projektowi nazwę „Wildcard” i utrzymywano go w ścisłej tajemnicy, jednocześnie dążąc do udoskonalenia go. Zniknięcie ciała Erica Lebena każe Rachael przypuszczać, że poza wszystkim innym wirus, który stworzono może na powrót powoływać do życia osoby zmarłe. Z pomocą swojego chłopaka, Bena Shadwaya, Rachael stara się odnaleźć Erica, równocześnie uciekając przed agentami DSA, którzy usiłują utrzymać w tajemnicy projekt „Wildcard”. Tymczasem ożywiony Leben zaczyna się zmieniać, tak mentalnie, jak fizycznie, jednocześnie rozsmakowując się w brutalnych morderstwach.

„Ci, co poznali mrok, światło kochają;
Oczekują świtu, nocy się lękając.
Noc to nie pora dla człowieka.
Ona na trupy najchętniej czeka.
Noc pełna może być słodyczy
Tej nocy to nie dotyczy.”
(Dean Koontz „Księga znaczącego smutku”)

„Nieśmiertelny” w wielkim skrócie stanowi przestrogę przed lekkomyślnym eksperymentowaniem z genetyką, podobnie jak chociażby takie powieści Deana Koontza, jak wydani w tym samym roku „Opiekunowie” i późniejszy „Więzień ciemności”, przy czym w rezultatach długoletniej pracy tytułowego bohatera niniejszej pozycji widać również spory wpływ tradycyjnych motywów kina grozy. W postaci Erica Lebena, genialnej, egocentrycznej jednostki mającej obsesję na punkcie młodości i długowieczności, uwidaczniają się cechy modelowego burzyciela, najczęściej pojawiającego się w horrorach science fiction. Paniczny strach przed śmiercią i potężne pragnienie zatrzymania procesu starzenia popycha Erica do ryzykownego czynu, a mianowicie zaaplikowania sobie stworzonego przez siebie wirusa, który znajduje się jeszcze w fazie testowej. Jak można się tego spodziewać postępek Erica skutkuje do tej pory nieznanym ludzkości zjawiskiem, na domiar złego stwarzającym ogromne zagrożenie dla społeczeństwa, a nawet mogącym całkowicie zmienić znaną nam rzeczywistość. Zniknięcie ciała Lebena z kostnicy wyraźnie nawiązuje do tradycji wampiryzmu, ale tylko początkowo, bo z czasem Koontz zahacza o motyw zombizmu i nie tylko w kontekście zmartwychwstania, ale również podczas skłaniania się Erica w stronę kanibalizmu. Autor nie ukrywa, że kreśląc postać tytułowego nieśmiertelnego czerpał inspirację z sylwetek wampirów i żywych trupów, w paru momentach wspominając o tym wprost. Oczywiste są również nawiązania do trzeciego popularnego w horrorze potwora, przy czym tutaj możemy się spodziewać dosyć wymyślnego podejścia do tematu. Kiedy ciało powstałego z martwych Lebena zaczyna mutować bezwiednie nasuwają się skojarzenia z wilkołactwem, w ogólnym zarysie, bo Eric wcale nie przypomina tego konkretnego stwora i oferuje naprawdę piorunujący rezultat, jednocześnie dając dowody dużej inwencji autora, niezamierzającego, jak można było podejrzewać na początku powieści, kopiować pomysłów innych. Postać Erica Lebena, którego ciało niemalże nieustannie mutuje oraz jego dosyć szczegółowo wyłuszczony krwawy proceder, zwłaszcza wątki kanibalistyczne, ukrzyżowanie przypadkowej ofiary, czy najbardziej odstręczająca, acz króciutka sekwencja gwałtu to moim zdaniem najlepsze części składowe tej powieści. Przy czym zmiany w psychice Erica, halucynacje jakich doświadcza i wyczerpujące opisy emocji, jakie nim targają Koontz mógłby odrobinę skrócić, na rzecz większej ilości gore. Bo choć wzbogacił je swoistym szaleństwem to odrobinę znudził mnie tak daleko posuniętą rozwlekłością i niepotrzebnymi powtórzeniami chaotycznych przemyśleń Lebena.

Równocześnie z fascynującym procesem nieustających przemian zachodzących w organizmie Erica Lebena i jego krwawą działalnością, Dean Koontz snuje typowy dla siebie lekko sensacyjny wątek, na czele którego stoją żona Erica, Rachael Leben i jej nowy partner, Ben Shadway. Ich śladami podąża skorumpowany, wysoko postawiony agent DSA, Anson Sharp, wraz ze swoimi podwładnymi oraz oczywiście Eric, którego notabene protagoniści również ścigają. Żeby nieco przechylić szalę na korzyść Rachael i Bena, uwiarygodnić ich zdolność do umykania tak dużej liczbie starających się ich zabić przeciwników, Koontz dał Benowi wojskową przeszłość. Swoją drogą ciekawy zbieg okoliczności, że Rachael zakochała się akurat w weteranie wojny wietnamskiej, w dodatku jednym z najlepszych ówczesnych żołnierzy. Ale w twórczości Koontza często pojawiają się doskonale przeszkoleni przedstawiciele płci męskiej, więc w sumie zdążyłam już przywyknąć do tego odrobinę naciąganego motywu. Tak samo jak do bodaj jednego z najbardziej umiłowanych przez Deana Koontza wątków, zasadzających się na długich pościgach, podczas których protagoniści starają się wyeliminować prześladowców, jednocześnie walcząc z rezultatami strasznych eksperymentów. W „Nieśmiertelnym” co prawda klimat zagrożenia towarzyszący pozytywnym bohaterom nie był tak wyraźnie odczuwalny, jak chociażby w „Fałszywej pamięci”, czy „Sługach ciemności”, a sekwencje strzelanek nazbyt rozbudowano, co chwilami dawało poczucie obcowania z tanią sensacją, a nie horrorem science fiction, ale kilka koszmarnych przygód Bena i Racheal wypadło całkiem udanie. Za przykłady niech posłużą klimatyczna bieganina po pustyni sfinalizowana wprawiającym w dyskomfort ustępem pożywiania się grzechotnikami przez Erica Lebena oraz przeprawa z nastolatką pobitą przez swojego kochanka. Ponadto fabułę wzbogaciły liczne, typowe dla Koontza, przemyślenia na temat natury ludzkiej, bezwzględnej polityki i oczywiście bezrozumnego gwałcenia praw Natury niebezpiecznymi zdobyczami naukowymi. Cieszyło mnie, że autor poświęcił trochę miejsca problematyce wojennej, mniej lub bardziej czytelnie krytykując destrukcyjne zapędy rządów Stanów Zjednoczonych, starających się przemocą zmusić inne kraje do przyjęcia preferowanego przez nich systemu, nawet kosztem licznych cywilnych ofiar. Okrucieństwo amerykańskiej armii Koontz szczątkowo sportretował na przykładzie niechlubnej wojny wietnamskiej, ale owe dojrzałe przemyślenia można z powodzeniem przełożyć również na inne zbrojne ataki Stanów Zjednoczonych. Obok negatywnego oglądu naszej natury, jak to u Koontza pojawia się również pozytywny pierwiastek, wskazujący, że jest jeszcze dla nas nadzieja, a jedno z głównych przesłań „Nieśmiertelnego” obok przestrogi przed eksperymentami genetycznymi mówi o tym, że kluczem do szczęścia jest życie teraźniejszością, bez oglądania się za siebie i zastanawiania nad przyszłością, która przecież wcale nie maluje się kolorowo. Innymi słowy: carpe diem. Na koniec abstrahując od moralizatorskich aspektów „Nieśmiertelnego” wspomnę tylko o końcówce, która początkowo dostarcza sporo emocji, zwłaszcza, że autor umiejscawia ją w starym, zaniedbanym, zamkniętym już motelu w Las Vegas podczas ulewnego deszczu, miejscami doskonale budując atmosferę grozy i serwując kilka widowiskowych starć z potworem, ale nazbyt szybko przechodząc do finalnego starcia. I oczywiście zamykając historię typowym dla siebie przesłodzonym akcentem.

Jak już wspomniałam wyżej „Nieśmiertelny” nie wpisuje się w poczet najlepszych pisarskich dokonań Deana Koontza, ale nie jest też typowym przykładem powieści klasy B w wykonaniu tego autora. Moim zdaniem jakościowo znajduje się pomiędzy tymi dwoma poziomami bibliografii Koontza, dostarczając całkiem sporo emocji, ale nie w tak mistrzowskim stylu, jak miało to miejsce w przypadku chociażby „Intensywności”, czy „Fałszywej pamięci”. Lektura „Nieśmiertelnego” może cieszyć wielbicieli horrorów science fiction, ale podejrzewam, że ta radość nie będzie szczególnie wielka.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ postać Erica Lebena
+ nawiązania do wampiryzmu, likantropii i zombizmu
+ krwawe ustępy
+ dojrzałe moralizowanie
+ kilka nastrojowych sekwencji

Minusy:

- ustępy nasuwające skojarzenia z tanią sensacją
- miejscami duże braki w akcentowaniu atmosfery zagrożenia
- finał

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -