Top

Menu Zaloguj się (dla użytkowników forum)



Poster:W GÓRACH SZALEŃSTWA

AT THE MOUNTAINS OF MADNESS

W GÓRACH SZALEŃSTWA

ocena:7
Autor:H.P. Lovecraft Ian N. J. Culbard
Tłumaczenie:
Wydanie oryginalne:2012
Wydanie polskie:0
Wydawnictwo:Sterling
Ilość stron:128
Autor recenzji:Ireneusz Gajek
Ocena autora:7
Ocena użytkowników:--
Głosów:0
Inne oceny redakcji:

Unikalność i niedostępność Antarktydy rozpalały wyobraźnię takich tuzów fantastyki jak Juliusz Verne czy Edgar Allan Poe. Według nich lodowe i mroźne połacie bezkresów miały być nie tylko godnym przeciwnikiem dla ludzkiego pędu eksploracyjnego, ale też skrywały tajemnice istotne dla bytu i rozwoju całej ludzkości. „W górach szaleństwa” udowadnia, iż rejon Bieguna Południowego w podobny sposób zajmował imaginację innego mistrza fantastycznego pióra, H.P. Lovecrafta. Jego bohaterowie podczas wyprawy na Antarktydę odkrywają nie tylko unikalność jej flory i fauny, ale też odnajdują ślady przerażającej cywilizacji, która funkcjonowała na Ziemi miliony lat przed pojawieniem się człowieka. Jeden z najbardziej znanych tekstów Samotnika z Providence na potrzeby komiksu postanowił zaadaptować znany europejski twórca powieści graficznych, Ian Culbard.

Kilku naukowców wraz z zastępem pomocników na dwóch statkach, „Arkham” i „Miscatonic”, wyrusza na Biegun Południowy, by założyć tam stację badawczą. Już na początku wyprawy uczeni pośród śniegu i brył lodu znajdują artefakty świadczące, iż na Antarktydzie bardzo dawno temu musiała funkcjonować cywilizacja rozumnej rasy. Między naukowcami wybucha spór – jedni chcą zaryzykować i wyruszyć w głąb Antarktydy, szukać kolejnych śladów prastarych istot, inni zbyt boją się niebezpieczeństwa i pragną skupić się na celach ekspedycji. Po burzliwej dyskusji górę bierze frakcja odważniejszych badaczy, których część wyrusza w skute lodem góry.

Komiks spodoba się tym, którzy lubią klasyczne powieści graficzne, z prostym rysunkiem, nieskomplikowanym kadrowaniem, z wzorowaną na XIX-wiecznej prozie narracją, bez formalnych fajerwerków i ekspresyjnych grafik. Pierwowzór autorstwa Lovecrafta raził niektórych czytelników rozległymi partiami opisowymi i stylizowaną na pamiętniki, pozbawioną dialogów frazą. Culbard musiał swojej opowieści nadać dynamiki, stąd charakterologiczne zróżnicowanie postaci oraz liczne rozmowy między bohaterami. Podobnie jak autor „Zewu Cthulhu”, i twórca komiksu nie szczędził miejsca na pokazanie celu naukowej ekspedycji jak i środków powziętych, by dotrzeć na Antarktydę. Z drugiej strony, przede wszystkim dzięki relacji głównego bohatera, profesora Dyera, co i rusz odsłaniane są przed nami kolejne tajemnice Wielkich Przedwiecznych. To on bowiem jeszcze w Arkham, dzięki uprzejmości prof. Armitage’a, miał w rękach słynny „Necronomicon”, co później, pośród lodów Antarktydy, pozwoliło mu być jedynym depozytariuszem wiedzy o tym, co za istoty zbudowały twierdzę na Biegunie Południowym. To za jego pośrednictwem dowiadujemy się, jaki eony lat wcześniej na Ziemi miał miejsce konflikt między Przedwiecznymi, a co ważniejsze, jaki wpływ mieli oni na powstanie człowieka.

Komiksowa adaptacja „W górach szaleństwa” nie oddziałuje na wyobraźnię tak jak literacki pierwowzór, nie jest medium tak wizyjnym, jak proza Lovecrafta. Podczas lektury powieści graficznej miałem wrażenie, jakby przez artystyczną powściągliwość, jej autor chciał oddać hołd jednemu z najbardziej znanych tekstów Samotnika z Providence. Niby akcja jest podobna, niby na grafikach zobaczyć możemy to, w jaki sposób tajemniczą Antarktydę wyobraża sobie nie byle jaki przecież artysta, jednak zamknięcie historii w prostych, często symetrycznych ramkach, jak robili to twórcy komiksów jeszcze sprzed II wojny światowej, sprawia wrażenie obcowania z tekstem kultury powstałym bardzo dawno temu. Dla jednych będzie to zaleta – zagłębienie się w klasyczną, trochę naiwną, ale klimatyczną i pełną pasji historię, dla innych taki styl rysowania i opowiadania, pozbawiony intrygujących postaci i oddziałujących na różne zmysły grafik, może wydać się trochę archaiczny. Ale i z opowiadaniami czy powieściami Lovecrafta wielu współczesnych odbiorców ma ten sam problem, dla nich statyczny, niekiedy zbyt nasączony patosem i emfazą sposób narracji autora „Zewu Cuthulu” wydaje się dziwaczy, niedzisiejszy, a przez to za trudny do przyswojenia.

Ian Culbard swoim komiksem nie tyle przekonuje do swojej twórczości, co zachęca do zapoznania się z oryginałem autorstwa Howarda Phillipsa Lovecrafta. Współczesna kultura popularna zbyt wiele zawdzięcza twórcy mitologii Cthulhu, by zabierający się za czytanie lub oglądanie szeroko pojętej fantastyki znali go tylko i wyłącznie z krótkiej notki zamieszczonej w Wikipedii.
Zaloguj się aby móc oddać swój głos na książkę.
Plusy:

+ jest w komiksie duch prozy Lovecrafta
+ czyta się jednym tchem
+ dość wierna adaptacja, przez to występuje w niej mnóstwo pojęć i postaci kojarzonych z Lovecraftem
+ klasyczny, by nie powiedzieć konserwatywny, sposób narracji, co dla jednych będzie plusem...

Minusy:

- ...dla innych minusem
- Culbard mógł się pokusić o nadanie postaciom bardziej wyrazistych rysów charakterologicznych

Horror Online 2003-2015 wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie fragmentów lub całości opracowań, wykorzystywanie ich w publikacjach bez zgody twórców strony ZABRONIONE!!!

- - - -