Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STRYJ SILAS

UNCLE SILAS

STRYJ SILAS

ocena:5
Autor:Joseph Sheridan Le Fanu
Tłumaczenie:Maciej Kozłowski
Wydanie oryginalne:1864
Wydanie polskie:1987
Wydawnictwo:Wydawnictwo Literackie
Ilość stron:563
Autor recenzji:Olga Piech
Ocena autora:5
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Klasyczna literatura grozy rządzi się swoimi prawami. Trudno mierzyć jej siłę w kontekście aktualnych publikacji. Można jedynie szukać w niej korzeni, pierwowzorów. Trzeba jednak zawsze się z nią zmierzyć. Tak jak. w przypadku mojej lektury „Stryja Silasa” Josepha Sheridana Le Fanu.

Nastoletnia Maud zostaje sierotą. Posażną. ale nieszczęśliwą i wycofaną. Posłuszna woli nieżyjącego ojca udaje się pod opiekę tajemniczego stryja Silasa, o którym krąży złowroga legenda. Bohaterka przeczuwa, że w nowym domu nie czeka na nią nic dobrego…

Od razu pozwolę sobie zaznaczyć, że ta recenzja będzie inna niż wszystkie do tej pory. Jest bowiem zapisem mojego prawdziwego starcia z dziełem literackim, a zarazem starcia dzieła z czytelnikiem, a dokładnie z czytelnikiem z przyszłości, którego pod względem wiedzy i wrażliwości autor nigdy nie mógł sobie wyobrazić.

Joseph Sheridan Le Fanu to irlandzki prekursor literatury grozy. Przynajmniej taką opinią cieszy się wśród badaczy. Zwrot ten, na który wpadłam, w którymś z gatunkowych czasopism wystarczająco zachęcił mnie do lektury, że tego samego dnia sięgnęłam po książkę jego autorstwa, wspomnianego „Stryja Silasa”, której akcja dzieje się w epoce wiktoriańskiej.

Spotkało mnie wtedy to, co zapewne dotyka niejednego nawet najpilniejszego ucznia gimnazjum, gdy jest zmuszony zmierzyć się z tekstem z innej epoki: dyskomfort czytelniczy. Ów dyskomfort nie był podyktowany archaizmami czy przestarzałą konstrukcją zdań, ale przeinfantylizowaniem języka. Średnio po trzydziestu stronach zorientowałam się, że nie jestem czytelniczką wypełnionej grozą powieści gotyckiej, ale sensacyjnej powieści obyczajowej, osadzonej w epoce wiktoriańskiej z zachowaniem jej kolorytu, przypominającego formą pamiętnik świętobliwej nastolatki. Mówiąc wprost: czytałam powieść dla pensjonarek i kucharek. O zgrozo! (której mi tak bardzo brakowało). Otworzyłam butelkę czerwonego wina i postanowiłam dokończyć lekturę „Stryja Silasa” mimo wewnętrznego poczucia marnowanego czasu. W końcu była to: „Klasyka, którą koneser gatunku powinien znać.”

Na moje nieszczęście Le Fanu w niczym nie przypominał mi swoim stylem czy sposobem budowania nastroju grozy mojego ulubionego klasyka Edgara Allana Poego, ani nawet Seweryna Goszczyńskiego, autora „Zamku kaniowskiego”. Usytuowałabym omawianą powieść pewnie bliżej twórczości Horacego Walpole’a, ale głównie przez wzgląd na schematyczność w kreowaniu postaci.

Kiedy udawało mi się na zapomnieć o infantylnym języku, w miarę pogłębiania lektury, strona po stronie wzmagała się we mnie ciekawość, czy słodka i niewinna dziewczyna zakończy swój żywot z ręki szalonej guwernantki czy złowieszczego stryja. Dosyć interesujące wydały mi się też realistyczne opisy upiornego dworu i innych wiktoriańskich przestrzeni. Sama Maud jest od pewnego momentu powieści wciąż przerażona. Czytelnik czuje, że nad bohaterką wisi wyrok i jego wykonanie jest tylko kwestią czasu. Mogę się pokusić o to, by uznać wiernie oddany wiktoriański koloryt i introspektywną narrację, (w tym opisy strachu, czy obrzydzenia), przeprowadzaną w książce w pierwszej osobie, za element grozo-podobny. Mój raz po raz połechtany ‚apetyt” na wspomnianą grozę sprawiał, że doszukiwałam się jakichkolwiek oznak zbliżającej się makabry czy nadnaturalności. I w taki sposób, całkiem sprawnie dotarłam do końca książki.

Nie ukrywam, że poczułam się rozczarowana, gdyż spodziewałam się po irlandzkim inspiratorze gatunku, twórcy odważnej powieści „Carmilla” historii lesbijskiej wampirzycy, spójniejszej konstrukcji i przede wszystkim aury wszechobecnego strachu. Przy czym czułam się zarówno w czasie lektury, jak i już po niej przejęta losami Maud, która wydawała mi się być marionetką w rękach okrutnego losu i pozbawionych sumienia ludzi.

Jak to w klasyce powieści gotyckiej: wynaturzone zło zetknęło się w utworze z niewinnym dobrem i zostawiło w czytelniku poczucie niepokoju oraz naruszenia ładu. Zastanawiając się dłużej nad powieścią doszłam do kolejnego wniosku, że tak naprawdę historia Maud może być odczytana jeszcze szerzej, jako zapis doświadczenia pokoleniowego i problemu emancypacji kobiet. Wtedy też uznałam, że jako swoja pra-pra-prababka zapewne rumieniłabym się z emocji śledząc poczynania bohaterki zwiedzającej cmentarze, czy błądzącej po wąskich korytarzach dworu, argumentując przed samą sobą brak wymaganych uprzednio elementów grozy. W końcu gdybym żyła w tamtych czasach…

Gdybym. I tutaj pojawia się główny problem tej powieści. Z punktu widzenia współczesnego czytelnika jest przestarzała. Nie odpowiada schematom gatunkowym, ani nawet nie tworzy własnych. Ciężko zaklasyfikować ją nawet do gatunku grozy. Patrząc na nią w kontekście innych klasycznych dzieł wyróżnia się w warstwie językowej, nie dorównując w kwestii wykorzystywania figur lękowych. Jest w niej jednak przerażający zapis ducha czasów, włączony w ciemne korytarze, cmentarne krajobrazy i zbrodnicze zapędy.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ budowanie podwalin gatunku
+ wątek kobiecy

Minusy:

- narracja
- nieaktualność

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -