Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:KANDYDAT

THE MANCHURIAN CANDIDATE

KANDYDAT

ocena:8
Autor:Richard Condon
Tłumaczenie:Alina Siewior-Kuś
Wydanie oryginalne:1959
Wydanie polskie:2005
Wydawnictwo:Sonia Draga
Ilość stron:328
Autor recenzji:Anna Plich
Ocena autora:8
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Nieżyjący już Richard Condon był amerykańskim poczytnym pisarzem, który na rynku literackim zadebiutował w 1958 roku powieścią „The Oldest Confession”, która to wespół z jego kolejną publikacją zatytułowaną „The Manchurian Candidate” („Kandydat”) rozsławiła nazwisko Condona – przez jakiś czas w Stanach Zjednoczonych panował kult tego pisarza. „Kandydat” był przekładany na ekran dwukrotnie: w 1962 roku odbyła się premiera kultowego obrazu Johna Frankenheimera, w Polsce znanego pod tytułem „Przeżyliśmy wojnę”, a w 2004 roku pojawiła się adaptacja Jonathana Demme'a, w Polsce rozpowszechniana pod tytułem „Kandydat”. W latach 90-tych w omawianej książce Richarda Condona znaleziono kilka fragmentów skopiowanych z publikacji Roberta Gravesa pt. „I, Claudius”, niepozostawiających większych wątpliwości, że Condon dopuścił się plagiatu rzeczonych ustępów. Nie mógł jednak ustosunkować się do tych zarzutów, bo gdy to odkryto od paru lat już nie żył.

Na początku lat 50-tych XX wieku podczas wojny koreańskiej grupa żołnierzy dowodzona przez kapitana Bena Marco zostaje schwytana przez komunistów i poddana praniu mózgu. Zostają im wszczepione wspomnienia bohaterskiego czynu jednego z nich, sierżanta Raymonda Shawa, mówiące o tym, że uratował wszystkim życie rozgramiając oddział ich przeciwników. Shaw ponadto zostaje zaprogramowany – komuniści warunkują jego umysł tak, aby w wybranych przez siebie momentach móc narzucać mu swoją wolę, wydawać rozkazy, które sierżant posłusznie wykona, nie zachowując w pamięci tych wydarzeń. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych Raymond Shaw zostaje odznaczony Medalem Honoru i podejmuje pracę dziennikarza w jednej z gazet. Jego matka, Ellie Iselin, przez cały ten czas uparcie realizuje opracowany przez siebie plan wyniesienia swojego drugiego męża, ojczyma Raymonda, Johnny'ego, na szczyty władzy. Ich polityczna działalność przynosi Johnny'emu fotel w Senacie, ale pani Iselin nie zamierza na tym poprzestać. Pragnie jeszcze większej władzy, a swoje marzenie stara się ziścić poprzez uprawianie „brudnej polityki”. Raymond stara się odseparować od matki, odciąć od kobiety, do której chowa dużo urazy. Za jedynego przyjaciela ma Bena Marco, którego wkrótce zaczynają dręczyć niezwykle realistyczne koszmary senne z komunistami poddającymi jego i jego ludzi praniu mózgu. Kapitan zaczyna podejrzewać, że to tak naprawdę wspomnienia z wojny koreańskiej, co z kolei prowadzi go do wniosku, że Raymond Shaw stanowi ogromne zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych.

O „Kandydacie” Richarda Condona dowiedziałam się z lektury mojej ukochanej „Fałszywej pamięci” Deana Koontza – powieści również podejmującej tematykę kontroli umysłu, ewidentnie zainspirowanej drugą książką Condona, którą to w mojej ocenie Koontz przebił. Richard Condon dał się poznać czytelnikom, jako człowiek żywiący istny wstręt do polityków, pisarz poddający błyskotliwej analizie tę... hmm nazwijmy ją, profesję, szczerze i nierzadko dowcipnie punktujący liczne przywary tego środowiska. Uwielbiał pisać o różnego rodzaju spiskach, tworzyć złożone intrygi, którymi ściskał krtanie odbiorców swoich powieści oraz o postaciach opętanych niszczącymi obsesjami, zwłaszcza natury politycznej i seksualnej. W „Kandydacie” pojawiają się wszystkie wyżej wymienione elementy, a obracają się one wokół wielce niepokojącego tematu przewodniego, traktującego o kontroli umysłu. Kontrolerami są oczywiście komuniści, a potencjalnymi ofiarami obywatele Stanów Zjednoczonych. Właściwa akcja książki (bo dostajemy również kilka retrospekcji) rozpoczyna się na początku lat 50-tych XX wieku, a kończy w 1960 roku. Przypada więc na okres zimnowojenny. Condon w niezwykle błyskotliwy sposób analizuje paranoiczny stosunek ówczesnych Amerykanów do komunistów. Czytając „Kandydata” miałam jednak nieodparte wrażenie, że te wywody w ogóle nie straciły na aktualności – bez trudu przełożyłam je nawet na współczesną polską scenę polityczną. Condon bez ogródek mówi o tym, jak łatwo wykorzystać trawiące społeczeństwo lęki do osiągnięcia własnego celu. Każdy polityk wie, że zastraszonym narodem o wiele łatwiej manipulować, a jest to narzędzie nieodzowne do zyskania tego, o czym marzy każdy z nich, czyli władzy. W mojej ocenie najbardziej interesująca postać „Kandydata”, Ellie Iselin, jest gotowa zrobić absolutnie wszystko byle tylko zrobić ze swojego drugiego męża przywódcę Stanów Zjednoczonych. Nie wzdraga się przed zafałszowywaniem biografii Johnny'ego Iselina, kreowaniem jego fałszywego wizerunku i oskarżaniem na forum publicznym innych polityków o współpracę z komunistami. Oczywiście mając pełną świadomość tego, że nie są oni winni zarzucanych im czynów. Ellie wychodzi z założenia, że „republika to humbug”, a „elektorat to motłoch”, że w Stanach Zjednoczonych panuje „najbogatsza i najbardziej naiwna demokracja świata”. Ellie jest cyniczna, wyrachowana i bezwzględna w swoim dążeniu do zagarnięcia władzy, może się pochwalić ogromną charyzmą, doskonałą znajomością mentalności Amerykanów i niemałą inteligencją. Mieszanka bardzo niebezpieczna jeśli chodzi o politykę, stwarzająca ogromne zagrożenia dla obywateli. Richard Condon nie przesadza w formułowaniu poglądów Ellie Iselin, nie radykalizuje ich do tego stopnia, żeby zatraciła ona wysoki stopień wiarygodności – politycy tak właśnie patrzą na wyborców, jak na „ciemny lud”, i są gotowi zrobić wszystko, aby maksymalnie ograniczyć, albo w ogóle odebrać obywatelom prawo do decydowania o sobie. Johnny Iselin, tak samo jak wielu Amerykanów, jest narzędziem w rękach mającej obsesję na punkcie władzy, okrutnej femme fatale, kobiety, która nie cofnie się przed niczym aby osiągnąć swój cel. Za samą tę błyskotliwą analiizę sceny politycznej, za te niezwykle trafne obserwacje, często artykułowane w sposób inteligentnie ironiczny i zawsze z wprost absolutną bezkompromisowością, które bez trudu odnajdziemy również na współczesnej polskiej scenie politycznej – tylko za to przyznałabym Richardowi Condonowi najwyższe odznaczenia. W jego ocenie mentalności polityków nie znalazłam bowiem niczego, czego sama już dawno bym nie zauważyła, w tej kwestii niczego nie przekłamywał – pisał z brutalną szczerością, bez koloryzowania, bez grama przesady, ewidentnie przelewając na papier to co dostrzegał na co dzień, w rzeczywistości. I nie był w tym całkowicie stronniczy, bo jednym z pobocznych bohaterów „Kandydata” uczynił praworządnego, prostolinijnego senatora, zagorzałego przeciwnika Iselinów.

Wątki polityczne reprezentowane przez małżeństwo Iselinów w „Kandydacie” przeplatają się z motywem kontroli umysłu, zdobyciem przez komunistów władzy absolutnej nad młodym dziennikarzem, Raymondem Shawem, synem Ellie Iselin. Człowiekiem wyobcowanym, prowadzącym samotniczy tryb życia, pełnym sprzeczności i rzadko odczuwającym jakieś emocje, za co obwinia swoją rodzicielkę, źródła swoich defektów (słusznie) upatrując w wychowaniu, jakie od niej odebrał. Jedynym przyjacielem Raymonda jest kapitan Ben Marco, człowiek z którym służył podczas wojny koreańskiej w stopniu sierżanta i któremu tam samo jak jemu i pozostałym członkom ich oddziału komuniści „wyprali mózg”. Ale tylko z Shawa zrobili marionetkę, pozostającą na ich usługach, tylko nim mogą sterować. W wybranych przez siebie momentach narzucać mu swoją wolę, zmuszać do popełniania rzeczy strasznych, które nie ostają się w pamięci Raymonda. Przez pozostałą, większość, czasu Raymond jest sobą, ale dobrze zaznajomiony z jego sytuacją czytelnik cały czas spogląda na Shawa jak na tykającą bombę, mogącą zniszczyć takie Stany Zjednoczone, jakie znamy. Już sama tematyka wątku przewodniego mroziła krew w moich żyłach – możliwość bycia bezwolną kukłą pozostającą na czyichś usługach, kimś kto nawet o tym nie wiedząc dopuszcza się zbrodni, osobą, której kradnie się jej własne „ja”, stanowi doprawdy przerażającą wizję, którą to Condon wyłożył w iście bezkompromisowym stylu. Wziąwszy pod uwagę fakt, że książka pierwotnie ukazała się pod koniec lat 50-tych XX wieku spodziewałam się licznych ułagodzeń, dużo delikatniejszego portretu procederu prowadzonego przez okrutnych komunistów, a tymczasem dostałam, co prawda niekrwawy, ale i tak wielce okrutny w swojej wymowie rozwój wypadków. Mordy wysoko postawionych jegomości to tylko przedsmak tego, do czego będzie zmuszany Raymond Shaw – co sam będzie czynił, na poziomie świadomości nawet nie zdając sobie z tego sprawy. A Condon nie ograniczy się jedynie do mordów, również tych mocno druzgocących, udowadniających, że autor „Kandydata” nie był pisarzem zadowalającym się półśrodkami, że nie bał się „iść na całość” - zahaczy także o dwie parafilie. Współczesnemu czytelnikowi przynajmniej większość zwrotów akcji zapewne uda się z łatwością przewidzieć, ale w swoich czasach takie rewelacje musiały budzić niemałe zdumienie, a być może nawet dogłębny szok, a cała skonstruowana przez Condona, szeroko zakrojona intryga, wręcz „przyśrubowywać” wzrok również wielu dzisiejszych czytelników do kart tej powieści. Nie sądzę jednak, żeby absolutnie każdemu udało się chłonąć tę historię bez robienia sobie częstych przerw, bo styl Condona, choć błyskotliwy, wyczerpujący i poruszający wyobraźnię, po jakimś czasie staje się męczący. Nadmiar szczegółów może wyczerpywać, a przez to zmuszać co poniektórych czytelników (mnie zmuszał) do robienia sobie nierzadkich przystanków dających wytchnienie ich przepełnionym różnymi informacjami umysłom.

„Kandydat” to kultowy dreszczowiec, który moim zdaniem stanowi lekturę obowiązkową dla każdego fana literatury grozy, którego osoby zasilające wspomniane grono zwyczajnie przegapić nie mogą. To porywająca, niepokojąca i w dużym stopniu bezkompromisowa, odważna powieść o kontroli umysłu, zimnowojennej paranoi i bezwzględnych politykach, którzy dla władzy są gotowi zrobić dosłownie wszystko. Inteligentna, ironiczna i na wskroś szczera opowieść o zdegenerowanym światku, który ma ogromny wpływ na losy nas wszystkich - wprost przepełniona obserwacjami z życia politycznego, które w najmniejszym nawet stopniu nie straciły na aktualności.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:


+przerażający motyw przewodni: kontrola umysłu
+bezkompromisowa, odważnie skonstruowana intryga
+trafne i miażdżąco szczere obserwacje światka politycznego
+barwne, niezwykle złożone, diablo interesujące postacie
+inteligentna ironia, cięty dowcip i godne najwyższego uznania wyczucie suspensu, niewymuszone wywoływanie w odbiorcach emocjonalnego dyskomfortu, mistrzowskie budowanie napięcia
+dotknięcie kontrowersyjnych w ówczesnych czasach tematów tabu, w postaci dwóch parafilii

Minusy:

-lekturę musiałam dawkować, bo styl Richarda Condona z czasem zaczyna męczyć, nadmiar informacji odrobinę mu szkodzi. Ale tylko odrobinę, bo poza tym nie mam żadnych zarzutów, a i sama konieczność zapoznawania się z tą znakomitą opowieścią przez dłuższy czas wielkim uniedogodnieniem nie była

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -