Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WYDRĄŻONY CZŁOWIEK

THE HOLLOW MAN

WYDRĄŻONY CZŁOWIEK

ocena:7
Autor:Dan Simmons
Tłumaczenie:Grażyna Grygiel Piotr Staniewski
Wydanie oryginalne:1992
Wydanie polskie:1997
Wydawnictwo:Prószyński i S-ka
Ilość stron:252
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Amerykanin Dan Simmons to jeden z najbardziej uzdolnionych autorów horrorów i science fiction. Bibliografia tego wielokrotnie nagradzanego pisarza obfituje w prawdziwe perły literatury – pozycje, które powinien znać każdy, kto uważa się za wielbiciela któregoś bądź obu z wyżej wymienionych gatunków. Cykl „Hyperion Cantos”, Dylogia „Ilion / Olimp”, „Trupia otucha”, „Terror”, czy „Letnia noc” to tylko niektóre z docenianych w wielu krajach świata, napisanych z wielkim rozmachem utworów tego nietuzinkowego pisarza, do poziomu którego większość jego kolegów po piórze nigdy nie zdoła się nawet zbliżyć. W porównaniu do wyszczególnionych dzieł pierwotnie opublikowany na początku lat 90-tych XX wieku „Wydrążony człowiek” jawi się bardzo niepozornie. Simmons słynie z tworzenia długich, wielowątkowych opowieści, aczkolwiek zdarza mu się również zbaczać w stronę krótszych form literackich – opowiadań i niedługich powieści i właśnie do tego drugiego grona możemy zaliczyć „Wydrążonego człowieka”, nominowanego do Locus Award w 1993 roku.


Profesor uniwersytecki, uzdolniony matematyk, Jeremy Bremen, posiada zdolności telepatyczne, które dzieli ze swoją żoną Gail. Możliwość czytania w ludzkich myślach dostarcza im więcej przykrości niźli przyjemności, aczkolwiek często korzystają ze swoich zdolności komunikowania się bez użycia słów. Połączona siła ich umysłów pozwalała im przez lata utrzymywać mentalną tarczę, chroniącą ich przed wrzaskliwym odzywaniem się myśli innych ludzi. Gdy Gail umiera tarcza ulega znacznemu osłabieniu i Jeremy zostaje zaatakowany przez jazgotliwe kłębowiska myśli innych osobników. Zdruzgotany, tracący chęć do życia mężczyzna podpala własny dom i wyrusza w długą podróż, której celu nie zna. Pragnie jedynie uwolnić się od męczących myśli innych ludzi, ale jak się okazuje szybkie odnalezienie upragnionego spokoju nie jest mu pisane. Bremen będzie musiał zmierzyć się z wieloma niebezpieczeństwami i spróbować znaleźć choćby iskierkę nadziei na lepsze jutro, która pozwoli mu przezwyciężyć ból odbierający mu chęć do życia do czasu, aż dotrze do objawienia, w kierunku którego nieświadomie zmierza.

W „Wydrążonym człowieku” Dan Simmons rozwija wątki zawarte w opowiadaniu „Eyes I Dare Not Meet in Dreams” po pierwszy opublikowanym w OMNI Magazine w 1987 roku. Kilka lat później tekst uświetnił jego zbiór opowiadań zatytułowany „Prayers to Broken Stones”. Publikacja ta zawiera również między innymi opowiadanie „Vanni Fucci is Alive and Well and Living in Hell”, którego bohaterem jest fikcyjna postać pojawiająca się w „Wydrążonym człowieku”. Dan Simmons jak wielu innych pisarzy chętnie nawiązuje do swoich wcześniejszych utworów, w ten sposób zachęcając dociekliwego czytelnika do poznania całokształtu swojej twórczości. Polskojęzyczni czytelnicy mają mocno utrudnione zadanie, bo nasi rodzimi wydawcy z kompletnie niezrozumiałego dla mnie powodu dotychczas nie wypuścili na polski rynek wszystkich dzieł tego znakomitego pisarza... Wracając jednak do „Wydrążonego człowieka” to patrząc na całokształt śmiem podejrzewać, że Dan Simmons postawił przed sobą bardzo ambitne zadanie – postanowił na doprawdy niewielu stronicach przedstawić bardzo złożoną historię, która w ogólnym kształcie wpisuje się w tradycję powieści egzystencjalnej. Simmons portretując trudne dzieje wykładowcy matematyki Jeremy'ego Bremena sięga po wątki tkwiące w ramach różnych gatunków. W „Wydrążonym człowieku” najgłośniej pobrzmiewają echa science fiction, horroru, thrillera, melodramatu i powieści gangsterskiej, a że Simmons jest pisarzem niezwykle wszechstronnym taka mnogość konwencji nie wprowadza wrażenia niestrawnego chaosu. A przynajmniej nie w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo autor z wielką wprawą żongluje różnymi estetykami, płynnie przechodząc z jednej sytuacji w następną ściśle powiązaną z wcześniejszymi wydarzeniami. W tym procesie nie udaje mu się jednak wyczerpać tematu – przedstawić każdy wątek na tyle szczegółowo, aby w czytelniku nie pozostało poczucie niedosytu, aby emocje, które kiełkują w nim ilekroć w życiu Bremena ma miejsce coś nieoczekiwanego, niepokojącego, wzruszającego, dramatycznego etc. mogły „w pełni rozkwitnąć”. Forma jaką obrał Simmons, ta nieszczęsna oszczędność w słowach, w większości przypadków skutkowała denerwującym pozostawianiem mnie pośrodku drogi prowadzącej do upragnionego apogeum emocji. Zabieg ten mógł być głęboko przemyślany, bowiem wrażenie niedosytu niejednokrotnie zachęcało mnie do brnięcia w tę opowieść, w oczekiwaniu na upragnioną kumulację zalążków różnego rodzaju emocji. Niemniej faktem jest, że parę razy tak wielce zmęczyły mnie te wybiegi Simmonsa, że traciłam wszelką cierpliwość, a co za tym idzie byłam zmuszona odłożyć dalszą lekturę do kolejnego wieczora. Najbardziej ubódł mnie wątek, którego tematyka znajdowała się najbliżej moich największych zainteresowań. Najwyraźniejszy skręt w stronę horroru pojawia się podczas ostatniej nocy pobytu Jeremy'ego Bremena na farmie nieznajomej kobiety, która litościwie wybawiła go z opresji i zapewniła mu pracę oraz zakwaterowanie. Już wcześniej Simmons kreśląc fragment żywota głównego bohatera w tym zacisznym miejscu, sugerował, że kolejny etap jego podróży będzie skłaniał się w stronę rasowej opowieści grozy - kreśląc aurę wyalienowania podszytą nutką nieokreślonego zagrożenia emanującego z osoby właścicielki ogromnej farmy pilnowanej przez krwiożercze rottweilery. Kiedy jednak dochodzi do spodziewanej konfrontacji, trzymająca w napięciu potyczka urozmaicana subtelnymi odniesieniami do stylistyki gore zostaje sfinalizowana zanim nerwy odbiorcy napną się do granic jego wytrzymałości.

„Żałował – bez melodramatu, bez krzty żalu czy dystansu do siebie – że nie jest martwy. Cisza. Spokój. Idealny bezruch.”

„Wydrążony człowiek” to w wielkim skrócie opowieść o podróżującym człowieku, który myśli, że zmierza donikąd, nie chce być nigdzie i cierpi na życie. Tak w myślach w pewnym momencie Jeremy Bremen definiuje swoją wyprawę i własną kondycję psychiczną. Tymczasem niemy świadek jego niedoli, jakim jest odbiorca powieści już wówczas będzie wiedział, że główny bohater trwa w błędnym przekonaniu, że cały czas zmierza ku swojemu przeznaczeniu. Simmons skrzętnie ukrywa przed czytelnikiem cel jego podróży – wiemy, że Jeremy zmierza w kierunku jakiegoś objawienia, ale jego sens aż do chwili, gdy Simmons uzna za stosowne go wyjawić, pozostaje dla odbiorcy intrygującą tajemnicą. Autor uświadamia nam to głównie za pośrednictwem licznych retrospekcji przedstawionych z perspektywy jakiejś zagadkowej postaci, która w przyszłości znajdzie się na ścieżce, jaką obrał Jeremy Bremen. W większości owe wstawki wypadają jeszcze ciekawiej niż wieloetapowy przebieg podróży głównego bohatera, bo aż roi się w nich od błyskotliwych przemyśleń Simmonsa na temat ludzkiej natury, poszukiwania sensu istnienia i odkrywania coraz to bardziej zdumiewających prawideł jakimi rządzi się wszechświat, przy czym częściowe (wszystkich skomplikowanych teorii Bremena pomimo usilnych starań nie udało mi się pojąć) zrozumienie tego ostatniego nastręczyło mi sporych trudności, bo autor posiłkuje się wówczas dziedziną, która zawsze była dla mnie prawdziwą zmorą, czyli matematyką. Niemniej ogólny sens udało mi się wychwycić i jak się okazało to wystarczyło, abym mogła zrozumieć przekaz Simmonsa i docenić pomysłowy przebieg ostatniej partii powieści, która na dodatek zmusiła mnie do głębokiej zadumy nad rzeczywistością, w której żyję. Wcześniejsze wydarzenia natomiast miały za zadanie głównie zachęcić czytelnika do zastanawiania się nad sensem istnienia, co w jego życiu nie powinno być żadnym novum. Aczkolwiek dwie perspektywy jakie autor nam proponuje, spojrzenie na ten problem oczyma dwóch tak różnych postaci ze sporą dbałością o sferę uczuciową (czasami niosącą tak brutalne znamiona, że autentycznie wyciskającą łzy z oczu), z których jedna posiada jakże kłopotliwe zdolności telepatyczne, a druga dopiero uczy się tego, czym tak naprawdę jest życie, dla niejednego odbiorcy może okazać się całkiem odświeżającym przeżyciem, w którym jednak dominuje poczucie beznadziei, rozpaczy, smutku i zagubienia.

„Wydrążony człowiek” pomimo niewielkich gabarytów do łatwych powieści z pewnością nie należy. Powieści egzystencjalne na ogół wszak pisze się z myślą o czytelnikach łaknących czegoś więcej niźli jedynie prostej rozrywki dającej wytchnienie zmęczonemu umysłowi. Ta powieść jednak jest o tyle cięższa, że wymaga od nas częstego główkowania nie tylko w warstwie nazwijmy ją humanistycznej, ale również matematycznej. W owej podróży ku niezwykłemu objawieniu najbardziej przyda się jednak zwyczajna ludzka wrażliwość, którą to Dan Simmons postara się zintensyfikować po to, aby wzmóc zarówno przygnębiający, jak i podnoszący na duchu przekaz swojej historii.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ zręczna żonglerka różnymi gatunkami
+ bijąca z poszczególnych wątków ogromna wrażliwość autora
+ pomysłowy kształt całej opowieści, a zwłaszcza jej ostatniej partii
+ błyskotliwe, zmuszające do myślenia spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, naturę rasy ludzkiej i sens jej istnienia
+ dwutorowa akcja dająca nam kompleksowy wgląd w osobowość i żywot głównego bohatera

Minusy:

- powieść zdecydowanie zbyt krótka
- bardzo skomplikowane (z mojego punktu widzenia) wstawki matematyczne
- brak należytego rozbudowania większości wątków bazujących na żywszych emocjach, zbyt szybkie finalizowanie pozostawiające poczucie niedosytu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -