Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:GRAJEK

PIPER

GRAJEK

ocena:7
Autor:Helen McCabe
Tłumaczenie:Jan Kowalak
Wydanie oryginalne:2008
Wydanie polskie:2010
Wydawnictwo:Bullet Books
Ilość stron:288
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Helen McCabe jest angielską pisarką specjalizującą się w romansach, która w pewnym momencie postanowiła zakosztować czegoś innego. W 2008 roku opublikowano jej pierwszy horror pt. „Grajek”, w którym podejmowała interesującą ją od dawna tematykę zjawisk nadprzyrodzonych. I tak przywiązała się do tej historii, że zdecydowała się rozciągnąć ją na dwa kolejne tomy. Pierwsza część była pierwszym wydanym w Polsce utworem McCabe, aczkolwiek jak na razie nasi wydawcy nie podjęli się publikacji dwóch kontynuacji „Grajka”. Trylogia McCabe nie cieszy się jakąś zatrważającą poczytnością, co może być powodem „wstrzemięźliwości” polskich wydawców – przyczyn niewielkiego zainteresowania ze strony czytelników nie jestem zaś w stanie odgadnąć, bo choć „Grajek” wyszedł spod pióra autorki realizującej się głównie w romansach wydaje mi się być całkiem zacną propozycją dla wielbicieli literackich horrorów.

Rok 1990, Rumunia. W szpitalu psychiatrycznym w Kluż-Napoka psychiatra Sasha Marcu szczególnym zainteresowaniem obdarza pacjentkę pochodzącą ze wsi o nazwie Arva, Irinę Petrescu, która wpadła w obłęd dwa lata wcześniej po śmierci swojej szesnastoletniej córki Anki. Marcu wierzy, że jej historia wzbogaci jego badania dotyczące wysokiej zapadalności kobiet z tej rumuńskiej wioski na choroby psychiczne. Irina wyjawia mu, że w Arvie od pokoleń obowiązuje zwyczaj, w tajniki którego wtajemniczone są wyłącznie kobiety. W dniu swoich szesnastych urodzin przedstawicielki płci żeńskiej urodzone dwudziestego drugiego lipca muszą wybrać się o poranku na grób tak zwanego Praprzodka, aby złożyć kwiaty i zakopać dar w postaci lalki. Od czasu do czasu jedna z nich, ta która nie stała się jeszcze kobietą, zostaje wybranką tajemniczego Praprzodka, co jest dla niej równoznaczne ze śmiercią. Irina utrzymuje, że jej córka padła ofiarą tej zagadkowej postaci.
W tym samym 1988 roku, do miasteczka Sunny Mead w stanie New Hampshire przybywa nauczyciel muzyki, Diep Koppelberg, wynajęty przez Diane Durrant pozostającą w związku małżeńskim z policjantem Dave'em. Kobieta planuje zatrudnić go w szkole do pracy z niepełnosprawnymi dziećmi, ale najpierw Diep ma popracować z jej trzynastoletnim głuchoniemym synem, Michaelem, poruszającym się na wózku inwalidzkim. Diane i pozostała trójka jej dzieci, sześcioletnie bliźnięta Teddy i Rose oraz siedemnastoletnia Melanie, zostają zauroczeni przez osobliwego przybysza. Ku przerażeniu Michaela, który jako jedyny widzi jego prawdziwe oblicze i niechęci Dave'a, który od początku jest uprzedzony do Diepa, chociaż w przeciwieństwie do swojego niepełnosprawnego syna nie jest w stanie dojrzeć jego prawdziwej natury.

Gdy parę lat temu po raz pierwszy czytałam „Grajka” Helen McCabe nie odbierałam go w kategoriach horroru tylko dreszczowca, ale ponowna lektura zmusiła mnie do zmiany tego poglądu. Nie wiem, skąd wzięło się moje ówczesne przekonanie, że „Grajek” zasila grono literackich thrillerów, bo w książce nie brak składowych typowych dla horroru – właściwie to cały szkielet fabularny osadzono w ramach tego gatunku, łącznie ze śledztwem rumuńskiego detektywa, które to rzeczywiście może bardziej kojarzyć się z kryminałem / thrillerem niźli horrorem, ale jeśli już to tylko w jego wstępnej fazie, bo z czasem uwidacznia się nadnaturalny charakter problematycznej sprawy. Jeśli weźmie się pod uwagę stosunkowo skąpą objętość omawianej publikacji jej konstrukcja może zdumiewać. Helen McCabe na niespełna trzystu stronicach przedstawia trzy opowieści, które zgrabnie się ze sobą łączą. Postacią centralną jest tytułowy antybohater wywodzący się z legendy o fleciście z Hammelin (Hameln, Hamelin), której korzeni w interpretacji McCabe należy upatrywać w niemieckiej Dziecięcej Krucjacie z 1212 roku. Głównym źródłem inspiracji angielskiej autorki był wiersz Roberta Browninga pierwotnie opublikowany w 1849 roku, przetłumaczony na język polski i zamieszczony przez wydawców na końcu książki. Legenda o fleciście, którego muzyka poprowadziła nieletnich obywateli Hamelin w nieznane nikomu miejsce została spisana przez wielu, w tym braci Grimm, ale McCabe w swoim utworze wspomina tylko Roberta Browninga, tym samym sugerując odbiorcy, że natchnął ją jego wiersz i oczywiście zagadkowa Krucjata Dziecięca z 1212 roku (były dwie: niemiecka i francuska, ale autorka koncentruje się wyłącznie na tej pierwszej). Pomysł na fabułę, choć fascynujący, z całą pewnością nie prezentowałby się tak ciekawie, gdyby nie osobiste owoce wyobraźni autorki, łącznie z iście klimatyczną otoczką i zmyślną narracją. Atmosfera grozy najciaśniej spowija mieszkańców rumuńskiej wioski o nazwie Arva, głównie poprzez wyraźne uwypuklanie ich izolacji oraz wyłuszczanie szczegółów osobliwej tradycji, która w przeszłości pochłonęła kilka młodzieńczych istnień. W 1988 roku, na którym to McCabe w największym stopniu się koncentruje, tajemniczy Praprzodek, obiekt swoistego kultu dorosłych mieszkanek Arvy, uderza ponownie. Autorka przybliża nam nieszczęsne losy szesnastoletniej Anki Petrescu, która umiera niedługo po brutalnym gwałcie, jak wiele na to wskazuje dokonanym przez nadnaturalny byt nazywany w tych stronach Praprzodkiem. Wcześniej, w prologu, McCabe przedstawia nam młodego psychiatrę, Sashę Marcu, który w 1990 roku próbuje namówić jedną z pacjentek szpitala psychiatrycznego, matkę zmarłej przed dwoma laty Anki do zwierzeń, które zamierza wykorzystać w swoich badaniach. Niniejszy, najbardziej pobieżnie omówionym wątek „Grajka” osnuto zbliżonym klimatem, dzięki dosadnemu akcentowaniu złowieszczego wymiaru osobliwej kultury wioskowych kobiet i tragicznych następstw przeprowadzanego przez nie obrządku nie tylko w postaci nieletnich ofiar jakiegoś maniaka, ale również w formie chorób psychicznych, na które zapadają ich matki. Nieco inaczej sprawa przedstawia się natomiast w przypadku ostatniej opowieści przybliżonej przez McCabe.

Zastąpienie rumuńskich realiów przełomu lat 80-tych i 90-tych XX wieku, małomiasteczkową scenerią usytuowaną w amerykańskim stanie New Hampshire naturalną koleją rzeczy skutkuje diametralną zmianą nastrojowej specyfiki „Grajka”. Mroczny folklor zacisznej wschodnioeuropejskiej wioski zostaje wyparty przez malownicze krajobrazy sennego miasteczka, zaludnionego przez pragmatycznych obywateli Stanów Zjednoczonych, którym kompletnie obce są przesądy kobiet z Arvy i kultywowane przez nie zwyczaje. Po namacalnym wręcz klimacie niezdefiniowanej grozy otaczającym ubogą wioskę w Rumunii, atmosfera spowijająca amerykańskie miasteczko Sunny Mead może rozczarować. Głównie przez nieprzyjemne zderzenie dwóch tak odmiennych kultur, kontrast podkreślający pospolitość małomiasteczkowej scenerii nie zaś niemożność odnalezienia się autorki w tej drugiej konwencji. Helen McCabe odmalowała w mojej wyobraźni bardzo żywy obraz uroczego małego miasteczka, którego dotychczasowy spokój zostaje nagle zburzony przez działalność jakieś siły nieczystej. Autorka nawet nie stara się ukryć, że sprawcą wszystkich nieszczęść mających miejsce w Sunny Mead jest nauczyciel muzyki, Diep Koppelberg, zatrudniony przez ogólnie szanowaną mieszkankę miasta, Diane Durrant. Zaznajomiony z tragicznymi w skutkach wydarzeniami w Arvie i wierzeniami tamtejszych kobiet czytelnik nie powinien mieć żadnych wątpliwości, co do złych zamiarów osobliwego przybysza już z chwilą pojawienia się mężczyzny w pobliżu domu Durrantów. Szał, w jaki wpadają zwierzęta należące do trzynastoletniego głuchoniemego Michaela oraz fakt, że tylko on widzi prawdziwą twarz nauczyciela, którą znaczą rany po pogryzieniach przez szczury, w tej wstępnej partii opowieści z Sunny Mead nie rodzą w odbiorcy przekonania, że obecność Diepa wróży kłopoty. Już wcześniej bowiem autorka ogólnikowo przybliża jego prawdziwy charakter, w niniejszym wątku zaś znacznie rozbudowuje jego postać. Nie mogę powiedzieć, żeby w moim pojęciu schemat horroru nadnaturalnego osadzonego w małomiasteczkowych amerykańskich realiach w wydaniu McCabe znamionował brak efektywności, bo wykazała się niemałą zręcznością w budowaniu odpowiednio złowrogiej aury przebijającej z silnie z nią kontrastujących idyllicznych krajobrazów. Współcześni autorzy literatury grozy nader często wykorzystują wspomniany zabieg (osadzają swoje historie w urokliwej małomiasteczkowej scenerii, po czym przystępują do stopniowego burzenia sielankowości coraz bardziej agresywną ingerencją jakiejś morderczej siły), zdecydowanie rzadziej uciekając w stronę Europy Wschodniej. Właśnie dlatego z większą przyjemnością śledziłam mroczne dzieje zabobonnych mieszkańców Arvy, nie mogę jednak powiedzieć, że losy rodziny Durrantów przyjmowałam z całkowitą obojętnością. Klimat był inny, oddziaływał na zmysły z mniejszą siłą, ale to nie znaczy, że nie było go wcale. Co więcej McCabe uatrakcyjniła ten wątek tym, czego brakowało mi we wcześniejszych ustępach tj. właściwie nakreślonymi postaciami niektórych protagonistów (celowo uproszczony punkt widzenia sześciolatków troszkę utrudniał odbiór ustępów im poświęconym, ale ze względu na ich wiek taka narracja była konieczna do zachowania wiarygodności), ze szczególnym wskazaniem na niezwykle sympatycznego niepełnosprawnego Michaela - osamotnionego w obliczu ewidentnego zagrożenia ze strony nauczyciela muzyki trzynastoletniego chłopca, na dokładkę borykającego się z rozczulającą niedolą egzystencjalną wynikającą z jego fizycznych ograniczeń. Najsilniej absorbującym motywem był natomiast niezbyt odkrywczy, acz w kontekście tej historii jak najbardziej stosowny wątek wywierania przez demonicznego flecistę niszczącego wpływu na psychikę większości członków rodziny Durrantów, którego okrutną działalność McCabe co jakiś czas urozmaica jeszcze dosadniejszymi wstawkami typowymi dla horroru. Z tychże na wyróżnienie zasługuje szczur zamiast penisa – ohydny i jakże poruszający wyobraźnię pomysł mogący zostać z powodzeniem wykorzystany w jakimś horrorze ekstremalnym. Rozczarowuje za to przewidywalne zakończenie, które na domiar złego bardzo niesprawiedliwie, bo po macoszemu obchodzi się z jednym z (jak się wydawało) istotniejszych bohaterów książki.

„Grajek” Helen McCabe nie urasta co prawda do rangi arcydzieła literatury grozy, ale jego tematyka, konstrukcja i klimat powinna zainteresować fanów tego typu powieści – sympatyków powieściowych horrorów nastrojowych napisanych w stylu, który może przywodzić na myśl klasyczne opowieści o nadnaturalnych bytach. Na okładce polskiego wydania „Grajka” z 2010 roku widnieje informacja, że planuje się przenieść tę powieść na ekran, ale jeśli rzeczywiście tak było to projekt odłożono / zarzucono. Mam nadzieję, że filmowcy kiedyś do niego powrócą, bo wydaje mi się, że tego rodzaju historia mogłaby dobrze wypaść w wersji filmowej. Pod warunkiem oczywiście, że podeszłoby się do niej w jak najmniej efekciarski sposób.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ pomysłowa konstrukcja
+ klimat zwłaszcza ten spowijający rumuńskie realia, chociaż atmosfera małego amerykańskiego miasteczka też jest dobrze nakreślona, tyle że znaczy ją większa pospolitość
+ intrygująca inspiracja legendą o fleciście z Hammelin i tak zwaną niemiecką Krucjatą Dziecięcą z 1212 roku
+ sylwetki protagonistów, zwłaszcza trzynastoletniego Michaela
+ lokalny folklor
+ niemalże wszystkie motywy egzystujące w ramach czystego horroru, ze szczególnym wskazaniem na wpływ jaki antybohater wywiera na psychikę paru pozytywnych postaci

Minusy:

- przeskok od bardziej atrakcyjnej scenerii rumuńskiej wioski do bardziej powszechnego w literaturze grozy małego miasteczka w Stanach Zjednoczonych spowitego nieco rzadszym klimatem grozy. „Grajek” moim zdaniem wypadłby lepiej, gdyby wszystkie składające się na tę książkę wątki rozgrywały się w Rumunii w różnych przedziałach czasowych
- zakończenie

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -