Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:WAYWARD PINES. KRZYK

THE LAST TOWN

WAYWARD PINES. KRZYK

ocena:4
Autor:Blake Crouch
Tłumaczenie:Paweł Lipszyc
Wydanie oryginalne:2014
Wydanie polskie:2015
Wydawnictwo:Otwarte
Ilość stron:340
Autor recenzji:Mateusz Mnich
Ocena autora:4
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Cliffhanger z końcówki drugiego tomu trylogii „Wayward Pines” nie mógł nie zachęcić czytelników do podjęcia lektury ostatniej części, czyli „Krzyku”. Mieszkańcy nietypowego tytułowego miasteczka znaleźli się w położeniu, w którym każda mijająca sekunda przybliża ich do tragicznej, bolesnej śmierci, wiadomo więc było, że istotna akcja zacznie się już od pierwszej strony „Krzyku”, nie wiadomo jednak było do końca, w jakim kierunku się potoczy. Chociaż, mówiąc szczerze, to z niewiadomą mogło być jedynie pobożnym życzeniem czytelnika, który i tak w głębi serca spodziewał się, co i w jaki sposób się wydarzy, jednak oczekiwał czegoś nadzwyczajnego. Cóż, nie doczekał się.

Ogrodzenie pod napięciem otaczające Wayward Pines zostało odłączone od źródła zasilania, a brama do miasteczka – otwarta. Cokolwiek faktycznie kryje się na zewnątrz, przed czym izolowano mieszkańców, nieuchronnie zmierza do Pines, zbliża się z niewiarygodną prędkością na krwawe spotkanie z przerażonymi mieszkańcami. Na czele akcji ratunkowej staje główny bohater poprzednich dwóch tomów, były agent służb specjalnych, Ethan Burke, taki skromny superbohater całej tej sagi, do niedawna sceptyczny przeciwnik ustroju panującego w Pines, a następnie szeryf, który miał chronić obywateli przed bolesną prawdą. Teraz musi jak najszybciej zapewnić bezpieczeństwo kilkuset mieszkańcom doliny, bez choćby chwili zwłoki, a także opracować długoterminowy plan działania, mający załagodzić skutki beznadziejnej sytuacji, w której wszyscy się znaleźli. A przy tym wszystkim szczególnie zadbać o najbliższych i w razie potrzeby poświęcić wszystko, żeby nic im się nie stało.

Brzmi to może nieco zbyt ogólnie, jednak trudno przybliżyć szczegóły fabuły bez spoilerowania czytelnikowi niezaznajomionemu z „Buntem” i „Szumem” (poprzednimi tomami) treści całej trylogii. Co jednak zdradzić wypada, to fakt, że zwieńczenie historii Wayward Pines jest w najwyższym stopniu rozczarowujące. Wszystko toczy się dokładnie tak, jak potoczyłaby się każda średniej jakości historia z gatunku survival horroru, bohaterowie zachowują się, jakby zdrowy rozsądek zakopali głęboko pod ziemią, a całość akcji zamyka się w bardzo krótkim czasie, co w połączeniu ze skondensowanymi opisami sprawia, że wszystko dzieje się o jedno tempo za szybko. Autor próbuje swojej przewidywalnej historii dodać nieco suspensu, stosując wysoce irytujący zabieg przenoszenia osobnych zdań do nowych akapitów, czasem sprawiając, że cały podrozdział potrafi składać się z dziesiątek trzywyrazowych linijek. Jeszcze gdyby faktycznie każda z linii opowiadała o czymś dogłębnie szokującym, gdyby mogłaby być skwitowana kolejnym piszczącym tonem niczym ze słynnego motywu dźwiękowego z „Psychozy” Hitchcocka… Ale niestety nie, jest to najzwyklejsze w świecie nadużywanie klawisza „enter” w celu podkreślenia, jak z założenia intensywna miała być akcja. Tutaj warto zaznaczyć, że szybkość akcji, to jest pochodna zmiennych miejsc i wydarzeń w czasie, nie jest absolutnie równa jej wartkości. W zasadzie całą historię z „Krzyku” można by spokojnie zawrzeć w jednym, krótkim opowiadaniu, i to licząc wszelkie najważniejsze dialogi, a serce przyspieszyłoby może z raz, na kilka sekund.

Jedyne, co ratuje tę pozycję, to udane opisy otoczenia miasteczka oraz jego ulic i domostw po wtargnięciu doń – ponownie ogólnie mówiąc – zła zewnętrznego świata. Szum lasu niemal słyszy się w uszach, kroki biegnących stóp po kamiennych chodnikach dudnią gdzieś z tyłu głowy, a rzucane cienie i chłodne powietrze wiejące bohaterom w twarz można sobie bez problemu wyobrazić, wręcz poczuć na własnej skórze. Tym samym nasuwa się wniosek, iż każdy tom jest kompletnie inny pod względem jakości opisów miejsc i wydarzeń, przy czym tom ostatni – w tym pierwszym aspekcie wypada bardzo dobrze, w tym drugim – niezwykle słabo.

Co jeszcze na pewno wiadomo po lekturze całej trylogii, to że z „Miasteczkiem Twin Peaks”, dla której miała być hołdem, ostatecznie zbyt wiele wspólnego nie ma. Wayward Pines okazało się raczej podobne do Wisteria Lane niż do słynnej mieściny Lyncha, rzekomo dziwni bohaterowie – przez sytuację, w której się znaleźni, zwyczajnie zmuszeni do nieustającej gry pozorów, a fabuła – mniej pokręcona, trochę mniej mroczna, za to o wiele bardziej skręcająca w stronę science-fiction. Tutaj wiele rzeczy da się racjonalnie wytłumaczyć, czasem o wiele za szybko, co odbiera przyjemność z odkrywania, co jeszcze zgotował nam Blake Crouch, gdyż nie jest nas w stanie prawie niczym zaskoczyć. Szkoda, bo autor wylał fundamenty pod potencjalnie monumentalne dzieło, a wybudował na nich jedynie kolejną sztampową serię, jakich na rynku niemało, z chwilą nadziei w drugim tomie, boleśnie zdeptaną w „Krzyku”.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ świetne, klimatyczne opisy miejsc akcji
+ niezłe pomysły na wątki poboczne

Minusy:

- irracjonalne zachowania bohaterów
- słabe gospodarowanie czasem akcji
- irytujące zabiegi stylistyczne
- przewidywalne zakończenie głównego wątku

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -