Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:STRAŻAK

FIREMAN, THE

STRAŻAK

ocena:8
Autor:Joe Hill
Tłumaczenie:Anna Dobrzańska
Wydanie oryginalne:2016
Wydanie polskie:2017
Wydawnictwo:Albatros
Ilość stron:800
Autor recenzji:Tomasz Czarny
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

„Strażak” to po „Pudełku w kształcie serca”, „Rogach” i „Nos4a2” czwarta powieść Joe Hilla. Jest on także autorem zbioru opowiadań „Upiory XX wieku” oraz scenariusza komiksu „Locke& Key”. Pierwszą i trzecią uwielbiam, drugą znienawidziłem do tego stopnia, że sprzedałem książkę, gdy tylko skończyłem ją czytać.

„Strażak” jest powieścią opowiadającą o szalejącej w Stanach Zjednoczonych epidemii tak zwanej „smoczej łuski”. Ludzie zarażeni chorobą po jakimś czasie ulegają samozapłonowi i nic nie jest w stanie ich ocalić. Główną postacią powieści jest Harper Grayson i to na jej osobie oraz perypetiach się skupiamy. Harper jest pielęgniarką pracującą w szpitalu, gdzie opiekuje się zarażonymi. W niedługim czasie sama nabawia się tej śmiertelnej choroby. Jej stosunki z mężem nie są dobre, a dodatkowo pogarszają się, gdy Harper oświadcza mu, że jest w ciąży i chce urodzić dziecko. Harper ucieka od niego i wkrótce, w nader dziwnych okolicznościach pojawia się w obozie, gdzie przebywają inni zarażeni, tworzący swojską społeczność. I tu zaczyna się właściwa historia…

Pierwsze, co zadziwiło mnie, czekając na oficjalną premierę „Strażaka” to to, że wydawca zdecydował się na mocne obniżenie ceny ośmiuset stronnicowej książki. Mam wrażenie, że stało się to z powodu niezbyt pochlebnych recenzji w Stanach, jak i w krajach, w których premiera już się odbyła. Ja również nie mogąc już doczekać się, gdy będę miał w końcu książkę w swoich rękach zasięgnąłem paru opinii i były to opinie druzgocące. Nudna, przewidywalna, za długa, nieciekawa, zła. Nic bardziej mylnego, moi drodzy, ale mankamenty są. I to duże.

Zacznijmy od tego, że „Strażak” nie jest dziełem wybitnym, takim jakim w założeniu miał być. W porządku, jest monumentalny, jest bardzo obszerny, jest w jakiś sposób wzniosły, ale do „Bastionu”, „Drogi” czy „Łabędziego śpiewu” według mnie sporo mu brakuje. Sam Hill w wywiadach podkreślał, że „Strażak” miał być swego rodzaju hołdem złożonym jego ojcu oraz jednocześnie otwartą formą współzawodnictwa i tutaj czy Joe wyszedł z tego zadania obronną ręką zdania są już podzielone. Co ciekawe, książka ma bardzo skrajne opinie, od zachwytów po żale typu „zawiodłeś nas, Joe”, ale według mnie nie jest tak źle. Dlaczego?

Przede wszystkim Joe Hill to już uznana firma. Dobry warsztat, przekonywujące dialogi, opisy, a i pomysły niezgorsze. Hill pisząc powieść poświęca się jej bez reszty, czego za każdym razem doświadczamy (no, może oprócz „Rogów”). „Strażaka” pisał przez cztery lata, poświęcając się temu zajęciu całkowicie i przypłacając to solidną depresją i załamaniem nerwowym, o czym zresztą sam pisze w posłowiu wspomnianej wcześniej książki. Jego proza nie męczy, jest doskonale przemyślana i skonstruowana i sprawia wielką przyjemność i frajdę. W swojej czwartej powieści Hill jak zwykle przemyca sporo smaczków i ukrytych znaczeń, mam nadzieję, że bez problemu je wyłapiecie.

Ale nie może być tak pięknie. To, co razi chyba najbardziej to objętość. Książka spokojnie mogłaby mieć czterysta, pięćset stron i tylko by na tym zyskała. Byłaby bardziej dynamiczna i bardziej przystępna. Za dużo niepotrzebnego wodolejstwa. Kto w dzisiejszych czasach ma czas na czytanie ośmiuset stronnicowego tomiszcza? Na pewno nie ja. Ale Hill to Hill, lekcja odrobiona. Pierwsze sto stron: zabierając się za „Strażaka” byłem troszkę uprzedzony i tak, ale oczywiście wbrew wszystkim już na początku spodziewałem się fajerwerków. A na początku jest niestety bardzo słabo. Powieść wręcz mnie odrzucała. Na pierwszych kilkudziesięciu stronach Joe próbuje przekonać nas, jak bardzo t zabawowa jest to powieść, ciągle puszcza do czytelnika oko i błaznuje. Nie wiem jak Was, ale mnie to strasznie zraziło i zdystansowało, czyli pisarz osiągnął dokładnie odwrotny efekt od zamierzonego. Postać męża Harper oraz jej samej, sytuacja, dialogi były dla mnie tak potężnie przerysowane i śmieszne, że dosłownie byłem wściekły i miałem ochotę rzucić książką w kąt. Na szczęście w okolicach setnej strony zrobiło się dużo ciekawiej i bardziej przystępnie. Nie wiem jak Was ale mnie strasznie męczy i drażni ten komiksowy styl pisania Hilla. Wszystko jest jakieś karykaturalne, nadto plastyczne, przez co staje się niestety płytkie. Największą tego próbkę otrzymałem właśnie w „Rogach”, powieści, którą albo się kocha albo nienawidzi. Ale wróćmy do głównego tematu.

Opisy samej epidemii, zniszczeń, zagrożeń, reakcji ludzi, rządu itd. niestety nie są dla mnie przekonywujące ani trochę. Miała być epopeja, wyszło jak wyszło. Strasznie irytująca była też postać samego Strażaka, który chyba miał być głównym bohaterem, a skoro jednak nie był (bo główną bohaterką była Harper), to co strzeliło do głowy Hillowi, by jednak zostać przy tym tytule. Myślałem, że będzie to postać z charyzmą, przypominająca jednego z najlepszych superbohaterów, bohaterska, męska, waleczna… Hill postawił tutaj na błazeńskiego Anglika, gdzie jego żenujące dialogi i zachowanie przykrywają niestety cechy, o których pisałem wcześniej. Jednocześnie należy podkreślić, że sama postać Harper i wszystkich ludzi w obozie zostały nakreślone wręcz mistrzowsko i to jest absolutny atut tej książki. Harper jest boleśnie prawdziwa, ma swoje lęki, swoje małe radości, chwile zwątpienia i braku sił. Niesamowicie ją polubiłęm. To, co naprawdę urzeka w tej książce to jej szczerość: Hill już na początku obnaża prawdę o trudnych relacjach międzyludzkich, prawdę o wielu związkach, wypomina fałsz i obłudę. Wali między oczy i wcale się tym nie przejmuje. Tak naprawdę „Strażak” nie jest powieścią o epidemii, nie jest kolejnym postapo, w którym akcja przypomina scenariusz jakiejś gry na konsole. Nie. Ta książka jest o rozpadzie stosunków międzyludzkich, o samotności jednostki w wielkim świecie, o jej zagubieniu i potrzebie akceptacji. To dlatego powieść Hilla jest wyjątkowa. Udowadnia w niej, jak doskonałym jest pisarzem i jak doskonale radzi sobie z trudnymi tematami, ukrywając je pod głównym nurtem książki. Jest to najdojrzalsza powieść syna Stephena Kinga i stawiam ją zaraz po „Nos4a2”, do której niestety wciąż jej daleko, ale takie arcydzieło trudno jest przeskoczyć…

Mnie osobiście rozczarowało trochę zakończenie, które było w miarę przewidywalne i ciut trywialne, ale wybaczam. Należy wspomnieć też, że „Strażak” to osobisty hołd złożony Rayowi Bradbury, szczególnie dla powieści „Fahrenheit 451”, zresztą Hill z tej powieści zaczerpnął główny pomysł na swoją. Czuć też inspirację „Władcą much” Williama Goldinga.

Podsumowując: „Strażak” jest powieścią bardzo dobrą, może nie doskonałą, ma trochę wad i mankamentów ale czyta się ją z ogromną przyjemnością. Doceniam to, że Joe spędził z nią aż cztery lata swojego życia i Wy to doceńcie. A odnośnie recenzji krzywdzących tą powieść: są mocno na wyrost, naprawdę. Zresztą, jestem pewien, że Joe Hill nie powiedział jeszcze ostatniego słowa…
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ Doskonale nakreślona postać Harper
+ Rysy psychologiczne postaci
+ Opisy typowo medyczne
+ Opis obozu i jego mieszkańców
+ Złożoność i wielowątkowość

Minusy:

- Objętość
- Postać tytułowego strażaka
- Opisy epidemii
- Mało dynamiki
- Praktycznie brak strachu

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -